Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest oczywista. Bo to zależy. Może będziesz mieć dziką satysfakcję, bo mamy ich aż 23. Może będzie Ci smutno, że to już koniec przygody. Ale czy na pewno? Dziś opowiem Wam, jak to było ze mną 🙂
Zwiedzanie polskich parków narodowych zaczęłam w 2017 roku. Realizowałam wówczas kolejny z projektów miejskich. I nagle poczułam, że chodzenie ulicę po ulicy po przedmieściach mniejszych miast nie daje mi już tej radości, która towarzyszyła mi na początku miejskich wędrówek. Oferowało mi za mało bodźców, bo przestrzeń typowych „miejskich sypialni” była dość monotematyczna. Dlatego szukałam odskoczni, czegoś zupełnie innego. I tak padło na parki narodowe.
W większości przypadków trzymałam się chronologii ich powstania. Jako biolog starałam się odwiedzać nie tylko szlaki i ścieżki dydaktyczne, ale również muzea przyrodnicze. Zbierałam naklejki z logotypami, które w międzyczasie zmieniły szatę graficzną. I ja też przez te kilka lat regularnego podróżowania nieco się zmieniłam.
Przełamałam się do podróżowania w pojedynkę, a nawet zakumplowałam się bardziej z rowerem. Stałam się jeszcze lepsza w planowanie, chociaż i tak życie czasem zaskakiwało. I nauczyłam się lepiej, choć jeszcze nie zawsze optymalnie, pakować w podróż. Po ośmiu latach nabrałam większej wprawy, ale i śmiałości.
Miałam okazję opowiedzieć o tym więcej, gdy już po odwiedzeniu wszystkich parków, pojechałam jeszcze raz do Ojcowskiego Parku Narodowego, tym razem w ramach Dzikiej Odysei. Inicjatywa ta ma na celu zachęcić rodziny z dziećmi do odwiedzenia wszystkich 23 niezwykłych parków narodowych w Polsce. Gdy ktoś odkryje komplet, otrzymuje medal oraz dyplom. Tak było i w moim przypadku.

Przyjechaliśmy pociągiem do Krakowa z rowerami i odcinek do Ojcowa pokonaliśmy na dwóch kółkach. Zaproponowałam to sama, bo komunikacja publiczna działała inaczej niż tych parę lat wcześniej, ale wiedziałam, że mój Michał to doskonały kolarz i nawigator, więc nie miałam obaw. Dystans nie był jakiś straszny, za to doskwierał mi brak kondycji na podjazdy 😉 Zahaczyliśmy super pizzerię Quattro w Zielonkach, na granicy z Krakowem, i postanowiliśmy, że odwiedzimy ją również w drodze powrotnej. Mieli w repertuarze nie tylko pizzę, ale także inne dania we włoskim stylu.







W czwartkowy wieczór znaleźliśmy się u celu, ale to piątek mieliśmy cały dla siebie. I zwiedziliśmy naprawdę dużo. Na pierwszy ogień poszedł zamek w Ojcowie, jeden ze Szlaku Orlich Gniazd. Kasy biletowe znajdowały się dalej od zamku niż kilka lat temu, więc po zakupie biletu szło się jeszcze kawałek zadrzewioną alejką i dopiero wyłaniało się to, co z zamku zostało, a mianowicie brama, wieża, studnia i częściowo mury. W miejscu budynku mieszkalnego aktualnie był punkt widokowy. Zwiedziliśmy w swoim tempie, ale podsłuchaliśmy co nieco przewodnika, który kilka razy mijał nas z grupą. Jak dla mnie za dużo robił „osobistych wycieczek”.










Następnie weszliśmy na oznaczoną żółtymi znakami Drewnianą Drogę w kierunku Skały. To była dla mnie nowość. W miasteczku odwiedziliśmy kościół Św. Mikołaja, obok którego znajdowały się pomniki Jana Pawła II oraz błogosławionej Salomei wraz z kapliczką jej imienia. Nieopodal mieścił się rynek z fontanną, w którą wkomponowano pomnik autorstwa Czesława Dźwigaja „Zatrzymany orszak”. Prezentowany pochód nawiązywał do założenia Skały właśnie przez błogosławioną Salomeę. Kawałek dalej znaleźliśmy rzeźbę ze Św. Florianem oraz tężnię solankową. Ucieszył mnie też ekran wyświetlający poziom zanieczyszczeń i deklarujący, że aktualny stan powietrza w mieście był bardzo dobry. Inicjatywy proekologiczne zawsze spoko. Po lodach na rynku i po obiedzie kawałek dalej, udaliśmy się w drogę powrotną, ale nieco zmienioną trasą. Dzięki temu zobaczyliśmy Pomnik Pamięci, pobliski cmentarz komunalny (a przed nim mogiły powstańcze) oraz kirkut, chociaż dostanie się do tego ostatniego, mocno zarośniętego, wiązało się z przedzieraniem się przez osty i pokrzywy.





















Po powrocie zostawiliśmy część rzeczy w bazie i udaliśmy się w kierunku Jaskini Ciemnej, ale nie po to, by ją zwiedzić (o tej godzinie było to już niemożliwe), ale aby zobaczyć Rękawicę (moją ulubioną z tutejszych skał) i widoki z Góry Koronnej. Po drodze na innym tarasie widokowym wylegiwały się kozy, a gdy wracaliśmy, zapędziły w kozi róg 😉 pewną Japonkę, która poprosiła nas o pomoc. Nie była pewna, czy kozy są groźne, ani czy im się nic nie stanie, kiedy chodzą bokiem po niemal pionowej skarpie. Po rozmowie z nami nieco się uspokoiła, ale sama nie zaczęła schodzić. Michał odpowiedział na jej pytania i zastrzegł, że najlepiej zejść ze szlaku przed zapadnięciem zmroku.





Nazajutrz przed dziewiątą rano zjawiliśmy się w Sali Kominkowej w budynku muzeum przyrodniczego Ojcowskiego Parku Narodowego. Krystian Tyrański, inicjator Dzikiej Odysei, przywitał nas z wielkim entuzjazmem. Pozostałe rodziny delikatnie się spóźniły, dlatego żartował, że będzie elitarne spotkanie dla nowożeńców 😉 Jakkolwiek byliśmy razem z Michałem w kilku parkach narodowych już wcześniej, ten odwiedziliśmy jako pierwszy po ślubie.
Po pojawieniu się dzieciaków, odśpiewano „odysejową” piosenkę. Hania z OPN opowiedziała o lokalnej faunie i florze, ze szczególnym uwzględnieniem zamieszkujących jaskinie nietoperzy i pozostałości po już wymarłych amonitach czy belemnitach. Częścią każdego z takich spotkań (zobaczcie filmik) były też historia przemieszczającego się po obszarze danego parku lądolodu oraz propozycje wypraw po parkowych szlakach. Pod koniec odbyła się jeszcze ceremonia medalowa. Tym razem medal i dyplom odbierałam tylko ja. Otrzymałam gratulacje od Krystiana i Hani.


Wówczas Hania zabrała wszystkich na zewnątrz i przeszliśmy do części edukacyjnej. Pokazała nam amonity, belemnity i tym podobne okazy z bliska, a następnie zabrała sprzęt hydrobiologa (siatki, miski, lupy, uproszczony klucz do oznaczania) i wyławialiśmy żyjątka z dna rzeki Prądnik (nie robiłam tego od studiów). Po oznaczeniu znalezionych osobników (nam trafiły się jętki i chruściki, w tym jeden pożarł innego stwora, który też znalazł się w naszej misce i nie zdążyliśmy sprawdzić, czym był) wracały one oczywiście do rzeki. Dzieciaki dostały karty do gry, a rodziny (w tym my) planszówki na pamiątkę.



Skorzystaliśmy z wielkiego świętowania w Ojcowie i zobaczyliśmy kawałek zmierzającego od Bramy Krakowskiej na zamek pochodu. Znaleźli się w nim nawet król i królowa. Tymczasem przy naszej bazie było kilka stoisk kół gospodyń wiejskich, więc pod samym nosem mieliśmy smakołyki na obiad, deser i kolację. Panie śmiały się z nas, że wracaliśmy trzy razy, ale grzechem byłoby nie skorzystać 😉


Tego dnia pojechaliśmy też pod Maczugę Herkulesa na rowerach, zobaczyliśmy (tym razem z zewnątrz) zamek w Pieskowej Skale i zmierzyliśmy się z piekielnym podjazdem tuż za nim, by dotrzeć na miejsce spotkania z Krystianem. Udzieliłam mu wywiadu, opowiadając o tym, dlaczego zwiedzałam akurat parki narodowe, jakie przygody i przemyślenia towarzyszyły mi na poszczególnych etapach i co mi dał cały projekt. Michał był cały czas przy mnie i niczym najlepszy menadżer dopingował, dbał, bym zaspokoiła podstawowe potrzeby (np. miała coś do picia pod ręką), a nawet, żeby tak ułożyć kadr, by słońce nie dawało mi po oczach 😉 Skumulowane energie moje i Krystiana sprawiły, że nawijaliśmy ponad godzinę i spodziewaliśmy się, że wyjdzie z tego powieść w odcinkach 😉






Powrót był już z górki, więc wróciliśmy szybciutko. Nabraliśmy sił i w niedzielny poranek na tyłach muzeum przyrodniczego w Ojcowie udzieliłam jeszcze 10-minutowego wywiadu Marcie Powałowskiej z Polskiego Radia Dzieciom. Krystian był z nami i wplatał w rozmowę własne komentarze, bo wiedział już, co ze mnie za agentka 😉 Ale dzięki temu robił grunt pod pytania Marty i rozmowa wyszła całkiem lekka i przyjemna. Z dużą radością wzięłam udział w całym wydarzeniu i wyjeżdżałam z Ojcowa nieźle nakręcona. Tekst, który właśnie czytacie, powstał jeszcze w pociągu.

A zatem…
Zwiedziłam wszystkie parki narodowe, tak jak planowałam. Domknęłam pewien rozdział i płynnie przeszłam w kolejny. Wyszłam za mąż, będąc gotowa na założenie rodziny. Wchodzę w to na 100%, ale widzę już, że kiedy trafisz na właściwą osobę, która podziela Twoje pasje, to nie musisz rezygnować z siebie i swoich aspiracji. Michał wspierał mnie na ostatniej prostej do zdobycia wszystkich parków, pojechał ze mną na Dziką Odyseję i wierzę, że jeszcze niejedno odkryjemy razem! <3 I kto wie, może parki narodowe też powtórzymy? 😉
