Ranking portugalski

O Portugalii każde z nas marzyło wcześniej niż się poznaliśmy. Ze wspólnej wyprawy wróciliśmy bardzo zadowoleni, pomimo faktu, że nie udało się zobaczyć wszystkiego, a i przydałoby się nieco więcej snu 😉 Ale zrealizowaliśmy to marzenie – razem. Gdy przyszło do omówienia budżetu, Michał powiedział, że będzie mnie na wyjeździe karmił, a ja zadbam o ucztę dla umysłu. I mniej więcej tak to wyglądało. Smakowaliśmy innej kuchni, kultury i klimatu miejsca. W efekcie tego powstał poniższy ranking 🙂

Nasze ulubione dania obiadowe:

Marta:

1. Gratin makaronowe zapiekane w serach z dodatkiem orzechów włoskich w Lizbonie.

2. Naleśnik z kurczakiem, serem i grzybami oraz warzywka, zjedzone w Muzeum Azulejos.

3. Francesinha – regionalny przysmak z Porto.

Michał:

1. Obiad z Coimbry – wieprzowina nadziana szynką i serem, z ziemniakami i warzywami.

2. Stek z jajkiem i frytkami na dachu Lizbony.

3. Focaccia w Porto.

Ulubiona przystawka nas obojga: bolinho de bacalhau = pastel de bacalhau – farsz z dorsza z serem z delikatnym cieście, kształtem przypominający devolaya.

Ulubiony deser Michała to pastéis de nata na ciepło, które jedliśmy pierwszego dnia w Lizbonie. Sama chyba nie umiem wybrać ulubionego, bo wszystkie były przepyszne, ale wolałam desery o normalnej temperaturze, bo nadzienie miało wtedy bardziej zwartą konsystencję 😉


Nasze ulubione obiekty i momenty w Lizbonie:

Marta:

Pomnik doktora – bo szła za nim arcyciekawa historia. Sousa Martins, bo o nim mowa, jak już pisałam: popełnił samobójstwo przez przedawkowanie morfiny po tym, jak zaraził się gruźlicą od jednego ze swoich pacjentów. Słynął z tego, że mówił: „Największy dar dla chorego to uśmiech” 🙂 Portugalczycy traktowali go niczym świętego, chociaż wcale nie był uznany za takiego przez kościół.

Muzeum Azulejos – tego chyba wyjaśniać nie trzeba 😉 To był jeden z celów podróży do Portugalii w ogóle – zobaczyć azulejos. Muzeum wypełnione nimi w każdej postaci było jak posłanie mnie do raju 😉 Tylko z tego miejsca wyniosłam około 900 kadrów.

Pomnik Odkrywców – chociaż kadrowanie w tym miejscu, jeszcze w deszczu, wymagało od nas naprawdę sporo cierpliwości, to jednak to jeden z ważniejszych punktów na lizbońskiej mapie. Odkąd pamiętam, na lekcjach historii uwielbiałam uczyć się o epoce odkryć naukowych, a wcześniej właśnie geograficznych, także była to dla mnie taka perełka – móc zobaczyć to na żywo.

Michał:

Pierwszy spacer po Lizbonie – gdy wpadliśmy do hotelu, zjedliśmy i ruszyliśmy w miasto. Poczuliśmy klimat portugalskiej stolicy, posmakowaliśmy klasycznego pastéis de nata i doświadczyliśmy ciepła południa Europy.

Wieczorny powrót ze stacji kolejowej Cais do Sodré – wracaliśmy uliczkami, które miały mnóstwo schodów, latarnie dawały ciepłe światło, dzięki czemu kolory nabierały głębi.

Muzeum Trzęsienia Ziemi – totalna niespodzianka, ale było warto. Pokazywało ten unikalny, lokalny wątek historyczno-kulturowy i charakter mieszkańców, który to zdarzenie ukształtowało.


Co się nam najbardziej podobało w innych miastach:

Marta:

Quinta da Regaleira w Sintrze – była tam atmosfera tajemniczości, a do tego parkowy klimat podobny do tego w Schönnbrunnie, co przywoływało miłe wspomnienia 🙂

Kaplica Św. Michała w Coimbrze – tej części uniwersyteckiej zabudowy byłam najbardziej ciekawa ze względu na wystrój z azulejos. I nie zawiodłam się 🙂

Ołtarz z tzw. Drzewem Jessego (Árvore de Jessé) w kościele Św. Franciszka w Porto – chociaż musiałam nasycić nim wzrok na miejscu, ze względu na zakaz fotografowania, to jednak zapadał w pamięci na długo. Zaciekawiał, bo prezentował dobrze znany motyw, ale w artystyczny, pełen detali sposób.

Michał:

Wycieczka objazdowa z José po Sintrze na Capo da Roca. Byliśmy szczęściarzami, że trafiliśmy na kogoś, kto nam tyle pokazał i opowiedział. Szczególnie ciekawym punktem okazało się Palácio National de Sintra.

Kościół i Wieża Kleryków w Porto – ponieważ muzeum pokazywało przekrojowo historię tego miejsca, a z góry dostrzegliśmy to, co widzieliśmy wcześniej z poziomu ziemi, jak np. grajka, napis Porto czy stację kolejową.

Most Luisa I w Porto – dwupoziomowy. Był fajny, bo miasto i okolicę widzieliśmy w dwóch odsłonach – za dnia i po zmroku. To pozwoliło nam dostrzec przeobrażenie tej przestrzeni i przekonać się, że miasto żyło niezależnie od pory doby. W samej okolicy też odczuliśmy kontrasty między zadbanymi budynkami i przeplatającymi się z nimi ruinami, co robiło wrażenie.

Portugalię polecamy z całego serduszka i mam nadzieję jeszcze wrócimy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *