Sobieszewo #2 nie tylko wyspa

Za drugim razem znów wysiadłam tuż za mostem w centrum Wyspy Sobieszewskiej. Zeszłam na moment nad wodę, po chwili jednak wróciłam na Turystyczną. Przespacerowałam się wzdłuż straganów i lokali gastronomicznych, po czym zajrzałam w Wodną. Tam znajdowały się raczej wyłącznie obiekty mieszkalne, ale przy następnej ulicy – Kolonijnej, była już chociażby przychodnia czy apteka.

Kawałek za Ochotniczą Strażą Pożarną mieściła się krótka ulica Jachtowa, a po drugiej stronie Dom Pomocy Społecznej, prowadzony przez siostry pallotynki. Kolejną drogą, w którą weszłam, była Kanałowa, w którą zajrzałam, zaciekawiona starymi budynkami w stylu muru pruskiego, a wyszłam przy urządzeniach hydrotechnicznych na kanale Młynówka. Za stacją pomp biegła już jedna z dłuższych ulic Wyspy – Przegalińska.

Ulica Przegalińska była na tym odcinku dość charakterystyczna. Miała część dla pieszych w formie płytek chodnikowych, asfaltową nawierzchnię przeznaczono dla zmotoryzowanych, a między nimi znajdował się wypukły, szeroki i zaokrąglony krawężnik. Mijała mnie dwójka rowerzystów, tata z kilkuletnim synkiem. Chłopiec ze względu na czerwony kolor kostek tworzących krawężnik, był przekonany, że jest to ścieżka rowerowa, więc uznał, że swoim małym rowerkiem przejedzie właśnie po nim.

– Jadę po ścieżce rowerowej – zawołał chłopiec.

– Tylko nie spadnij – zastrzegł z troską tata.

Powód stworzenia tak specyficznego krawężnika nie musiał być oczywisty, ale jeśli miało się świadomość, że jest to droga prowadząca do siedziby Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi, wszystko stawało się jasne. Była to gdańska filia instytucji zlokalizowanej w Laskach, przy Kampinoskim Parku Narodowym.

Za to już za pierwszym łukiem drogi ukazała się hałda w Wiślince. Koleżanka dzień wcześniej zapytała mnie:

– Co to jest?

– Nic ciekawego właśnie. Hałda fosforanów.

Tym razem spojrzałam na mapę i nawet oznaczono wspomniane miejsce jako „hałda fosfogipsu”. Żeby było śmieszniej, sąsiednią do niej ulicę nazwano Fosforową. Cóż za ironia losu…

Żeby jednak nie było tak smutno, Przegalińska sama w sobie wydała mi się idealną drogą spacerową lub rowerową. W porównaniu z Turystyczną, ta trasa stanowiła oazę spokoju. Było tam bardzo spokojnie. Po prawej biegła rzeka. Po lewej rozciągały się pola, gdzieniegdzie przerwane ulicami. Jedna z nich biegła w poprzek Wyspy i miała stosunkowo krótką historię. Była to ulica 100-lecia Związku Harcerstwa Polskiego, a jej powstanie wiązało się ze zlotem harcerzy z 2018 roku.

Chwilę później zajrzałam jeszcze w Wieniecką, gdzie znajdowała się głównie zabudowa jednorodzinna. Moją uwagę zwróciła również pasieka z ulami w kolorach żółtym i niebieskim. Przystanęłam na moment także przy tablicy opisującej osadę Sobieszewska Pastwa.

Pokonałam kolejny odcinek główną drogą, aż dotarłam do Szkutniczej. Odwiedziłam także dwie następne ulice, które miały nazwy z tej samej dziedziny: Marynarską i Kapitańską. Co ciekawe, gdy wróciłam na główną drogę, jako pierwsze moją uwagę zwróciły wyciągnięte na brzeg łodzie.

Chwilę później zaintrygowała mnie ceglana wieża, łącząca się z liniami wysokiego napięcia. Pamiętałam swoją wizytę tutaj przed kilku laty i wszechobecny zapach ogórków. Kawałek dalej przysiadłam na ławeczce przy stoliku, ustawionym nieopodal brzegu Martwej Wisły. Miałam ochotę zostać tam chwilę dłużej, ale osy zaczęły się kręcić w pobliżu i nie czułam się z tym komfortowo.

Na kolejnym odcinku obserwowałam pracujący ciągnik i przepływających kajakarzy. Ruch na rzece zdawał się być coraz większy kawałek dalej. Śmignął koło mnie także kolarz w koszulce CCC Sprandi Polkowice, a na przedstawiciela tego klubu natknęłam się kilka lat wcześniej podczas swoich wędrówek.

Zabudowa pojawiła się dopiero w okolicy ulicy Klimatycznej. Z niej przeszłam jeszcze na Dulkową, a po drodze natknęłam się na charakterystycznego pluskwiaka – kowala bezskrzydłego, który stał się, chcąc – nie chcąc, moim modelem. Pokonałam dłuższy odcinek wzdłuż wody, zanim dotarłam do Kempingowej. Tam kajakarzy było więcej, a prócz nich swoją pasję realizowali także wędkarze.

Za ulicą Uzdrowiskową klimat trochę się zmienił, a ilość obiektów zagęściła. Zaciekawił mnie np. dom zbudowany częściowo z białej cegły, więc czerwone elementy bardziej się odznaczały. Znalazłam się też na pętli autobusowej i miałam akurat okazję zobaczyć postój autobusu w jej obrębie. Tu kończyła swoją trasę chociażby linia 112.

Dalej znajdował się jeden z najsłynniejszych obiektów dzielnicy – śluza w Przegalinie. Spędziłam niemało czasu fotografując tamtejsze łodzie, samą konstrukcję śluzy i elementy hydrotechniczne po drugiej stronie ulicy Akwenowej. Co ciekawe, odgrodzono drogę, którą jeszcze niedawno widzieliśmy podczas spaceru z Michałem i Kamilem, który też opisałam na blogu.

Ulica Akwenowa wiodła poza Wyspę Sobieszewską i właśnie Michał uświadomił mnie, że dzielnica ma też parę ulic na stałym lądzie. Podczas aktualnego zwiedzania Gdańska postanowiłam je sobie uzupełnić. Z Akwenowej planowałam skręcić na Urwistą i zależało mi szczególnie na obejrzeniu domu pod numerem 17, gdyż widniał w rejestrze zabytków. Okazało się to nie takim łatwym wyczynem, by w nią skręcić, więc posiłkując się GPS-em, wpisałam poszukiwany adres i pozwoliłam mu się prowadzić.

Weszłam w ziemistą drogę, gdzie spacerowały kury. Za pierwszym domem zobaczyłam kolejny dom i przy nim mężczyznę. Byłam przekonana, że to normalna droga, ale chyba niechcący weszłam na jego posesję, ale że nie była ogrodzona, to nie byłam pewna. Postanowiłam zatem odezwać się pierwsza:

– Wie Pan, gdzie jest Urwista 17?

– A jakie nazwisko?

– Nie, ja budynku szukam, bo jest w rejestrze zabytków.

– Pani jest z urzędu? – zapytał, choć miałam image raczej turystyczny, daleki od urzędowego.

– Nie. Jestem po kursie przewodnickim i przechodzę Gdańsk ulicę po ulicy.

– Dużo Pani już przeszła?

– Teraz robię 27. dzielnicę z 35.

– No to ładnie.

– Tak, kiedyś już przeszłam, ale sobie aktualizuję.

– I tu Pani nie była, skoro Pani nie wie, jak iść – słusznie zauważył mężczyzna.

– Tak. Wtedy myślałam, że dzielnica leży tylko na wyspie, ale kolega mnie uświadomił. No i teraz mnie tak GPS poprowadził. Tu się nie da przejść, prawda?

– Tutaj to Pani może najwyżej przyjść na kawę – odparł, po czym pozwolił mi wyjść po drugiej stronie podwórka i pokierował jak iść.

Zgodnie z jego sugestią skręciłam za rowerem w lewo i przeszłam przez tunel. Stamtąd mogłabym w prawo skręcić ku śluzie, a tymczasem ruszyłam w lewo w poszukiwaniu właściwego adresu, bo niniejszym znalazłam się na Urwistej.

Minęłam m.in. ciekawy drewniany dom, a na koniec dotarłam do poszukiwanej posesji. Konstrukt był głównie drewniany, częściowo pokryty roślinnością i sprawiał wrażenie zamieszkanego, dlatego starałam się zrobić zdjęcia tak, by zachować prywatność mieszkańców, jak również nie budzić niczyich podejrzeń. Zawracając, na zakręcie przysiadłam nad wodą, poszukując miejsca, gdzie mogłabym nagrywać pogadankę i nie zdziwić tym mieszkańców. Planowałam wcześniej wybrać się na skraj ścieżki, którą odkryłam jakiś czas wcześniej z chłopakami, ale że została do tego czasu odgrodzona, zmieniłam plany.

Po nagraniu ruszyłam Urwistą w kierunku śluzy. Za skrzyżowaniem z ulicą Przegalińską rozpoczynała się Świbnieńska, która również do najkrótszych nie należała, ale była ostatnią z dróg w moim planie na ten dzień. Miała zróżnicowaną zabudowę, ale głównie po lewej stronie, ze względu na oblewające brzeg wody Wisły po prawej.

Niemal na jej początku dostrzegłam swój główny cel na tym odcinku – kolejny zabytek. Za niewielkim oczkiem wodnym znajdował się należący do opuszczonej posesji budynek gospodarczy. Idąc dalej, dostrzegłam zostawiony sam sobie, na pełnym chaszczy terenie, śliczny, ale zaniedbany dom. Miał piękne laubzegi, mógłby naprawdę cieszyć oko, a jednak na jego widok łamało się serce, gdy człowiek widział, jak ów obiekt niszczeje. Co gorsza, dopatrzyłam się informacji, że budynek był uszkodzony i groził zawaleniem, dlatego nie podchodziłam zbyt blisko. Jakże byłam ciekawa, jak mógłby wyglądać w środku i jaka była jego historia. Często w takich miejscach miałam w sobie poczucie, że gdyby mój tryb życia i stan majątku były inne, chciałabym jakiś z tego typu obiektów odrestaurować i zamieszkując tam, dać mu nowe życie. Jednocześnie miałam jednak świadomość, abstrahując od kwestii finansowych, że bardziej pasuje do mnie dobrze skomunikowane mieszkanie niż ustronny dom, aczkolwiek priorytety w życiu też potrafią się zmieniać.

Wędrując dalej Świbnieńską, oglądałam już raczej nowszą zabudowę. Minęłam najpierw przydrożny krzyż. Zaciekawiła mnie pozostałość po torach, leżących w poprzek drogi. Wypatrzyłam bocianie gniazdo. Minęłam kilka budynków, które wyglądały na nowe i których nie pamiętałam oraz sporo ceglanych, a jednak dość zadbanych. Kawałek przed siedzibą Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej przy jednej z posesji powiewała gdańska flaga.

Po pokonaniu ostatnich trzech kilometrów ulicą Świbnieńską, złapałam zasłużony autobus powrotny. Przy dobrych wiatrach została mi jeszcze jedna wyprawa do Sobieszewa.

Więcej o tym projekcie poczytasz <tutaj> 🙂

Sprawdź także więcej kadrów z pierwszego, drugiego i trzeciego spaceru po Wyspie Sobieszewskiej!

6 thoughts on “Sobieszewo #2 nie tylko wyspa

  1. Sungrazer says:

    Wyczesana ta wieżowa stacja transformatorowa, do tego ceglana! 🙂 Staram się za nimi rozglądać, ale póki co tylko dwie zauważyłem w Gdańsku, ta będzie trzecia. Dom przy Świbnieńskiej też robi wrażenie. Wiedziałem już o jego istnieniu i mam nadzieję, że nadal stoi, bo sam chciałem go obejrzeć. Ogólnie myślałem o tym, żeby zrobić podobną trasę, więc fajnie było przeczytać z niej relację. Nie orientujesz się, czy na końcu Wienieckiej stały jeszcze budynki dawnego PGR?

    Odpowiedz
    1. Palcem po mapie, stopą po ziemi says:

      A jakie dwie inne wieże masz na myśli?
      Daj znać, jak zrobisz podobną trasę, w jakim stanie jest ten dom, przykuł moją uwagę 🙂 Cieszę się też, że relacja z niej się przydała 🙂
      Co do Wienieckiej – pamiętam te budynki z wcześniejszej wyprawy z wędrówek 2014/2015, ale jeśli chodzi o 2020 rok, to albo nie weszłam tak głęboko, albo już ich nie było. Szczerze mówiąc nie pamiętam, ale nie mam ich na zdjęciach z tej wycieczki.

      Odpowiedz
      1. Sungrazer says:

        Najpewniej widziałaś obie, jedna (nieczynna) jest przy ulicy Zawodzie na Olszynce, a druga zaraz obok dworu Zakoniczyn. Możliwe, że jest ich więcej, ale musiałbym przejść cały Gdańsk ulica po ulicy, żeby się przekonać :v
        Okej, w takim razie postaram się sam za jakiś czas sprawdzić jak jest z tym PGR-em, dom oczywiście też skontroluję na ile to będzie możliwe, plus może też jedno ciekawe miejsce obok.

        Odpowiedz
        1. Palcem po mapie, stopą po ziemi says:

          I założę się, że gdybyś podjął takie wyzwanie, będąc nastawionym na konkretne poszukiwania, zajęłoby Ci to krócej niż mi 😉

          Odpowiedz
          1. Sungrazer says:

            Jest taka szansa, bo na pewno nie zatrzymywałbym się na robienie zdjęć każdemu budynkowi po drodze 😛 Zlokalizowanie wszystkich mogłoby być nawet fajną zabawą, ale bez przesady, nie jestem jakimś świrem od elektryki. Poza tym zorientowałem się właśnie, że Wikimapia jest pomocna w tej kwestii i już znalazłem dzięki niej dwie kolejne wieżowe trafostacje (CEGLANE), a dopiero zacząłem przeglądać. Za to akurat te dwie, które wymieniłem, nie są tam zaznaczone 😛

          2. Palcem po mapie, stopą po ziemi says:

            Wbrew pozorom też nie fotografuję każdego budynku 😀
            No popatrz, to się z nią uzupełniacie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *