Razem z Tomkiem Tarałą (Norda Travel) po pierwszej wspólnej wyprawie postanowiliśmy pokonać wspólnie kolejny fragment Śródmieścia. Pomyślałam sobie, że wszystko zdawało się sprzyjać moim planom w ostatnich dniach – dzień wcześniej padało i spotkałam się na herbacie z koleżanką, która potrzebowała pogadać, tymczasem tego dnia zaplanowałam spacer i pogoda naprawdę dopisała, choć mieliśmy początek listopada.
Wystartowaliśmy naprzeciwko Dworca Głównego i skierowaliśmy się na południe. Po przeciwnej stronie drogi znajdowało się sporo miłych dla oka ceglanych budowli, m.in. Nowy Ratusz, przed którym stał drogowskaz z odległościami do różnych miast. Na tej wysokości odbiliśmy w lewo, w stronę Targu Drzewnego i bardzo szybko odbiliśmy w lewo raz jeszcze, w Garncarską.


Niemal na wejściu ostały się malunki wskazujące na fakt, iż dawniej mieścił się tu klub muzyczny Rudy Kot. Innym miejscem, które faktycznie zapamiętałam, a które już nie istniało, była bardzo klimatyczna kawiarnia (czy raczej herbaciarnia?) podróżnicza Południk 18. Bardzo żałowałam, że zniknęła w ostatnich latach z gastronomicznej mapy miasta. Lokali gastronomicznych było tu kilka. Mniej ciekawa wydała mi się ulica Kowalska, z której zajrzeliśmy z ulicy Na Piaskach.
Podeszliśmy na most, gdzie zakochani podpinali kłódki. Z tego miejsca dało się spojrzeć zarówno w kierunku Ratusza Staromiejskiego, jak i Wielkiego Młyna i Wyspy Młyńskiej z budynkiem wyglądającym na szachulcowy. Kadr z wodą wydał mi się niezwykle artystyczny. W tle wyłaniała się wieża kościoła Św. Katarzyny.



Po chwili dla fotoreporterów weszliśmy w ulicę Młyńską, po drodze oglądając ładny portal z ulicy Na Piaskach. Na Młyńskiej Tomek zwrócił moją uwagę na ceglaną kamienicę, po czym, choć ulica była ślepa, dotarł najdalej, jak na to pozwalały szlabany i pomyślałam sobie, że ewidentnie musi lubić zaułki. Jeden z zakamarków wyróżniał się umieszczeniem nad przejazdem wypłowiałej już fotografii z Żurawiem.





Następna na naszej trasie była Podmłyńska, stanowiąca przedłużenie Rajskiej. Wstąpiliśmy do kościoła Św. Katarzyny. W przedsionku znajdowała się tablica z opisem historii świątyni. Opowiedziałam Tomkowi, w jakich okolicznościach wcześniej zdarzyło mi się być w tym kościele, bo tym razem niemożliwe było przejście całości. Pierwszy raz przyszłam właściwie do Muzeum Zegarów Wieżowych, obecnie Nauki Gdańskiej. Ale że nie sprawdziłam godzin i miałam godzinę w zapasie, a była akurat msza niedzielna, weszłam na tę mszę. Kościół zrobił na mnie wrażenie swoją surowością. Była to ostatnia wycieczka z pierwszego zwiedzania Gdańska ulicę po ulicy. Muzeum zwiedziłam wówczas niejako, by się nagrodzić 😉 Drugi raz zajrzałam tam w 2019 roku, w sumie zawodowo, przygotowując prelekcję o Heweliuszu, którego tam pochowano. Fotografowałam wówczas różne gdańskie upamiętnienia astronoma. Tymczasem Tomek zwrócił moją uwagę na polichromie.



Wyszliśmy na ulicę Katarzynki, skąd przyglądaliśmy się kościołowi z boku. Zwróciliśmy uwagę, że spośród czterech szczytów jeden miał inne wykończenie i zdecydowanie odstawał swoim wyglądem od pozostałych trzech. Ponadto, jak zauważył mój kompan, okna też były każde o innym wyglądzie i dodatkowo na dwa z nich miało wpływ, iż mieściły się nad bocznym wejściami do świątyni. Gdy obróciliśmy się ku południowej pierzei, natrafiliśmy tam na zabytkową, kilkufasadową kamienicę zwaną Domem Trzech Kaznodziejów. U góry mieścił się napis niemiecki – coś tam przeczytaliśmy, choć Tomek miał lepszy wzrok, o czym przekonaliśmy się już podczas pierwszej naszej wycieczki. Sama odnotowałam z kolei, że po wymianie okien na prostokątne w łukach dopełnienia łuków wypełniono cegłą. Co rzadkie, szczególnie na Starym Mieście, znalazły się tu również przedproża, z odnotowaną datą 1728 (?) rok.


Odbiliśmy przez Profesorską w kierunku zabudowań parafii przy kościele Św. Brygidy. W zaułku witała nas tablica poświęcona pamięci Wałęsy i Solidarności. Przeszliśmy się między figurami, płaskorzeźbami, po czym zaczęliśmy okrążać kościół. Na ścianie wisiały flagi Solidarności. Gdy podeszliśmy na tyły kościoła, gdzie zobaczyłam kartkę promującą różaniec, ale na płaskorzeźbionych drzwiach, miałam ambiwalentne odczucia.
– Wiem, że to kościół przykleił, ale…
– Razi, nie? – Tomek od razu skumał, o co mi chodzi.
– Taaak.





Nieopodal mieścił się skwer, który zmienił nazwę w ostatnich latach. Zaczęłam komentować „skwer Gyddanyzc”:
– Podeszliśmy do skweru z pierwotną nazwą naszego miasta – przypomniałam sobie, że Tomek był z Gdyni. – Znaczy „naszego”… ale…
– Żadne z nas nie jest z Gdańska.
– Ja jestem jak Januszajtis, gdańszczanką z wyboru. Więc… gdybyś mógł Tomku powtórzyć to słowo, bo wywołałeś moje salwy śmiechu, bo ja nie umiem tego powtórzyć?
– Gyddanyzc.
– Dziękuję, to w ogóle urocze jest.

Spod tablicy z nazwą skweru przeszliśmy przez Mniszki ku niewielkiej ulicy Brygidki. Natrafiliśmy tam na hostel, a zabudowa z galeriami na pierwszym piętrze, latarenki i parę pomniejszych detali, sprawiły, że miejsce przypadło nam obojgu do gustu. Przyznałam też rację Tomkowi, gdy stwierdził:
– Gdyby nie było samochodów, to byłby bardzo ładny widok.


Odwiedziliśmy na krótko Refektarską, po czym zawróciliśmy przez Stolarską Zaintrygował mnie samotny balkon na pustej bocznej ścianie. Sąsiedni budynek, kolejny w stronę południa, też takowy posiadał, ale w tym budynku była to północna ściana, a zatem gorzej nasłoneczniona, co wydało mi się średnio sensowne, a jakby tego było mało, to jeszcze tutejsze drzewo ów balkon zacieniało.


Niedługo później zajrzeliśmy w Igielnicką, po czym przez Podwale Staromiejskie ruszyliśmy ku Olejarnej. Tam można było odbić w ulicę Podzamcze.
– Intryguje mnie ten budynek w głębi. (…) O, jaki ceglany budynek!
– Konstrukcja żelbetowa wypełniona cegłą.
– Może tak być, ale i tak jest intrygujący.
Tomek przyznał mi rację. Znaleźliśmy się w miejscu, gdzie budynki za bramą miały adres przynależny do ulicy Tartacznej.


Gdy obróciliśmy się ponownie ku Olejarnej, mieliśmy okazję spojrzeć z daleka na budynek klubu Bunkier. Chyba po raz pierwszy widziałam go z odległości, a jednocześnie w całości, niczym niezasłonięty. Bawiło mnie też uświadomienie sobie po wielu latach, że nazwa nie wzięła się znikąd i nie mogłaby być bardziej adekwatna, biorąc pod uwagę jego przeszłe przeznaczenie.


Dotarliśmy do skrzyżowania z Browarną i Zamkową. Najpierw zajrzeliśmy w tę pierwszą. Niedługo później weszliśmy w Zamkową, gdzie naszą uwagę zwrócił jeden z ogródków przy budynku wielorodzinnym:
– Widzimy skrzyżowanie boi, wiatraka, latarni morskiej i namiotu cyrkowego – zaczął opowiadać Tomek z przewodnickim zacięciem, obserwując jeden z ogródkowych konstruktów.

Jedną z bocznych ulic była Panieńska, w którą zamieszaliśmy spojrzeć jeszcze później, na jej północnym odcinku. Tymczasem dotarliśmy do kolejnego skrzyżowania – na południe biegła wspomniana już Tartaczna, zaś my odbiliśmy na północ. Biegła tu ulica Sieroca, a w okolicy dawnego sierocińca natrafiliśmy na tablicę ku pamięci Hansa Wichmanna, który został zamordowany przez hitlerowców jeszcze przed wojną.


Przespacerowaliśmy się przez ulicę Stare Domki, gdzie rzeczywiście architektura wyglądała niewspółcześnie, co oczywiście stanowiło dla nas duży plus. Podobne obserwacje mieliśmy przy ulicy Osiek, która stanowiła niedużą pętelkę z zielenią pośrodku i którą to drogą przeszliśmy się chwilę później. Mieściła się tam szkoła z wyglądającym na nowoczesne boiskiem. Rzuciliśmy także okiem na starą klatkę schodową, która była akurat otwarta. Zgodnie z planem nie ominęliśmy także z tej perspektywy ulicy Panieńskiej.




Wkrótce znaleźliśmy się na Stajennej. Przy budynku pod numerem 3 znajdowało się przejście, jakby na podwórze. Ruszyliśmy śladem prac zawieszonych w przejściu, zwłaszcza, że obfitowały w gdańskie motywy. Opatrzone były tytułem sugerującym związek z rewitalizacją Dolnego Miasta. Za przejściem podniosłam głowę i uznałam przestrzeń za proszącą się wręcz o zdjęcia. Ceglane ściany, okienka z podwieszonymi doniczkami czy rozwieszonym praniem, fragmenty koron drzew, wreszcie kontrastujące swą jasnością niebo – wydało mi się to na swój sposób artystyczne i malownicze.
Nie mniej artystyczny zakątek mieścił się po drugiej stronie przejścia. W niewysokim budynku stacjonowała poradnia Osiek, której ściany były pokryte malowidłami, ale nawiązującymi do prac najbardziej znanych malarzy. Namalowano zresztą coś na kształt galerii prac, wraz z „gośćmi’, którzy jakby te prace oglądali w jakimś muzeum z obrazami. Momentalnie zajarałam się Salvadorem Dalim i jego „Trwałością pamięci”, a Tomek dopatrzył się też „Pocałunku” Klimta. Wyżej było „Śniadanie na trawie”, a obok „Wolność wiodąca lud na barykady” Delacroix. Dalej zarejestrowałam jeszcze wariację na temat Mona Lizy, dziewczynkę na huśtawce i walki byków, a na prostopadłej ścianie lemura, choć już wykonanego inną techniką. Tomek zwrócił uwagę także na fakt, iż rysunek obok galerii (zawijasy na niebieskim niebie) również kojarzył mu się z jakimś obrazem. Zasugerowałam van Gogha lub Moneta. Tomek podchwycił, że chyba van Gogh i film animowany o nim, tymczasem mi przypomniało się jeszcze tło plakatu filmu „O północy w Paryżu”. Oczywiście zapozowałam w tym uroczym zakątku.






Po tej przerwie na obcowanie ze sztuką, wyszliśmy na Stajenną, a dalej ruszyliśmy ku ulicy Rybaki Dolne. Przespacerowaliśmy się nad Kanałem Raduni, a kolejną ulicą na naszej trasie była ulica Krosna. Tam, gdzie łączyła się z ulicą Stare Domki, znów natrafiliśmy na architektoniczną ciekawostkę – a budynek otoczony drogami wyglądał, jakby wręcz specjalnie go tak wyeksponowano. Dalej zaintrygowało mnie połączenie zabudowy, na pierwszym planie rząd garaży, a za nimi wyższa zabudowa mieszkalna. Niemniej ciekawy był wywietrznik pośrodku trawnika. Zastanowiło mnie, z czym był połączony. Ścieżką pośród zieleni ruszyliśmy naprzód, mijając przy tym dwa patriotyczne graffiti, z czego jedno z bliska, drugie z oddali. W ten sposób pokonaliśmy ulicę Krosienka, przechodząc także pewien odcinek nad samą wodą.





W ten sposób trafiliśmy na Plac Obrońców Poczty Polskiej, gdzie stacjonowało także muzeum – jeden z oddziałów Muzeum Gdańska. Historię upamiętniał tu także pomnik pocztowca i kilka tablic, a także sam sposób aranżacji terenu, gdzie nawet ułożenie płytek chodnikowych, w trójwymiarze, komponowało się w całość. Do samego muzeum nie wchodziliśmy, parę miesięcy wcześniej odwiedziłam zarówno placówkę w środku, jak i szczegółowo sfotografowałam tyły muzeum, zatem teraz przez tyły wyszliśmy na Podwale Staromiejskie i rzuciliśmy okiem przez szybę do wnętrza Technikum Łączności, gdzie znajdowała się rzeźba upamiętniająca Erwinkę Barzychowską, najmłodszą ofiarę ataku na Pocztę Polską w Gdańsku we wrześniu 1939 roku.




Niedługo później znaleźliśmy się na Sukienniczej.
– To tu była ta stara lodziarnia? – wskazałam jeden z budynków.
– Lodziarnia Miś.
– Czy to możliwe, że ja tu też jeszcze jadłam lody? [bo mam takie wspomnienie]
– Możliwe.
Poszliśmy dalej i dostrzegłam na chodniku kratki z napisem „Fahrenheit”, bo obok był hotel Fahrenheit, a dla mnie różne akcenty związane z naukowcem były przyciągające. Wkrótce zajrzeliśmy na chwilę w Czopową, ale skręciliśmy na dobre dopiero przy szkole, w ulicę Dylinki. Po prawej stronie błądziłam oczami pośród starszej zabudowy, bo co i rusz coś innego przyciągało mój wzrok.



Niedługo później skręciliśmy w prawo w ulicę Rycerską. Wyróżniająca się czerwonym kolorem kamienica była zajmowana przez Muzeum Archeologiczne. Tymczasem obok w zabytkowym budynku trwał remont i Tomek powiedział, że gdy sam był na kursie przewodnickim, to wchodził do wnętrza tejże kamienicy, bo miała wyjątkową klatkę schodową albo nietypowe rzeźby (nie był pewien).

Na skrzyżowaniu Wapienniczej i Karpiej warto było rozejrzeć się wokół. Zarówno woda, jak i brukowana nawierzchnia sprawiały, że postrzegałam tę przestrzeń jako malowniczą, choć nowa zabudowa delikatnie zmieniała charakter tego miejsca.

Zawróciliśmy i znaleźliśmy się na Grodzkiej. Jeden z budynków należał do Gdańskiego Towarzystwa Naukowego. Mnie, odkąd pamiętam, zawsze przyciągał budynek obok, ze względu na kontrastowe kolory, zajmowany przez Instytut Archeologii i Etnologii PAN. Na tej wysokości wyszliśmy na Wartką, a żeby tamtejsze pozostałości muru sfotografować w pełnej krasie, wykorzystaliśmy otwarty akurat most na Ołowiankę i przeszliśmy na drugą stronę, by sfotografować ceglaną ścianę z wyspy, a wykorzystując meble miejskie, zrobiliśmy sobie przerwę regeneracyjną.



Na Wartkiej naszą uwagę zwróciła tablica: „Na tym obszarze od X do XIV wieku znajdował się gród, który był główną siedzibą książąt Pomorza Gdańskiego. Ostatni z dynastii zwanej kaszubską Mściwoj II układem w Kępnie w 1282 roku połączył Pomorze z Wielkopolską, gdzie panował jego krewny Przemysł II.”
Gdy znaleźliśmy się z powrotem na Grodzkiej, odbiliśmy w lewo. Szczególnie zaciekawił mnie biało-brązowy, podłużny budynek pod numerem 18, jak udało nam się przeczytać „Bar Bistro Renata”. Dopiero na końcu budynku zobaczyliśmy znaczek, iż był to zabytek. Aczkolwiek budynek wyglądał, jakby miał się zaraz rozsypać. Natrafiliśmy na tabliczkę, że teren jest zagrożony i z zakazem wstępu. Dach rzeczywiście miał prześwity między dachówkami. Zawsze, gdy zabytki ginęły w oczach, łamało mi się serce.


Stamtąd wróciliśmy na Podwale Staromiejskie i zatrzymaliśmy się na dłuższy moment przy pomniku Tym co za polskość Gdańska. Dalej minęliśmy zachowany odcinek murów miejskich, a kadru dopełniała kościelna wieża. Minęliśmy także drugi obiekt, podobnie jak bunkier, służący schronieniu ludności w razie zagrożenia, obecnie zaadaptowany na kręgielnię i klub bilardowy. Przy Baszcie Jacek odbiliśmy w stronę skweru, noszącego nazwę Placu Kobzdeja. Królowały tu figury lwów, ale osobiście uwielbiałam głaz z wyrytym fragmentem wiersza Herberta. Tomek pokazał mi jeszcze jeden ciekawy zakątek, gdzie znajdowała się replika rzeźby „Kwiat życia i pokoju”, nawiązujący do rzeźby darowanej przez Polaków do Parku Pokoju w Nagasaki.








Na koniec podeszliśmy pod pomnik Sobieskiego, stanowiący centralny punkt Targu Drzewnego. Nieopodal znajdowały się biura poselskie, pod którymi trwały akurat protesty. Wyszliśmy stamtąd ku głównej drodze, kierując się ostatecznie na SKM.

Więcej o tym projekcie poczytasz <tutaj> 🙂
Sprawdź także więcej kadrów z naszego spaceru!
