Kokoszki #3 spacer w sobotni poranek

Kilka dni po poprzedniej wędrówce ruszyłam po raz trzeci na Kokoszki, w pojedynkę, z zamiarem zwiedzenia dzielnicy do końca. Na miejscu byłam dość wcześnie, bo już około ósmej wysiadałam z PKM Gdańsk Kiełpinek przy ulicy Szczęśliwej. Tym razem jednak nie kierowałam się w stronę Jasienia, natomiast przeszłam się wiaduktem ku północy i odbiłam od razu w lewo.

Podążałam niebieskim szlakiem tak, aby dotrzeć do miejsca, gdzie łączył się z czarnym. Przy tej okazji przespacerowałam się pod obwodnicą. Zobaczyłam tam sporo graffiti, więc spędziłam chwilę na ich fotografowaniu. Niedługo później ucieszyły mnie widoki natury, bo znalazłam się nad zbiornikiem Kiełpinek. Błękit wody, spokojna jej tafla, zieleń dookoła i ptaki – dało mi to dużo radości. Wypatrzyłam tam nawet czaplę i znów oddałam się sesji zdjęciowej. Jedno ze zdjęć wrzuciłam na swój fanpage i towarzyszyła mi wówczas myśl: „A jak Wy zaczynacie sobotni poranek?”

Wędrując dalej, zauważyłam, że przestrzeń przy zbiorniku wzbogacono o ławeczki oraz plac zabaw. Niedługo później zostawiłam te widoki za sobą i dotarłam do styku szlaków, natrafiając także na stosowny drogowskaz. Znajdowało się tu budownictwo mieszkalne, które według mapy obejmowało ogródki działkowe.

Ścieżka doprowadziła mnie do przejścia pod torami PKM. Na tym etapie szlaki czarny i niebieski biegły wspólnie. Polna droga przywiodła mnie ku pierwszemu zwartemu osiedlu, które miałam w planach zwiedzania na ten dzień i miała adekwatną nazwę – ulicy Dojazdowej.

Osiedlowa stanowiła jakby jeden skraj obszaru, który miałam teraz na celowniku. Uliczki mieściły się między nią a ulicami Maszynową i Nowatorów. Zwiedzałam je kolejno metodą harmonijki: Snycerzy, Betoniarzy, Transportowców i Montażystów. Przy tej okazji przyglądałam się posesjom prywatnym. W obrębie jednej z nich stały dwa ozdobne bociany. Przy innej zobaczyłam kapliczkę, gdzie za szkłem znajdowały się kwiaty i krzyżyk. Była też posesja z podjazdem zamiast schodów.

Tymczasem tylko zajrzałam w biegnącą, wydawałoby się, w bezkres, ulicę Św. Brata Alberta, którą postanowiłam obejrzeć dokładniej z drugiego końca. Kolejną ulicą była Metalowców. Kawałek dalej przeszłam ku niej przez ulicę Instalatorów. Ostatecznie wyszłam na Nowatorów i skierowałam się na południe. Spacerowałam dopiero od godziny, ale zdążyło się już zrobić upalnie, dlatego zahaczyłam o sklep spożywczy i uznałam, że czas na lody.

Odbiłam w Fabryczną, docierając do Fundamentowej, gdzie już z daleka widziałam po prawej stojące przy niej bloki, w sumie nietypowe dla dzielnicy jako takiej.

Chwilę później wyszłam na Kartuskiej. Początkowo skręciłam tam w prawo, bo nie było mnie jeszcze (tzn. podczas tej serii wędrówek, nie w ogóle) przy miejscu upamiętnienia ofiar wypadku autobusu z 1994 roku. Pomnik i krzyż stały naprzeciw wjazdu w ulicę Bysewską.

Wówczas zawróciłam Kartuską i przeszłam solidny odcinek aż do wejścia w ulicę Inżynierską. Natrafiłam przy tym na kapliczkę maryjną. Przystanęłam też, aby sfotografować motyle, choć były niemal cały czas w ruchu. Moją szczególną uwagę przyciągnął niebieski egzemplarz 🙂 Teren wokół widocznie się rozbudował w przeciągu ostatnich kilku lat i nawet teraz widziałam dźwigi budowlane i nieukończone jeszcze budynki mieszkalne, szczególnie, gdy wędrowałam Szafranową. W ten sposób dotarłam do kościoła Św. Brata Alberta przy ulicy tej samej nazwy. Po obejrzeniu świątyni również w środku wróciłam na skwarne uliczki Kokoszek.

Zawróciłam aż do Azaliowej. Dominowały tutaj domki szeregowe. Skręciłam w Maciejkową i przez nią trafiłam na Jaśminowy Stok. Tutaj już domy wyglądały bardziej różnorodnie. Odbiłam w Irysową, odwiedzając przy okazji ponownie sklep, poszukując ochłody, tym razem w formie napojów. I tak krążyłam meandrami wymienionych ulic, bo tworzyły sporo rozgałęzień na mapie i w terenie. Pomiędzy nimi wplecione były jeszcze Lubczykowa, Nagietkowa oraz Storczykowa.

Dotarłam na północny skraj osiedla tworzony przez ulice Jaśminowy Stok i Różany Stok, tę drugą nazwę najpierw zobaczyłam przy numerze budynku. Ostatecznie trafiłam na Kalinową, która odgraniczała przebyty przeze mnie obszar od dość zwartej struktury uliczek, które pozostały mi do odwiedzenia tego dnia. Pamiętałam jeszcze, w jaki sposób zwiedzałam je kilka lat wcześniej i spodziewałam się, co tam zastanę. Dlatego ponownie postanowiłam zwiedzić je według systemu harmonijki, bo wydał mi się najrozsądniejszy.

Pierwsza na celowniku była Malinowa. Przy Kalinowej wypatrzyłam przedszkole i kilka innych obiektów użyteczności publicznej, po czym zawróciłam Rumiankową. Tutejsze uliczki miały też wyjątkowe drogowskazy z nazwami. I tak sfotografowałam podczas wędrówki kolejne nazwy ulic: Tymiankową, Chabrową i Porzeczkową.

Przez Malinową wyszłam na Kminkową i jeszcze przed wejściem w Poziomkową sfotografowałam boisko. Duża połać zieleni była pewną odskocznią od gęstej zabudowy sprzed chwili i tej, którą miałam przed sobą. Przeszłam się zatem Poziomkową, gdzie stały głównie domy o jednorodnym kształcie. Na wysokości Borówkowej można byłoby skorzystać z przejścia przez obwodnicę w stronę Kiełpinka i lokalnego centrum handlowego, ale nie to było moim celem, weszłam zatem we wspomnianą Borówkową. Wyszłam znów przy boisku, przysiadając na moment przy przystającej do niego piaskownicy.

Wróciłam na Kalinową, by następnie przespacerować się Macierzankową, biegnącą wzdłuż wspomnianego boiska. Ciekawostką były dla mnie posesje przy ulicy Czeremchowej, którą zawracałam. Zastanowiło mnie, że posesje miały jakby swoje chodniki, poprzedzielane partiami trawnika, a nie było jednego chodnika w ciągu ulicy. Na koniec odwiedziłam jeszcze Rokitnikową, po czym skierowałam się ku prywatnej szkole podstawowej oraz ku Rondu Granicznemu Wolne Miasto Gdańsk – Rzeczpospolita Polska, które obiecałam sobie sfotografować podczas tej wędrówki.

Mogłoby się wydawać, że to tyle na dziś. Było około wpół do dwunastej, a ja podeszłam na przystanek Karczemki. Zapytałam młodą kobietę, która siedziała na ławce:

– Mogę się dosiąść?

– Śmiało.

– Tyle kilometrów w nogach już.

– Pani biega w taki upał?

– Nie, wędruję. Zaczęłam o ósmej, to jeszcze upału nie było.

– Też usiadłam, bo jestem po basenie zmęczona.

Wkrótce podjechał nasz autobus, ja jednak nie wybrałam się od razu do domu, ale wyskoczyłam na chwilę na Jasieniu. W końcu trzeba było znaleźć ulicę płk. Pałubickiego, której podczas tamtej wędrówki się nie udało. Tym razem misję zakończyłam powodzeniem, a ponownie łapiąc autobus spotkałam znów poznaną niedługo wcześniej panią. Wróciłam do domu z niemałą porcją satysfakcji 🙂

Więcej o tym projekcie poczytasz <tutaj> 🙂

Sprawdź także więcej kadrów z pierwszej, drugiej i trzeciej wycieczki po Kokoszkach!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *