Nowy Port – spojrzenie na miasto przez pryzmat człowieka

O Nowym Porcie można usłyszeć wiele, niekoniecznie dobrych rzeczy. Sama wybrałam się tam parę razy, po raz pierwszy w ramach swojego miejskiego projektu. Zawsze byłam w towarzystwie, w którym czułam się bezpiecznie. Dzięki temu odkrywałam tę dzielnicę niczym ufne, ciekawe świata dziecko, a wierzcie mi, było co odkrywać!

Spacer projektowy był podzielony na dwie części. Październik, początkowo zaskakująco ciepły, przyniósł jednak także dni zimniejsze i deszczowe. Na szczęście nam udało się trafić na moment bez opadów i spacerowaliśmy aż do zapadnięcia zmroku. Zakończenie spaceru wraz z nadejściem ciemności miało związek wyłącznie z za słabym sprzętem do fotografowania nocą (a aparat obok mapy był moim podstawowym wyposażeniem projektowym), nie zaś z obawami przez krążące o Nowym Porcie legendy. Choć wypatrzone na początku, przy pętli autobusowej, namalowane na murze oczy, moim zdaniem wyrażały lęk, sami byliśmy raczej ciekawi przyszłych odkryć.

A skoro już o malunkach mowa, kolorytu dzielnicy nie brakuje. Są graffiti z bliżej niedoprecyzowanymi postaciami, ale też takie, które mogą inspirować czy intrygować. Napis „Nowy Bronx” na jednym z budynków, ilustracja nawiązująca do gry Worms na gmachu szkoły, porównująca tę placówkę z innymi, filozoficzny napis na niskich domkach przy ulicy Władysława IV… Dokonałam także nowych odkryć w tym roku, o czym będzie niebawem. Dodatkowo charakterystyczne, mydełkowe barwy pokrywały jedyny w tej dzielnicy falowiec.

Najważniejsze dla dzielnicy obiekty naniesiono na rysunkową planszę umieszczoną przy ulicy Oliwskiej. Niemałą ciekawostką były dla mnie budynki zajezdni tramwajowej czy dwóch lokalnych kościołów oraz latarnia morska, którą odwiedziłam jakiś czas później. Znaleźliśmy także KinoPort i pomnik księdza Góreckiego oraz mogliśmy przyjrzeć się pracom nad placem rekreacyjnym w pobliżu Ogniska Wychowawczego. Intrygowały mnie czasem absurdalne rzeczy, które podejrzewam u większości ludzi przeszłyby bez echa. Bo czy to ważne, że ulica Zamknięta wcale zamkniętą nie jest, ale można wyjść przez oba jej końce?

Jednak nie dlatego wyprawa projektowa na Nowy Port była przełomowa. To wówczas po raz pierwszy ludzie zaczęli zagadywać tak na serio mnie i moich towarzyszy. Nie przelotem, ale wchodzili z nami w chociaż krótkie konwersacje. Tutaj chociażby funkcjonariusz Straży Ochrony Portu Gdańsk, robotnicy („Robicie zdjęcia do gazetki?„) i państwo prowadzący pizzerię, ale w mojej pamięci najsilniej utrwalił się wizerunek pana Mariana, który zaczął z nami rozmawiać ot tak, na ulicy. Była to pierwsza, ale nie ostatnia taka osoba, którą poznałam w ramach swoich projektów, dlatego to spotkanie było dla mnie szczególne. Po dłuższej pogawędce nawet zasugerował zrobienie sobie wspólnego zdjęcia i uznał, że „fajne z nas młode ludzie„. O tym, jakie wrażenie wywarło na mnie to spotkanie mogliście się dowiedzieć za sprawką cytatu poniżej, który umieszczałam już kiedyś na swoim fanpage’u na Facebooku.

Do Nowego Portu wróciłam najpierw wtedy, gdy w ramach swojej pierwszej pracy wypływałam w krótki rejs, a następnie już po zakończeniu pierwszego projektu miejskiego, kiedy szukałam pana, który nas zagadał na tym „pierwszym pierwszym” spacerze. Odwiedziłam wówczas schronisko dla bezdomnych, obok którego się poznaliśmy i którego mieszkańcy okazali się bardzo serdeczni. Jak silne są w nas jednak pewne stereotypy,  niech zaświadczy fakt, że na widok grających przy stoliku mężczyzn z lekkim zarostem i stanowiących główne wyposażenie sali rzędów piętrowych łóżek, skojarzyły mi się więzienne prycze. Panowie bardzo chcieli mi pomóc i zasugerowali kilka dalszych ścieżek poszukiwań. Gdy jednak niemal na pożegnanie jeden z nich zasugerował, bym chwilę poczekała, bo „zaraz wróci Wątroba, a on tu wszystkich zna„, postanowiliśmy z kolegą nie czekać i spróbować alternatywnych rozwiązań. Istnieją przedstawiciele innej profesji, którzy też znają lokalną społeczność – sklepikarze. Z pomocą pani za ladą, udało się odnaleźć pana Mariana, który nawet mnie rozpoznał i uciął sobie z nami pogawędkę, zgadzając się przy tym na publikację jego wizerunku w książce (gdy kiedyś już ją wydam 😉 ).

Któregoś razu zajechałam do Nowego Portu w ramach kursu zabytkowego tramwaju. Nie liczę tych wizyt, gdy dzielnica była dla mnie tylko miejscem przesiadki. Natomiast w tym roku też miałam okazję niespiesznie pospacerować w tym rejonie, o czym przeczytacie w pierwszą sobotę listopada. W tym roku ponownie zrobiliśmy sobie z Kamilem spacer blogerów (o zeszłorocznym możecie poczytać tutaj). Tym razem nasz spacer miał trzy odsłony. Dlaczego? O tym już za tydzień!

2 thoughts on “Nowy Port – spojrzenie na miasto przez pryzmat człowieka

  1. Ania says:

    W tej dzielnicy spędziłam całe dzieciństwo ☺ Teraz bardzo się tam pozmieniało, ale ja nigdy nie czułam się tam zagrożona, a przynajmniej nie bardziej niż w innych dzielnicach Gdańska. Akurat dziś spacerowaliśmy nad kanałem koło latarni i zbieraliśmy kasztany na ul. Kasztanowej 😀

    Odpowiedz
    1. Palcem po mapie, stopą po ziemi says:

      Cieszę się, że powiodłam Panią do wspomnień z dzieciństwa 🙂 Moje obserwacje też byłyby rozciągnięte w czasie, bo projekt realizowałam od 2014 roku, natomiast ostatni raz odwiedzałam Nowy Port w 2018. Pierwsze opinie o dzielnicy chłonęłam jako przyjezdna, dla której Gdańsk dopiero stawał się domem 😉 Później wyrabiałam sobie własne, bo nie chciałam żadnej dzielnicy pomijać podczas projektu i też naprawdę tam będąc nie czułam zagrożenia 😉 A co do nazewnictwa ulic, czasem faktycznie mają one ciekawe pokrycie w rzeczywistości 🙂 Pozdrawiam ciepło!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *