Śródmieście #2 wspinaczka na Biskupią Górkę

Kolejny spacer odbyłam wraz z koleżanką z byłej pracy. Rozpoczęłyśmy wędrówkę na przystanku tramwajowym Brama Oliwska, zupełnie, jakbyśmy kierowały się właśnie do pracy na Górze Gradowej. Tym razem jednak za pierwszymi światłami od razu odbiłyśmy w lewo, zamiast iść prosto, bo planowałyśmy pokonać jeszcze jedne pasy. Podeszłyśmy w ten sposób do Pomnika Żołnierzy Wyklętych. Szłyśmy ulicą 3 Maja w stronę dworca PKS. Dowiedziałam się, że mama koleżanki, gdy usłyszała, że ta wybiera się na spacer z blogerką, zapytała ją, czy będzie w internecie 😉 Jednocześnie moją uwagę zwrócił strój koleżanki, kojarzący mi się ze stylem Indiany Jonesa.

Na wysokości kościoła polskokatolickiego pw. Bożego Ciała znajdowało się przejście dla pieszych, z którego skorzystałyśmy. Zawsze intrygowała mnie jego wieża zegarowa, pod zegarem bowiem znajdowały się na wpół otwarte okiennice. Świątynia okazała się otwarta, więc mogłyśmy zobaczyć wnętrze. Organy znajdowały się w bardzo ciekawym, nieoczywistym miejscu, bo z boku prezbiterium. Nieopodal stało rusztowanie. Kościół był niewielki, ale spójny w swoim wystroju. Na frontowej ścianie nad portalem mieściła się data zapisana w systemie rzymskim, tymczasem dużo wyżej – herb gdański. Prócz kościoła po sąsiedzku mieściło się kilka niewysokich, podłużnych budynków, z datami zapisanymi tuż pod dachami, objętych planami rewitalizacji. Po przeciwnej stronie świątyni niż wspomniane budynki znajdował się jej wyróżnik – zewnętrzna ambona. A za ogrodzeniem tzw. Cmentarz Nieistniejących Cmentarzy.

Przed dworcem PKS mijałyśmy jeszcze budynek ze ścianą pokrytą muralem prezentującym gdańskie obiekty wpisane w sylwetkę najbardziej gdańskiego zwierzęcia – lwa. Zaś za dworcem i za ceglanym gmachem należącym do miejskich instytucji mieściła się kolejna ścieżka ku fortyfikacjom Góry Gradowej.

Wkrótce dotarłyśmy do ulicy Kurkowej. Tablice historyczne upamiętniały m.in. iż w tutejszym areszcie przetrzymywano Piłsudskiego. Ta informacja jednak mnie nie zaskoczyła. Za to bardzo zaintrygował nas wysoki, pochylony słup, zwieńczony na kształt maski Batmana. Doczytałyśmy na tabliczce nieopodal, że była to… wieża lęgowa dla jerzyków! 😉

Wkrótce dotarłyśmy do skrzyżowania z ulicą Nowe Ogrody, którędy biegły tory tramwajowe. Na jednym rogu mieścił się gmach należący do policji, z ciekawym portalem. Po przeciwnej stronie, za światłami, przypatrywałyśmy się wyświetlaczowi na Urzędzie Miejskim. Było dwanaście minut po dwunastej. Gdy znalazłyśmy się tuż przy budynku Urzędu, przemieściłyśmy się jednocześnie bliżej Galerii Forum, a z przeciwnej strony ulicy całkiem dobrze było widać mur pokryty graffiti, więc podziwiałyśmy malunki w pełnej krasie.

Ruszając dalej, odbiłyśmy w ulicę Rogaczewskiego. Po prawej stronie uwagę zwracała zabudowa mieszkalna, zauważyłam, że wokół balkonów „narosły” jakby werandy.

– Ludzie często sobie zabudowują balkony.

Tu jednak wydawało się to poza skalą. Z zabudową mieszkalną po lewej kontrastował z nią gmach należący do Lasów Państwowych. Nie byłabym sobą, gdybym w zachwycie nie powzdychała nad ceglaną budowlą. Trochę się jednak zmagałam ze sfotografowanie go tak, by zniwelować dwie przeszkody. Jednym z czynników psujących kadr było zamknięte ogrodzenie. Drugim – fakt, iż kierowałam obiektyw w stronę południową, a na zegarku przecież też miałyśmy niedawno południe 😉

Obracając się jednak w kierunku północnym, widziałyśmy ulicę, wyglądającą jak droga wewnętrzna, ale według mapy stanowiącą jednak część ulicy Górka. Jednocześnie budynek na skrzyżowaniu zdawał się prosić o remont, bo odpadał tynk, a i okna wyglądały na wiekowe, ale część z nich była uchylona, co wskazywało, że dom był zamieszkany.

Idąc dalej, weszłyśmy od drugiego końca w ulicę Górka. Znak drogowy pobudził nas do debaty:

– Ta ulica jest jednokierunkowa, więc nie będziemy potem mogły zawrócić.

Zareagowałam śmiechem, ale rzeczywiście zwiedziłyśmy ulicę tak, jakbyśmy jechały autem, a nie szły pieszo. Północny odcinek, biegnący prostopadle do wspomnianych już wcześniej obu krańców, ograniczała zwarta zabudowa. Kamieniczki wyglądały całkiem ładnie, a mój wzrok najpierw przyciągała mnogość detali architektonicznych, a gdy kombinowałam, jak najlepiej uwiecznić całość, jednocześnie nie podkreślając obfitości zaparkowanych tu aut, wokół jednego z wejść zrobiło się zamieszanie, bo pojawiła się… para młoda.

Przed Rogaczewskiego i 3 Maja podeszłyśmy w stronę węzła Carla Groddecka, gdzie mijało się kilka jezdni, tory tramwajowe, a w pobliżu były także tory kolejowe. Myśmy jednak zrobiły nawrotkę do ulicy Nowe Ogrody, aby z niej zajrzeć w Strzelecką i jej nie ominąć. Przy tej okazji minęłyśmy z jednej strony szpital, z drugiej sąd apelacyjny i okręgowy Po krótkiej wizycie na ulicy Strzeleckiej, zwieńczonej uśmiechem na widok kolejnej ceglanej zabudowy, podeszłyśmy jeszcze na chwilę na teren skweru przy tzw. Mokrej Fosie.

Na światłach na wysokości tablicy granicznej dzielnicy Siedlce przeszłyśmy na drugą stronę i idąc dalej prosto, trafiłyśmy na pomnik księdza Rogaczewskiego w okolicy kościoła pw. Chrystusa Króla, do którego powstania przyczynił się m.in. właśnie wspomniany kapłan w okresie Wolnego Miasta Gdańska. Obecnie znajdował się wśród błogosławionych kościoła katolickiego za swoją męczeńską śmierć w latach II wojny światowej. Przy pomniku zawieszono dwie flagi: polską i gdańską. Sama świątynia miała dość prostą bryłę, niekoniecznie kojarzącą się z budynkiem sakralnym. Tym razem nie udało się też wejść do środka, co miałam nadzieję nadrobić w przyszłości, bo trwała uroczystość (I Komunia). Nie kręciłyśmy się też szczególnie długo wokół, by nie przeszkadzać gościom, którzy zostali na zewnątrz, w pobliżu wejścia. Podeszłam sfotografować tablicę poświęconą Rogaczewskiemu, choć flaga rzucała cień i nie byłam zadowolona z tych zdjęć. Znalazłam także tablice z historią parafii. Podobała mi się też grota z figurą Matki Boskiej, prezentująca jedno z objawień maryjnych. Wrażenie zrobił na mnie malunek z Chrystusem na froncie – kojarzyłam, że widać go nawet z drugiej strony alei Armii Krajowej. Gdy jednak faktycznie znalazłyśmy się po tej przeciwnej stronie drogi, dostrzegłam także panele słoneczne na dachu, co było dla mnie nowością.

Żwawym krokiem ruszyłyśmy ku ulicy Na Stoku. Kiedyś z Biskupiej Górki dało się dostrzec zabudowę w okolicy Drogi Królewskiej, z Bramą Wyżynną na czele. Aktualnie jednak zasłaniała je galeria handlowa. Tym niemniej całe skrzyżowanie widziane z wysokości i tak robiło wrażenie.

Idąc dalej, trafiłyśmy na ulicę Menonitów, przy której dawniej mieściła się menonicka świątynia. Jej budynek aktualnie zajmowała jednak inna wspólnota – Zielonoświątkowcy. Do środka nie udało się wejść. Widoki jednak i w tym miejscu były ciekawe – w dole widniały tory, na których stały pociągi (mieściła się tu stacja Gdańsk Śródmieście), w górze tło dla nich stanowiły budynki takie jak np. Muzeum Narodowe i Urząd Wojewódzki.

Ostatecznie cofnęłyśmy się ciutkę do budynku z muralem z robotnikami, by tam skręcić ku ulicy Salwator. Tamtejszy klimat był niepowtarzalny, co poczułam i o czym pisałam już parę lat wcześniej. Brakowało mi tylko tamtego psa, wylegującego się w oknie. Rzuciłyśmy okiem przez otwarte drzwi na lokalną klatkę schodową. Pozwoliłyśmy sobie również na krótkie odwiedziny w okolicznym parku.

Wówczas zawróciłyśmy, by udać się w dalszą wędrówkę ulicą Biskupią. Przyglądałyśmy się  napisom, pamiętającym czasy, gdy w Gdańsku dominowała ludność niemiecka. Zawieszałam oko na co ciekawszych, ceglanych budynkach. Natrafiłyśmy także na tablicę upamiętniającą zamieszkującego kiedyś Biskupią Górkę pisarza Brunona Zwarrę. Koleżanka zwróciła także uwagę na budynek, w którym w ramie okiennej brakowało szyby i dało się podejrzeć półkrętą klatkę schodową. Dalej zauważyłyśmy też ciekawy budynek, gdzie przez kilka metrów równolegle do ściany biegła inna ściana, pozwalając na przejście tego samego odcinka do tego samego celu obiema ścieżkami przedzielonymi tylko wspomnianą ścianą. Zastanawiałyśmy się, w jakim celu powstał ten konstrukt.

Ulica Biskupia biegła po łuku, a w miejscu najostrzejszego zakrętu w lewo, po prawej znajdowały się schody w górę, po których się wspięłyśmy, ale spędziłyśmy tam ledwie chwilę. Schody prowadziły ku policyjnej bramie (mieściło się tam laboratorium kryminalistyczne). Zeszłyśmy i ruszyłyśmy Biskupią dalej. Udało się nam obejrzeć kolejną otwartą na oścież klatkę schodową, która prawdopodobnie była aktualnie sprzątana. Odbiłyśmy na chwilę w prawo, gdy zobaczyłam pana z aparatem, wędrującego niepozorną ścieżką wzdłuż drzew. Dzięki niemu przypomniałam sobie, że już kiedyś tam byłam i rzeczywiście warto tam zajrzeć. Na dachu kryjącego się za drzewami budynku laboratorium mieszkał jeden z gdańskich Neptunów 😉 Czaiłam się tego dnia na zdjęcie do wpisu na 30. urodziny, ale postanowiłyśmy, że najwyżej tu wrócimy, jeśli nie znajdziemy ciekawszego kadru wyżej.

Biskupia wiodła aż do bramy policyjnej ze szlabanem oraz do pozostałości fortyfikacyjnych, ale za drzewami wyłaniała się także wieża zegarowa na budynku laboratorium. My odbiłyśmy w lewo, ku Reducie Biskupiej Górki, zajmowanej obecnie przez Gdańską Szkołę Wyższą. Przekroczyłyśmy bramę, bo teren nie był zamknięty i traktując go w kategorii zabytku, otwarty plac potraktowałam jako zachętę, by poznać te zabudowania lepiej. Byłam też ciekawa, jak wyglądałoby ich wnętrze, ale nie zdecydowałam się tam zajrzeć, choć widziałam przemieszczających się pracowników czy studentów. Za bramą znalazłam miejsce na krótki przystanek:

– Ciekawe, czy możemy tu usiąść. Są kamienie.

– Skały – poprawiła mnie koleżanka, a ja przypomniałam sobie, że jestem na spacerze z geologiem. Pan od geografii na kursie przewodnickim też podkreślał istnienie tej różnicy.

– Skały. Dobrze, pani geolog.

– Tu granit. Ale ten drugi chyba nie.

– Cupnik pospolity – zażartowałam, po czym usiadłyśmy.

Posiliłyśmy się, ale przy okazji przedłużonych obchodów urodzin przygotowałam pewną niespodziankę dla swoich znajomych i coś, co miało być pamiątką dla mnie.

Po przerwie ruszyłyśmy dalej, aż do końca drogi, dzięki czemu dokładniej obejrzałam całkiem ciekawy architektonicznie (były obecne np. pilastry), ale o prostej bryle, budynek Koszar. Następnie zaczęłyśmy schodzić z Biskupiej. Po krótkim przystanku na zdjęcia, z okolic Neptuna, poszłyśmy aż do skrzyżowania z ulicą Na Stoku.

Dotarłyśmy tamtędy aż do Zaroślaka, po drodze, jak i na miejscu, wypatrując dużo ciekawych zdobień na kamienicach i czując się niemal jak podczas podróży w przeszłość. Na wysokości Spadzistej, gdzie zajrzałyśmy chwilę później, znajdowała się wieża opisana jako Galeria Salvator. Miejsce to było kiedyś związane z kościołem Zbawiciela. Nie dziwiła zatem nazwa zlokalizowanej nieopodal ostatniej ulicy, w którą zajrzałyśmy, a mianowicie Kaznodziejskiej.

Po przejściu ostatnich zaplanowanych na ten dzień ulic, przespacerowałyśmy się wzdłuż Kanału Raduni ku tramwajom.

Więcej o tym projekcie poczytasz <tutaj> 🙂

Sprawdź także więcej kadrów z tego spaceru!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *