Niektóre z tych kadrów mogą być Wam już znane. Inne dopiero za jakiś czas pojawią się na blogu. Część zostałaby w prywatnych archiwach… gdyby nie ten wpis 😉
Miałam kilka pomysłów na to, jak fotografiami podsumować miniony rok. Może zdjęć powinno być dwanaście, po jednym na każdy miesiąc? Jednak czy życie biegnie tak regularnie, pozwalając mi wybrać jedno ujęcie z każdego miesiąca? Oj nie, czasem więcej dzieje się w krótkim czasie, a potem życie serwuje okresy przestoju. Przynajmniej fotograficznego 😉
Przychyliłam się natomiast do samej liczby, choć ciekawych ujęć było oczywiście dużo więcej. Zdecydowałam, że każde będzie dotyczyło innej przygody, wyprawy, wydarzenia, choć czasem aż się prosiło, by pokazać więcej kadrów wykonanych w tych samych okolicznościach. Choć nie były to łatwe wybory, zjechałam do tej wybranej dwunastki 🙂 Kolejność nie wedle „faworyzacji”, ale też nieprzypadkowa.

- Udzieliłam wywiadu! Było to dla mnie naprawdę niesamowite przeżycie i chyba nigdy więcej nie miałam okazji w tak skondensowanej formie opowiedzieć o swoich projektach i co mnie w ogóle do nich skłoniło. Rozmowa przebiegała w super atmosferze i naprawdę dała mi poczucie, że to co robię nie tylko mnie rozwija, ale też nie pozostaje bez echa na zewnątrz. Pod koniec roku dodatkowo pojawiła się grupa stałych, wiernych czytelników, którzy aktywnością potwierdzają swoją regularną obecność. To naprawdę cieszy 🙂

2. Zrobiłam kurs przewodnicki! Przede wszystkim z pasji do Gdańska i Trójmiasta, ale fajnie jest mieć w zanadrzu dodatkowy zawód. Choć przeszłam całe Trójmiasto na własnych nogach, czułam, że brakuje mi chociażby wiedzy historycznej. Teraz ją sobie układam i wciąż jestem w szoku, jak wiele mam jeszcze do przeczytania czy zbadania, ale niesamowicie mnie to nakręca. Zmieniło to też nieco moje ścieżki zawodowe w obecnym miejscu pracy i naprawdę czuję, jak mnie to rozwija, choć mam przed sobą jeszcze mnóstwo nauki i staram się przyjmować tę świadomość z pokorą, choć to nie zawsze łatwe. Poszerzam też swoją sieć kontaktów, co dla takiego ekstrawertyka jak ja jest czystą przyjemnością <3
Och i już ta myśl kieruje mnie przynajmniej na trzy ścieżki jednocześnie, ale ok, opiszę te wątki po kolei 😀

3. Kadr może się wydawać zwyczajny, ale niesie dla mnie ogromny ładunek emocjonalny i idealnie oddaje moją naturę. Raz, że zrobili go moi przyjaciele. A przyjaciele to najlepsze, co człowiekowi może się przydarzyć! Wspierali mnie w trudniejszych momentach, bo nawet ja, często niepoprawna optymistka niczym Pollyanna, mam takowe. Niektóre przyjaźnie też się bardzo przez ten rok rozwinęły, z czego się niezmiernie cieszę. A ponadto ten kadr przypomina mi słowa jednej z przyjaciółek, że jestem „typem challengera” 🙂 I rzeczywiście coś w tym jest. Wciąż stawiam sobie nowe wyzwania i nie potrafię zbyt długo usiedzieć w jednym miejscu. Przecież jest jeszcze tyle rzeczy wartych poznania!

4. A skoro o przyjaciołach mowa, jednego z nich doskonale znacie z sieci. I pomyśleć, że i my poznaliśmy się w sieci, a potem stworzyliśmy projekt zwany „spacerem blogerów„. Jak tam, brzmi znajomo? Jeśli nie, kliknijcie w nazwę projektu, a potem sprawdźcie, czy nie przegapiliście poprzednich edycji, bo wystartowaliśmy w 2017 roku! Także zrealizowaliśmy już trzy wspólne projekty i mamy pomysł na tegoroczny. Nawet coraz bardziej klaruje się już plan działania. Bardzo chciałabym podzielić się z Wami efektami tego przedsięwzięcia w okolicy Dnia Blogerów czyli 31 sierpnia, także bądźcie czujni 🙂 Co ciekawe, nasza inicjatywa zainteresowała kogoś, kto blogerem nie jest, więc odrębnie zrobiliśmy jeszcze jeden projekt, którego efektami dzieliłam się z Wami niedawno, o tutaj: <klik> 🙂

5. A skoro mowa o wyzwaniach, w tym roku nauczyłam się podstawowych ruchów na szydełku 🙂 I nie wiem co było większą trudnością – aby dłonie nabrały wprawy czy niezdradzenie się tą nauką przed mamą, której chciałam zrobić w ten sposób niespodziankę 😉 Wpadłam na to zupełnie spontanicznie, więc może i jakieś bonusy w tym roku na blogu wypłyną spontanicznie spod moich palców 😉 Albo wymyślę sobie coś nowego, czego chciałabym się nauczyć!

6. Jak już wspomniałam, po kursie przyszły zmiany zawodowe. Kategoryzowałam się zawsze jako interdyscyplinarny ścisłowiec, ale mimo to postanowiłam się rozwinąć w kontekście Gdańska w dziedzinach humanistycznych, których na tym kursie nas uczono. Uznałam, że skoro sobie z tym poradziłam, jestem skłonna otworzyć się na te nowe wyzwania, które przyniosło życie zawodowe. I jedną z nagród, które przy tym otrzymałam, był dostęp do szerszej wiedzy o historii Góry Gradowej. Od kilku lat o tym marzyłam, a potem wyszło to tak zupełnie naturalnie. Cóż, to miejsce ma w sobie magię 🙂

7. A że patronem tego miejsca współcześnie jest Heweliusz, na którego punkcie równie mocno jestem zafiksowana, naturalnie przychodzi mi na myśl ten kadr. Wykonany niedawno, z iluminacjami okołoświątecznymi. Tak jak drugie zdjęcie z dzisiejszego wpisu jest chyba najlepszym kadrem, który wykonano według mojej prośby (a nie jest łatwo realizować moje wizje zdjęciowe), tak tutaj mam poczucie, że choć nic nie sugerowałam, kadrowanie jest absolutnie idealne. Tym bardziej doceniam fotografa 😉
PS. Mam też bzika na punkcie Fahrenheita, co udowadniam tutaj 😉

8. I znów Gdańsk po zmroku prezentuje swój czar 😉 Kurs przewodnicki otworzył mi oczy. Naprawdę! Pokazał, że choć znam Gdańsk lepiej od niejednego mieszkańca, wciąż mogę go odkrywać od nowa, niczym dziecko. Wystarczy zmiana nastawienia czy inna perspektywa. Wędrowałam głównie ulicami, więc może czas zejść z utartych szlaków. Nie miałam wiedzy historycznej, szukałam raczej praktycznych walorów. Rzadko przy okazji projektu gdańskiego odwiedzałam wnętrza, a o bazie gastronomicznej wiem skrajnie niewiele. Spacerowałam w dzień, więc warto sprawdzić, jak „wygląda moje miasto nocą” 😉 To jest mój cel na przyszły rok. Zwiedzić Gdańsk z nowej perspektywy. Myślałam nad tym, by zacząć wiosną i skończyć do swoich urodzin, ale może nie będę sobie nakładać deadline’u. Zobaczymy. Marzy mi się napisanie kolejnej książki. Takiej, której wydanie udałoby się jednak sfinalizować. Dlatego podchodzę do tematu od innej strony niż poprzednio. Pomysł kiełkuje 🙂

9. Skąd takie ambitne plany na ten kolejny rok? Bo we wrześniu skończę równiutkie 30 lat 🙂 To w ogóle taka śmieszna świadomość, bo nikt mi tylu nie daje, a ja sama tym bardziej mentalnie zatrzymałam się na tych powiedzmy 25. Mam na myśli, że ten przełom 24/25 lat przyniósł we mnie tak wielką zmianę, że wszystko, co działo się potem, jest tylko jej konsekwencją. Ale o niebo bardziej lubię siebie „po” niż „przed” i podejrzewam, że większość ludzi z mojego otoczenia myśli podobnie. Jestem pewniejsza siebie, świadoma własnej wartości, cieszę się drobiazgami, po prostu czuję się ze sobą dobrze 🙂
A wybrany kadr pochodzi z moich ostatnich urodzin. I uwielbiam swoją minę, tak delikatnie zadziorną 😉 W tym roku chciałabym ponownie zebrać się w gronie ważnych dla mnie ludzi, może nieco większym niż ostatnio. Pewnie przyjdzie czas podsumowań, wspomnień… A poza tym zamierzam zrobić sobie małą podróż i od ostatnich urodzin zbieram w tym celu „piątaki” 😉 Sprowokował mnie prezent w postaci skarbonki w kształcie walizki 😀 Nawet mam z tego frajdę!

10. A jedną z najciekawszych podróży 2019 była ta do Łodzi, bardzo bogato opisana już na blogu. O której rok wcześniej nie śmiałam nawet marzyć, choć zaproszona byłam jeszcze wcześniej. A jednak okoliczności ułożyły się pod nas i życie pozwoliło nam wpisać to w karty minionego roku 🙂 Jeśli jeszcze nie czytaliście, bardzo zachęcam! I mam nadzieję, że w tym roku też uda mi się pozwiedzać ciekawe miasta w nie mniej ciekawym towarzystwie 🙂

11. To zdjęcie jest dla mnie ważne z dwóch powodów. Pierwszy raz zwiedzałam ubrana w koszulkę, która nawiązywała do mojego bloga (i była prezentem od przyjaciółki, co równie istotne), a po drugie najważniejszym z dłuższych projektów realizowanych w ostatnim roku był ciąg dalszy zwiedzania polskich parków narodowych. Z całą pewnością mam w planach kolejne. W 2019 roku zwiedziłam dwa, wpisy przynajmniej z jednego z nich pojawią się na blogu jeszcze w 2020 roku. W międzyczasie będę już poznawała kolejne, nie mogę się doczekać!

12. No ok, na koniec zostawiłam absolutną perełkę. Z żadnego zdjęcia w tym roku, wykonanego przeze mnie, a nie mi, nie jestem tak dumna! Dodatkowo budzi we mnie niesamowite emocje, jednocześnie pozwalając mi wejść w stan totalnego relaksu. Jak wówczas, gdy je zrobiłam. Kto mnie zna, ten wie, że nie umiem odpoczywać, odhaczam kolejne checkpointy – krótko mówiąc, wciąż mnie nosi. W podróży jestem niczym ciekawskie dziecko, czasem z domieszką ADHD, potrafię się ekscytować naprawdę detalem za detalem. I oto taka ja siedziałam sama na ławce na pomoście. I gapiłam się na wyspę. Przez GODZINĘ. Doprawdy żadne słowa nie oddadzą tego, jak się wtedy czułam. Jaka byłam wolna, niezależna, spokojna, po prostu szczęśliwa. To był mój ulubiony moment całej wyprawy do Wielkopolskiego Parku Narodowego. Być może uda mi się podzielić się z Wami zapiskami z tej podróży jeszcze w 2020 😉 A była ona pod pewnym względem dla mnie przełomowa.
To już koniec fotograficznego podsumowania 2019 roku. Wiem, że o planach na 2020 rok zdradziłam niewiele, ale to specjalnie 🙂 Mam nadzieję, że blogowo spędzimy ten rok wspólnie, a jeśli chcecie być zawsze na bieżąco, zaglądajcie też na mój fanpage 🙂 Wszystkiego dobrego w 2020 roku – realizujcie się! 🙂

Gratuluję Ci udanego roku. Najbardziej cieszę się, jak wspominasz o swoich współpracownikach. W tym kontekście nawet nie razi określenie mnie jako osoba, która blogerem nie jest – dopiero by mnie wypytywali: „gdzie ten blog?”. 😉 Fajnie też, że poza beletrystyką czy filmami, których zgłębianie wymaga czasu i/lub pieniędzy, potrafisz nawiązać do piosenki. To miłe dla człowieka, który żyje bez literatury pięknej, za to z jednym filmem w roku, najczęściej „komercyjnym”, ale… na co dzień z mnóstwem dzieł trwających od 1:58 („Raz dwa, raz dwa” Maanamu) do nawet ponad 10 minut (wersje „Extended” wielu hitów). 🙂
Tu dochodzimy do tematu zgłębiania miasta nocą, któremu oczywiście kibicuję. 2 stycznia w końcu rozpocząłem poszukiwanie masztu/komina widocznego… z Suchanina. 😉 Przyznam, że trudno zimą i pieszo, ale w końcu od czego rower… i przyczepa z dronem. Stąd też może szansa na współpracę jak na naszym spacerze?
Zdjęcie na końcu przypomniało mi o mojej wyprawie z prowadzeniem roweru po stromym brzegu Raduni. Był rok 2010 i kupiłem wtedy od prywatnej osoby w Sulminie drugą baterię do telefonu. Później właśnie znalazłem się na trasie zielonego szlaku „Skarszewskiego”, skąd widok mógłby Ci się równie podobać, np. na papiernię z kominem po drugiej stronie Raduni w Łapinie. Wiem, to już GDA, nie GD, ale powiat gdański też wiele oferuje! 🙂
Opis był zgodny ze stanem faktycznym 😉
Prawdopodobnie dlatego, że muzyką żyję bardziej niż kinem, jak mogłeś się zresztą przekonać na sobieszewskim spacerze 😉
Hm, na pewno chcę poznawać miasto z różnych perspektyw, ale nie wyłącznie po zmroku, jeśli tak to zrozumiałeś 🙂
Zgodny, niezgodny – na ogół takie rzeczy się przemilcza. Ja widzę uczciwe podejście, oczywiście piszę o swej działalności, a w podpisie komentarzy jest prawie zawsze link do kanału YouTube, któremu do bloga daleko. 😉