Byłam zaskoczona, jak zmieniła się Letnica!

Kolejną dzielnicą, którą postanowiłam odwiedzić, była Letnica. Miałam apetyt, by ją rozpocząć, już podczas drugiej części wędrówki po Nowym Porcie, ale wtedy pogoda się zbuntowała 😉 Dlatego rzuciłam wyzwanie samej sobie, by tym razem, w przeciwieństwie do projektu sprzed kilku lat, spróbować przejść całą dzielnicę podczas jednej wyprawy. Szczególnie, że wydawało się, że dzień będzie pogodny.

Swój spacer ku Letnicy rozpoczęłam od ulicy Letnickiej, na ulicznym drogowskazie oznaczonej jako należąca do Nowego Portu. Czyż nazwa nie była adekwatna? Właściwie już na początku wycieczki poczułam się zaskoczona, jak bardzo przekształciła się ta część Letnicy. Biegnące po mojej prawej tory były aktualnie remontowane. Tymczasem po lewej „wyrosła” zabudowa mieszkaniowa. Ulicę wylano asfaltem, przynajmniej na tym odcinku i widoczny był, nieczynny jeszcze, przyszły przystanek autobusowy. Nie wierzyłam własnym oczom.

Powrót do przeszłości był za to możliwy w obrębie bocznych uliczek – Gwiazdy Morza i odcinka Starowiejskiej już za nią. Miałam poczucie, że w tym miejscu nie nastąpiły żadne gwałtowne zmiany, chyba że zaliczyć do nich brak znaku drogowego „Pies(i) na jezdni” z brakującą literką „i”. Zeszłam też na bok, w gęstwinę zieleni, bo kusiła mnie niewielka ścieżka, ale poza roślinnością nic tam (jeszcze?) nie było. Miałam delikatną nadzieję dopatrzeć się w przestrzeni czegoś, co przypominałoby o Jeziorze Zaspa.

Kontynuowałam wędrówkę ulicą Starowiejską. Tutejsza zabudowa również powstała w ostatnich latach i widać było, że deweloperzy na tym nie poprzestaną. Kolejne strefy były już ogrodzone pod kolejne inwestycje mieszkaniowe. Istniejące już bloki miały od kilku do nawet kilkunastu pięter, a dolną kondygnację zajęły sklepy i punkty usługowe. Gdzieniegdzie przebijały się zielone trawniki i młode drzewka, ewentualnie zarośnięte krzewami pasy zieleni.

Odbiłam na ulicę Suchą. Gdy mijałam budynek prywatnej szkoły, w tle przebijał się stadion. Wkrótce dotarłam do kościoła Św. Anny i Joachima. Przeszłam do frontowego wejścia przez uroczy skwer, który nazwano Parkiem Ks. Kanonika Kazimierza Orkusza. Przy samym budynku znajdowały się jednak materiały budowlane w nieładzie, jakby trwały jakieś prace. Od strony frontowej moją uwagę skupił dach z krzyżem w towarzystwie symboli alfy i omegi. Gdy weszłam do środka byłam urzeczona nienarzucającą się estetyką świątyni, a szczególnie namalowanemu na ścianie prezbiterium, w tle nastawy ołtarzowej, niebu i dwóm aniołom na ścianach po obu stronach prezbiterium. W sąsiedztwie przebiegała ulica Antoniego Michny, dzięki któremu parafia mogła tutaj zaistnieć.

Przez ulice Sielską i Szklana Huta przeszłam na Niecałą. Ten odcinek częściowo pokrywał bruk, co dodawało klimatu, ale (jak mniemam) niekoniecznie było najwygodniejsze. Trzeba jednak przyznać, że całość estetycznie komponowała się także z lokalną zabudową. Z ciekawostek napotkanych po drodze, wspomniałabym kwietnik na kształt ptaka wykonany z drewna oraz plac zabaw.

Z Niecałej przeszłam na ulicę Rybitwy, gdzie jeden z domów pokryto cegiełkami tak, by stworzyć ozdobny wzór. Ale i kształty niektórych fasad budziły skojarzenia ze starszą architekturą. Na koniec odwiedziłam ulicę Stalową i ostatnim odcinkiem ulicy Szklana Huta, minąwszy przy tym plac zabaw, wyszłam na Marynarki Polskiej.

Przeszłam na drugą stronę na światłach, by kolejny etap rozpocząć od przemarszu ulicą Śnieżną, a dalej Handlową. Wiedziałam po swojej poprzedniej wizycie tutaj, że nie będzie należał do najatrakcyjniejszych odcinków. Było tu sporo zakładów przemysłowych, aut ciężarowych, a spacerująca tędy dziewczyna raczej nie stanowiła codziennego widoku, choć pamiętałam mijane poprzednio grupki młodzieży. Za torami, które wówczas wydawały mi się najbardziej malowniczym obiektem tego etapu, pewną powierzchnię zaadaptowano na parking czy też przestrzeń do nawracania dużymi pojazdami. Po sąsiedzku mieściły się ogromne XIX-wieczne spichlerze, o których rozmawialiśmy z kolegą podczas naszej trasy przez Nowy Port. Ponownie dotarłam, tym razem od drugiej strony, do kanału stanowiącego granicę dzielnic i delikatnie się cofnęłam.

Nie przewidziałam jednej rzeczy: że nie da się wejść w ulicę Chodackiego, tak jak pierwotnie zakładałam, bo stanowiła drogą wewnętrzną. Byłam tu już wiele razy, a nigdy wcześniej nie zwróciłam na to uwagi. Cóż było robić, trzeba było nawrócić całą Handlową i Śnieżną aż do Marynarki Polskiej. Kolejnym odcinkiem tej ostatniej szłam aż do ronda w okolicy stadionu. Przy okazji minęłam Mostostal i przypomniały mi się tramwaje (chyba linii nr 7), na których kiedyś ten punkt określano jako docelowy. Zastanowiło mnie, jak ów pojazd potem nawracał, czy może dojeżdżał dalej bez pasażerów? Wydało mi się to dziwne i zagadkowe.

Przy rondzie zaadaptowano przejścia dla pieszych i ścieżki rowerowe. Znajdowało się tam również Centrum Zarządzania Tunelem (pod Martwą Wisłą). W okolicy tunelu pomagam dwójce rowerzystów, którzy szukali drogi na Westerplatte. Tunelem nie mogli przejechać, dla rowerzystów był bowiem dostępny tylko okazjonalnie. Kiedyś przepływający prom z Nowego Portu na Wisłoujście z tego co wiedziałam nie działał (był nierentowny?). Rowerzyści musieli się sporo cofnąć. Dopiero jakiś czas później trafiłam na artykuł, że miała jeździć linia autobusowa, dostosowana do przewozu rowerów jako bagażu.

Sama po przekroczeniu ronda i znalezieniu się na normalnej wysokości obserwowałam jadące tramwaje. „Lechia Gdańsk” zmierzał w stronę Nowego Portu. Moje ukochane „Niebo Polskie” sunęło w stronę centrum. Uznałam to za fajne, że nasze tabory były tak różnorodne i pokazywały różne oblicza miasta, a także promowały konkretne obiekty czy postacie, bo niektóre tramwaje mają i swoich patronów. Tak upamiętnionych nazwisk było coraz więcej.

Przeszłam się ulicą Wielopole, zaglądając przy tym w drugi koniec ulicy Chodackiego. Na tym odcinku nie miała jednak wiele do zaoferowania, więc ruszyłam dalej, aż dotarłam do Martwej Wisły. Nie bez przyczyny biegła tędy ulica Wiślna 😉 Oprócz doków i innych portowych urządzeń, moją uwagę zwrócił jeden ze statków. „Grimaldi Lines” – odczytałam napis na nim, a zaraz obok „Dok Ostrów II”. Pierwsze słowo skojarzyło mi się z nazwiskiem rodziny królewskiej z serii książek, którą czytałam jako nastolatka. Poza tym widziałam żurawie Kone i suwnice. Uznałam przy tym, że przydałaby się powtórka z tej tematyki po kursie przewodnickim. Zdecydowanie te zagadnienia dla mnie jako dziewczyny były trudniejsze. Za to lubiłam rozrysowywać sobie porty Gdańska i Gdyni wraz z nazwami nabrzeży czy basenów. Jakby nie patrzeć, miało to coś wspólnego z mapami, które kocham 😉

Tymczasem na lądzie spodobał mi się ceglany budynek (a jakże!) z porastającą skraj dachu trawą. Spacer nad wodą, choć wykorzystywaną przez człowieka, a nie będącą „na łonie natury”, i tak wyciszał. Kompozycję niebieskości i zieleni dopełniały biało-czerwone barierki. Wkrótce dotarłam do mostu prowadzącego na Wyspę Ostrów. Nie ona była jednak tego dnia moim celem.

Odbiłam w prawo w ulicę Swojską. Wiedząc, że mam przed sobą jeszcze Młyniska i ten odcinek na pewno pojawi się ponownie na mojej trasie, a także znając go z wcześniejszych wypraw, potraktowałam go dość po macoszemu. Szczególnie, że większość trasy przebiegała wzdłuż terenu elektrociepłowni. Umieszczono tam tabliczki informujące o zakazie użytkowania dronów oraz zakazie fotografowania. Dlatego jedynie pogadałam do dyktafonu, że przechodziłam obok zbiorników z napisem „Woda demi I st. Nr 2”, bo zastanowiło mnie, czy to woda demineralizowana i dlaczego używaliby akurat takiej i do czego.

Na trasie pojawiła się również tabliczka kierunkowa na PGE Sp. z o. o. oraz Dwór Młyniska, przy czym mnie interesował ten drugi obiekt. Widząc jednak napis, że teren jest prywatny, zwątpiłam, czy mogłabym tam wejść. Zagadnięty na posesji obok mężczyzna nie umiał mi odpowiedzieć na to pytanie, bo obiekt okazał się hotelem robotniczym i pan nie był stąd.

Niedługo później ponownie znalazłam się na ulicy Marynarki Polskiej, a po mojej prawej dostrzegłam napis „Letnica”. Przeszłam na drugą stronę na światłach, dzięki czemu sfotografowałam biegnące poniżej tory, a także z większej odległości mogłam obserwować kominy elektrociepłowni.

Wkrótce skręciłam w ulicę Narwicką, ale była ona ślepa. Po wizycie tam cofnęłam się do głównej drogi, a następnie ruszyłam do kolejnych świateł. Dzięki temu znalazłam się po drugiej stronie i mogłam odwiedzić ulicę Załogową. Oprócz zakładów przemysłowych ciekawostką na tym obszarze był obiekt sportowy dla trenujących łucznictwo.

Enty raz tego dnia wykorzystałam przejście dla pieszych i skierowałam się w Żaglową. Pamiętałam swoje wizyty na Amber Expo zarówno zawodowe, jak i prywatne w ostatnich latach, ale w dobie pandemii obiekt miał zupełnie inne przeznaczenie, a wydarzenia takiej skali jak dotychczas były zawieszone. Na wysokości hotelu Arena Expo i przystanku tramwajowego o analogicznej, nawiązującej zresztą do stadionu, estetyce, skierowałam się właśnie na teren stadionu.

Tego dnia było tam sporo ludzi, m.in. rolkarzy. Skierowałam się w odwiedziny do Lwa Heweliona. Sfotografowałam okoliczne graffiti. Podeszłam od frontu, gdzie powiewały flagi, a na postumencie osadzono sporych gabarytów piłkę z rysunkami i podpisami. Miałam jednak również cel specjalny. Pogadankę tematyczną w terenie na swój kanał Youtube. Nagranie przy stadionie (do posłuchania tutaj) popsuł wiatr, ale dzięki pomocy kolegi – magika 😉 dało się upublicznić chociaż okrojoną wersję.

Gdy udało mi się sfinalizować nagranie, ruszyłam ulicą Pokoleń Lechii Gdańsk w stronę wiaduktu. Za biegnącą górą aleją Płażyńskiego odbiłam lekko w prawo. Chwilę później wędrowałam już górą na północ. Mogłam z góry obserwować chociażby nowe osiedla dzielnicy Letnice i jak aktualnie wyglądały tory, gdzie prowadzono prace. Odcinek przede mną też zmienił się tak bardzo, że czułam się, jakbym nigdy nie była w tym miejscu. Szłam ulicą Uczniowską, przy okazji mijając znajomą wieżę ciśnień i jeszcze niewidziane graffiti. I tak aż do skrzyżowania z aleją Hallera. Dopiero tutaj zakończyłam spacer.

Więcej o tym projekcie poczytasz <tutaj> 🙂

Sprawdź także więcej kadrów ze spaceru po Letnicy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *