Wrzesień – to nie tylko czas moich urodzin. Także we wrześniu narodziło się Palcem po mapie, stopą po ziemi. Jeszcze nim otrzymało tę nazwę, 3 września 2014 roku rozpoczęłam swój pierwszy projekt miejski. Piesze wędrówki kolejnymi uliczkami Gdańska miały mi pomóc stać się świadomą mieszkanką miasta i nabrać lepszej orientacji w przestrzeni. Nawet przez moment nie podejrzewałam, jak daleko mnie to zaprowadzi.


Dziś, przy okazji własnych urodzin, chcę się z Wami podzielić tą drogą, tym co wydarzyło się przez ostatnie 12 (!) lat. Wow, kiedy to minęło?!? Dużo ułatwi zajrzenie do zakładki Moje projekty, do czego zachęcam. Z kolei tutaj znajdziecie linki do wywiadów na ten temat. Ale, aktualizując co nieco, w największym skrócie…
Założyłam sobie, że przejdę Gdańsk w rok. Nie żeby mi się spieszyło, ale jakoś dodatkowo mnie to motywowało. Zaczynając, nie miałam pojęcia, czy to realne. Ale udało się. I zaangażowałam w swoje wędrówki ponad 20 osób, co uważam za wartość dodaną – najfajniejsze przygody to te, które ma się z kim wspominać. Aczkolwiek podróży w pojedynkę też się w międzyczasie nauczyłam. Także i one miały swoje plusy, a czasem były mi zwyczajnie potrzebne.
Odkrywanie okazało się mocno uzależniające, więc zabrałam się następnie za Sopot i Gdynię. Kolejny projekt zakładał sentymentalno-historyczne spojrzenie na mój rodzinny Lębork. A skoro Trójmiasto już przeszłam, to może i Małe Trójmiasto Kaszubskie? Na tamtym etapie złapałam bakcyla do tego stopnia, że trudno było mi się zatrzymać. Ale jednak czułam potrzebę odskoczni od miasta i tak wpadłam na pomysł ze zwiedzaniem parków narodowych.

To był największy dotąd projekt i fantastyczne doświadczenie! Zajęło mi to osiem lat. Da się krócej, ale nie o to chodziło. Zwiedzając Parki (do pewnego momentu) w 100% zgodnie z chronologią powstania, co roku miałam niespodziankę, gdzie wyjadę na urlop – góry, jeziora, lasy…? Obudowałam te wycieczki odwiedzinami w miastach wojewódzkich (została mi już tylko Zielona Góra) i innych ciekawych miejscowościach w pobliżu danego Parku lub w miejscu koniecznej przesiadki. Dodatkowo polubiłam wędrówki wyznaczonymi szlakami i w międzyczasie odkryłam te gdańskie i sopockie. A, i jeszcze dostałam dyplom i medal Dzikiej Odysei 😀

Wybrałam się też za granicę Polski, nie po raz pierwszy, ale samodzielna organizacja wycieczki tego kalibru była jednak pewnym novum. Padło na Wiedeń i to był strzał w dziesiątkę. Niech zaświadczy o tym liczba wpisów 😉 Kilka miesięcy później poznałam swojego przyszłego męża, który podróżniczą pasję w pełni podziela i okazało się, że fantastycznie się w tym uzupełniamy 🙂
W ramach podróży poślubnej spełniłam swoje największe „zagraniczne marzenie” – o wybraniu się do Portugalii (czytaliście już?), co i jemu się marzyło, więc wybór był oczywisty. Dalej mam ogromną frajdę z samodzielnej nauki języka, może kiedyś zdecyduję się na profesjonalne lekcje. I kto wie, może uda się nam tam jeszcze wrócić w przyszłości.

Po prostu lubię się uczyć. Nie tracę zapału w zdobywaniu wiedzy o Gdańsku i dzieleniu się nią. W ostatnich latach zrobiłam kurs przewodnicki po Trójmieście i studia podyplomowe z gedanistyki. Nie wydałam książki o dzielnicach, o czym swego czasu mocno myślałam, ale nagrywanie podcastu także układa mi informacje w głowie. Jednocześnie sama sobie narzucam ramy, w których działam, co jest wygodne i nie zniechęca mnie pula cudzych oczekiwań w kontrze do moich własnych pomysłów 😉

Na pewno w najbliższych latach kaliber moich wypraw będzie inny. Zakładamy rodzinę. Ale bez cienia wątpliwości, chciałabym zaszczepić w dziecku / dzieciach tego gdańskiego bakcyla. I pokazać temu młodszemu pokoleniu, jak piękna i różnorodna jest Polska <3

