Bory Tucholskie – urodzinowe powroty pełne refleksji

Czwartego dnia wyjazdu zbieraliśmy się już do powrotu, dlatego po śniadaniu spędziliśmy czas na pakowaniu. Z racji niedzieli wybraliśmy się też na mszę, preferując ścieżkę nad jeziorem. Wyposażeni w rowery, zostaliśmy przed kościołem, ale również liczni parafianie ustawili się i obsiedli schodki na zewnątrz. Wielu towarzyszyły dzieci, a pewien mały chłopiec urywał roślinkom listki, pstrykał owocami w formie kuleczek, obserwował naszą reakcję i nas zaczepiał 😉

Kierując się ponownie nad Jezioro Charzykowskie, na jednej z posesji natrafiliśmy na krzewy uformowane na kształt dwóch całujących się ptaszków. W samo południe znaleźliśmy się na plaży. Było całkiem ciepło, jak na wrzesień, dlatego niektórzy pokusili się nawet o kąpiel. My podprowadziliśmy rowery na pomost, przy którym zacumował statek wycieczkowy. Po jeziorze pływały żaglówki.

Później podeszliśmy w kierunku łazienek i kawiarni. Michał skusił się na kawkę, ja podbiłam cukier gofrem z dżemem 😉 Po drodze obejrzeliśmy tablice przyrodnicze i z mapami, a między drzewami znalazło się również miejsce na hotel dla owadów i różnorakie budki dla ptaków.

Godzinę później byliśmy już w trasie. pociąg powrotny odjeżdżał bowiem z Chojnic. Nie jechaliśmy główną drogą jak poprzednio, lecz Michał zaproponował alternatywną, nieco bardziej na północ i bliżej natury 😉 Zatrzymywaliśmy się niewiele, głównie po to, by sfotografować różne roślinki. Najbardziej charakterystycznym punktem na trasie okazał się bezimienny zbiornik wodny, nad który podjechaliśmy od północy. Miał podłużny kształt i dość błotniste brzegi, ale udało nam się podejść kawałek i poprzyglądać tutejszym płazom 😉

Następnie czekał nas odcinek leśny. Po drodze natknęliśmy się na głaz upamiętniający króla Jana III Sobieskiego, a dokładniej zwycięstwo pod Wiedniem, na co wskazywałyby daty na pomniku. Nieopodal ułożono drugi kamień z pamiątkową tablicą. Ów obelisk miał z kolei upamiętniać pierwszą zbiórkę skautów na tym terenie w 1911 roku, co dało początek chojnickiemu harcerstwu. Dalej był jeszcze trzeci obiekt, tym razem o smutnej historii, wspominał bowiem o masowym mordzie chojniczan w Lesie Miejskim 15 września 1939 roku.

Chwilę później wyjechaliśmy już na asfaltówkę. Po wjeździe do Chojnic, które w sumie mieliśmy już zwiedzone, staliśmy się jednak łowcami pomników – Pomnika Myśliwego, Jagiellońskiego (tzw. Pomnik Orła), a także Poległych i Pomordowanych Nauczycieli, zlokalizowanego nieopodal znanej nam już Bramy Człuchowskiej.

Zapozowaliśmy jeszcze z metalowym turem, stojącym pod murami miejskimi, po czym ruszyliśmy w poszukiwaniu miejsca poza rynkiem, gdzie moglibyśmy zjeść obiad. Wybraliśmy się do baru mlecznego Smakosz. Wybrałam kalafiorową i naleśniki, Michał rosół i klasyczne drugie danie w stylu mięso, ziemniaki, surówka 😉 Ciekawostką byli państwo przy stoliku obok, którzy rozmawiali po portugalsku. Jednak mój poziom znajomości języka nie pozwalał zrozumieć w pełni kogoś, kto mówił z prędkością native’a 😉

Również w drodze na dworzec ominęliśmy ścisłe centrum. Z przesiadką w Tczewie, ale bez przygód, dojechaliśmy do Gdańska.

Ostatni dzień podróży przypadał jednocześnie w moje urodziny. To był fajny wyjazd, w doborowym towarzystwie, z przepiękną pogodą, ale jednocześnie skłaniał do przemyśleń. Oto miałam za sobą cały projekt z parkami narodowymi. Skoro go skończyłam, jaki cel wyznaczyć sobie dalej? Doceniałam, że kiedy poznaliśmy się z Michałem, domykałam już ten projekt. Towarzyszył mi na ostatniej prostej, a ja płynnie przestawiłam się na inne priorytety w życiu. Mózg nie lubi niedokończonych zadań 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *