Biskupia Górka – klimatyczna enklawa

Wraz z koleżanką wybrałyśmy się do niewielkiej dzielnicy, stanowiącej niejako część centrum miasta, a mimo to niezbyt często odwiedzanej, szczególnie przez typowego turystę. Mowa o Biskupiej Górce, na której charakterystyczna wieża góruje nad miastem. Dzielnica ta mieści się w pobliżu końcowej stacji SKM (Gdańsk Śródmieście), istniejącej jednak od niedawna. Gdy realizowałam swój projekt, dworzec był jeszcze w budowie.

Podczas ostatniej wizyty na Matemblewie pojawiły się kocie akcenty. Tutaj, na jednej z pierwszych odwiedzonych ulic, dostrzegłam wylegującego się na parapecie psa! Droga lekko zataczała łuk, ceglane budynki zdawały się cofać nas w czasie, a zwierzak zwracał głowę ku dzieciom biegającym za piłką. Było w tej scence jednocześnie coś, co przywoływało mi na myśl brazylijskie slumsy (prawdopodobnie piłka nożna) i coś, co dawało poczucie cofnięcia się w czasie (murowane budynki) do lekko irracjonalnej bajki (pies na parapecie). Kolejne uliczki umocniły nas jedynie w przekonaniu, że jesteśmy w niezwykłej, jakby zaklętej w czasie przestrzeni…

Jako, że obie byłyśmy także żywo zainteresowane kryminalistyką, wspięłyśmy się dzielnie po schodkach prowadzących do bramy policyjnej. Wędrowałyśmy po kolejnych stopniach, kolejnych uliczkach. Podeszłyśmy pod dawne obiekty fortyfikacyjne – koszary i redutę, obecnie zlokalizowano tam prywatną szkołę wyższą.

Chociaż dzień był wyjątkowo słoneczny jak na październik, jesień podkreślała swoją obecność. W najbardziej atrakcyjny z możliwych sposobów. Kolorami liści. Część z nich ostała się wciąż na drzewach, część plątała się już między nogami. Spacerowałyśmy niespiesznie nad Kanałem Raduni, a potem minęłyśmy cmentarz żydowski. Wreszcie ulicą Stoczniowców dotarłyśmy pomiędzy domki jednorodzinne, Za nimi czekała nas nie lada gratka. W okolicy Kolonii Studentów załapałyśmy się akurat na jakąś imprezę sportową dla rowerzystów.

Chwilę później spacerowałyśmy między ogródkami działkowymi. Było tu cicho, spokojnie i nie spotkałyśmy żadnych ludzi. Na naszej drodze znalazł się za to śnieżnobiały kocur. Ale nie dajcie się zwieść! Tabliczka na furtce kawałek dalej głosiła jasno: Tu rządzi maltańczyk.

Kto naprawdę na Biskupiej Górce rządzi, nie wiem. Niewątpliwie jednak do tytułu „władcy” pretendował chłopak, który miał może ze dwanaście lat, a na widok dwóch spacerujących po jego rewirze dziewcząt, rzucił buńczucznym: dziewczyny, chcecie zarobić kosę? Oczywiście nie chciałyśmy, ale na dyskusje z nastolatkiem też niekoniecznie miałyśmy ochotę. To była i tak jedna z ostatnich ulic na naszej trasie. Poszłyśmy bez oglądania się naprzód. Skończyłyśmy w miejscu, w którym dało się dostrzec całkiem sporo Głównego Miasta.

Gdybym miała ocenić Biskupią Górkę po ostatnich wycieczkowych akcentach, pewnie byłabym lekko sceptyczna. Czasem jednak spotkanie lokalnych mieszkańców, może być ciekawą przygodą. Następnym razem zabiorę Was do Nowego Portu! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *