Reda – za trójstykiem dróg

Trzeci dzień z rzędu przeznaczyłam na spacer po Redzie. Tym razem wybrałam się w męskim towarzystwie. Wysiedliśmy oboje na stacji w Redzie i zeszliśmy do tunelu. Zwróciłam uwagę na ściany pokryte obficie graffiti. Niektóre z malunków były naprawdę ciekawe. Inspiracji można by szukać zarówno w odległej Japonii, jak i na rodzimym podwórku. Nie brakowało nawiązań do anime i do lokalnego świata sportu. Znaleźliśmy także postacie, z których największą sympatią zapałałam do ubranego w garnitur jegomościa, którego głowa unosiła się ponad resztą ciała, a twarz zdobił uśmiech od ucha do ucha. Równie radosna ustawiłam się do pamiątkowego zdjęcia.

Po wyjściu z tunelu natrafiliśmy na kiosk. Po drugiej stronie zobaczyliśmy dworzec w pełnej okazałości. Sąsiadowała z nim restauracja, a dalej mieściły się również sklepy budowlany oraz z farbami i lakierami samochodowymi. Tymczasem za ulicą Ceynowy po naszej stronie znalazły się kantor, biuro tłumaczeń, sklep odzieżowy i klub dziecięcy, zaś po przeciwnej sklepy odzieżowy i z firanami. Po chwili zajrzeliśmy w ulicę Św. Wojciecha, gdzie dostrzegliśmy przychodnię, krawca i salon urody. Na kolejnym odcinku Gdańskiej znaleźliśmy redakcję gazety internetowej, sklepy wielobranżowy, kosmetyczny, ze szkłem i z sukniami ślubnymi, a także restaurację. Za agencją reklamową, kolejnym sklepem z sukniami ślubnymi, firmą oferującą pompy ciepła i Żabką trafiłyśmy na Szkolną. Swoją siedzibę miał tam Urząd Miejski. Spędziliśmy chwilę, przyglądając się postawionej przed nim tablicy z mapą miasta.

Za ulicą Józefa Poniatowskiego po przeciwnej stronie Gdańskiej dostrzegliśmy cmentarz, a w okolicy zaczęliśmy dostrzegać głównie kwiaciarnie. Dalej były także Biedronka i sklep budowlany.

Minęliśmy Spokojną i sklep rybny na rogu Gdańskiej i Derdowskiego. Dalej stacjonowały sklep medyczny i fryzjer. Naprzeciwko mieściły się sklepy odzieżowy, z zabawkami, motoryzacyjny i spożywczy. Znaleźliśmy bar oferujący domowe obiady, fryzjera, pocztę i supermarket.

Zbliżaliśmy się do ulicy Łąkowej, gdzie na horyzoncie zobaczyliśmy przychodnię.

– Jaki kościół piękny – zauważyłam i od razu podniosłam aparat. – I będę miała węże hydrauliczne w kadrze – nawiązałam do widniejącej przed nami reklamy.

Na szczęście, gdy podeszliśmy bliżej, udało się zrobić także zdjęcie samego kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i Św. Katarzyny. Stanowił zabytek – pochodził z początku XX wieku. Zapatrzyłam się z zachwytem w naścienny zegar. Podobała mi się też aranżacja zieleni wokół. Oprócz tego wskazałam koledze uwypuklenie ściany świątyni, które miało kształt wieży i było zwieńczone dachówkami.

– A spójrz jaka ładna taka jakby wieża.

Za świątynią, na terenie kościelnym dostrzegliśmy niemałe zgromadzenie rodziców z wózkami dziecięcymi. Przyjrzałam się także wyrytym na naściennej tablicy nazwiskom osób poległych podczas ostatniej wojny.

Po drugiej stronie ulicy minęliśmy tymczasem sklepy budowlany i z wyposażeniem kuchni. Dalej mieściły się sklep z kominkami i bar typu fast-food. W ten sposób dotarliśmy do skrzyżowania Gdańskiej, Puckiej i Wejherowskiej czyli trzech głównych dróg Redy. Tego dnia kierowaliśmy się na Puck. Odnotowaliśmy budynek Ochotniczej Straży Pożarnej. Za nim dostrzegłam niezwykłe drzewo. Przyczepiono do niego kilkanaście budek dla ptaków, każdą pomalowaną zupełnie inaczej. Zrobiło na mnie niesamowite wrażenie i nie omieszkałam przy nim zapozować.

Chwilę później przekroczyliśmy rzekę. Minęliśmy sklep z wyposażeniem dla gastronomii, po czym znaleźliśmy się na kolejnym moście. Kolega wydał się tym faktem nieco zdezorientowany, ale mapa potwierdzała fakt, iż rzeka Reda miała się w tym miejscu rozwidlać, by później znów łączyć się w spójną całość. Po drugiej stronie znaleźliśmy hotel z restauracją, które swoją nazwą nawiązywały do nadrzecznego położenia. Taki sam duet mieścił się po drugiej stronie Puckiej. Tym razem nazwa zawierała nazwę ryby.

Wkrótce skręciliśmy w Kazimierską przy warsztacie samochodowym i sklepie spożywczym. Znaleźliśmy jeszcze pizzerię, studio tatuażu specjalizujące się w usuwaniu naskórnych malunków i firmę ogrodniczą. Szybko zmieniliśmy kierunek i weszliśmy w Poprzeczną. Z niej zajrzeliśmy w bardzo krótką Dębową. Dalej moją uwagę zwróciła jabłonka, a także okno pokryte papierowymi motylami.

– O, przedszkole – zasugerowałam.

– Albo ktoś zrobił ładny pokój dziecku – zaoponował mój towarzysz.

– No dobra – zgodziłam się, po czym dodałam – Wygrałeś. Tym razem.

Na Nowej mieściły się sklep spożywczy i wypożyczalnia przyczep. Po chwili znaleźliśmy się przy kościele Św. Wojciecha. Akurat trwała msza, a ludzie stali także poza świątynią, w pobliżu wejścia do niej. Zaintrygowało mnie, że ksiądz po wygłoszeniu swoich kwestii dodawał hasło Razem! i dośpiewywał resztę razem z wiernymi 🙂

Na wejściu w ulicę Świerkową dostrzegliśmy kwiaciarnię. Dalej znajdował się zakład krawiecki produkujący suknie ślubne. Byliśmy już w połowie drogi, gdy usłyszeliśmy z dala Chwała na wysokości. Dźwięk niósł się na tę odległość dość donośnie i wciąż w doskonałej jakości. Pewnie część mieszkańców słyszała kościelne śpiewy w swoich domach.

– Czuję się jak na tym… – urwał nagle kolega, próbując sobie skojarzyć.

– Na procesji – rzuciłam, jak się okazało, trafnie.

Zajrzeliśmy w drugi kraniec Dębowej, a chwilę później znaleźliśmy się na Kazimierskiej, gdzie skręciliśmy w lewo. Na tym odcinku mieściły się zakład ślusarski i usługi geodezyjne, a także warsztat samochodowy. Skręciliśmy w Brzozową, gdzie zaciekawiło nas, że ścieżkę rowerową oddzielono drzewami ulicy i po tej stronie drogi nie było chodnika. Dostrzegliśmy również niewielkie boisko do koszykówki.

Przeszliśmy na chodnik. W jednym z ogrodów kolega wskazał mi domek na palu, który prawdopodobnie mógł być gołębnikiem. W ogrodzie nie brakowało też figurek, w tym zasiadających w pociągu misiów oraz kolorowego kwiecia. Poza tym na ulicy Topolowej, bo tam właśnie zaglądaliśmy, nie było niczego ciekawego.

Za ulicą Nową mieściła się Szkoła Podstawowa Nr 3, dzieląca swą siedzibę z Gimnazjum Nr 2. Przy następnym skrzyżowaniu znaleźliśmy z kolei przedszkole i gabinet logopedy. Przy nim odbiliśmy w lewo.

– Wyglądasz na skrzyżowaniach jak ksiądz – rzucił nagle kolega, a ja spojrzałam pytająco w jego kierunku. – Bo jak na koniec ksiądz podnosi Najświętszy Sakrament, tak ty trzymasz u góry swój aparat i robisz zdjęcie w każdą stronę – wyjaśnił.

Przez ulicę Wybickiego dotarliśmy do Poprzecznej. Skręciliśmy w prawo, by poznać nieprzebyty dotąd odcinek. Urzekła mnie figura czapli w jednym z ogrodów. Na ulicy Dąbka skierowaliśmy się z kolei ku Puckiej. Tam moją uwagę zwrócił napis na murze: Uwolnić Barabasza. Niesamowicie dużo religijnych nawiązań było na tym naszym spacerze. Na Puckiej z kolei mieściły się cukiernia, sklepy budowlane, meblowe i z akcesoriami samochodowymi.

Zawróciliśmy do Brzozowej. Po drodze natrafiliśmy na firmę budowlaną, a także na nietypowy, bo drewniany próg zwalniający na ulicy, a przy nim mężczyznę, który coś tam poprawiał. Zastanowiło mnie, czy ustawiono to rzeczywiście po to, by spowolnić auta, a może jako osłonę dla czegoś biegnącego w poprzek drogi. Po prawej zalegały hałdy piachu, które zostały skolonizowane przez wrony.

Z Brzozowej zajrzeliśmy w Jodłową, po czym na Wiejskiej odbiliśmy w lewo. W obrębie skrzyżowania uwieczniłam dziką różę, a następnie sklep spożywczy i punkt przedszkolny. Dalej minęliśmy warsztat samochodowy, a w jego pobliżu obserwowaliśmy wróbelki kąpiące się w kałuży.

Na Puckiej znaleźliśmy kapliczkę. Skręciliśmy w prawo. Znaleźliśmy warsztat samochodowy i Żabkę. Weszliśmy do sklepu, ale był niewielki i nie miał w asortymencie tego, czego szukaliśmy. Po drugiej stronie mieściły się firma cateringowa i sklep spożywczy. Wkrótce dotarliśmy do torów i musieliśmy odczekać chwilę, nim przejechał pociąg i podniesiono szlabany. Spędziliśmy chwilę w obrębie pętli autobusowej po drugiej stronie linii kolejowej, po czym wróciliśmy i ruszyliśmy Modrzewiową.

Bardzo spodobał się nam beżowy, niski domek na skrzyżowaniu z Bukową. Miał też bardzo zadbany ogród. Całość tworzyła ładny obrazek. Spacerując Bukową, obserwowaliśmy chmury i zagadywaliśmy psiaka pilnującego jednej z posesji. Zajrzeliśmy w Cyprysową, po czym ruszyliśmy Brzozową w lewo.

Dotarliśmy do Jesionowej. Już z oddali dostrzegliśmy zwierzaki wybiegające z posesji opatrzonej banerem gabinetu weterynaryjnego:

– Idziemy do tych psów? – spytał kolega.

– A to są psy? – zwątpiłam, choć odległość nie sprzyjała mi jako krótkowidzowi.

– Kozy!

Kozia trójca przespacerowała się w poprzek drogi. Gdy podeszliśmy bliżej, na początku zdawały się pozować i przyglądały się nam z uwagą. Przez moment zastanowiło mnie, czy rogi kózek nie zostaną wycelowane w nas, wobec czego nieco się oddaliliśmy. Obserwowaliśmy, jak zwierzaki ocierały się o płot „swojej posesji” i ściany budowy naprzeciwko. Później ruszyliśmy przed siebie. Znaleźliśmy zakład tapicerski i ominęliśmy zaczepnego jamnika.

Ostatecznie wyszliśmy na Wierzbowej. Podążyliśmy w lewo, by zajrzeć w Pszenną, Owsianą i Jaworową. Zaczęliśmy nazywać kształty chmur. Dotarliśmy do firmy oferującej pompy, po czym zawróciliśmy. Za Cyprysową wkroczyliśmy w nieznany nam jeszcze odcinek Wierzbowej. Naszą uwagę najpierw zwróciła posesja z zabudowaniami typowo gospodarskimi, a po chwili zagroda z końmi.

Nieopodal stało niesamowite drzewo. Było w dużej mierze wydrążone. Nie omieszkaliśmy zajrzeć do środka, ale znaleźliśmy głównie pajęczyny. U góry było na tyle rozłożyste, że ktoś zbudował na nim platformę, jakby początek domku na drzewie. Niestety, prawdopodobnie od dawna był nieużywany. Poprzeczki, które ostały się na pniu drzewa i zapewne miały pełnić rolę drabinki, też nie wyglądały zbyt pewnie i zaczynały się za wysoko, byśmy mieli podjąć próbę wspinaczki.

Dotarliśmy do Wiejskiej i skręciliśmy w lewo, skąd mogliśmy zaglądać w Cisową, złożoną z kilku części. Minęliśmy sklep spożywczy. Kawałek dalej ponownie zaintrygowały nas drzewa. Jedno z nich przekształcono w rzeźbę przedstawiającą grupę redzian, śpiewających i grających na akordeonach. Kolejne ścięto zostawiając tylko dolną część dnia i porósł go bluszcz. Trzecie z kolei zwróciło uwagę kolegi nietypowym zrostem kory:

– Wygląda, jakby było zszywane, nie? Taka rana w drzewie.

Po drodze znaleźliśmy także punkt przedszkolny, firmę budowlaną i punkt wymiany butli. Zaciekawił nas również strach na wróble, ubrany we flanelową koszulę i odblaskową kamizelkę.

Wkrótce kroczyliśmy już Jodłową.

– Ładny chodnik tu jest, co? – rzucił nagle kolega.

Chodnik był dość nieregularny i pokryty gdzieniegdzie trawą, co dawało ciekawe wrażenie, ale nie byłam pewna, co miał na myśli kolega.

Na skrzyżowaniu z Wiśniową natrafiliśmy na park, chociaż z racji gabarytów właściwsze byłoby chyba określenie „skwer”. Przeszliśmy ścieżką na skos, mijając przy tym siłownię na powietrzu, huśtawki, boiska do koszykówki i siatkówki oraz ciekawie skomponowane ze sobą dwa drzewa.

Po wyjściu na Parkową ruszyliśmy w lewo. Na najbliższym skrzyżowaniu sfotografowaliśmy kapliczkę, po czym odbiliśmy ku Kasztanowej, mijając przy tym ogród z figurkami bocianiej rodziny i innych zwierząt. Na Kasztanowej mieściły się firma cateringowa, zakład oferujący wideofilmowanie, szkoła językowa oraz psi fryzjer.

Na Akacjowej minęliśmy stawy rybne, w których hodowano pstrągi. Przeszliśmy przez ulice Nową, Wrzosową i Topolową, na tej drugiej znaleźliśmy przy tym firmę zajmującą się projektami budowlanymi, a na kolejnej – zakład krawiecki.

Z Wiśniowej zeszliśmy na Morelową, a następnie skręciliśmy ku Kazimierskiej, gdzie znaleźliśmy reklamę firmy remontowo-budowlanej. Przeszliśmy na Olchową. Tam nasz wzrok przykuł dom z altaną, huśtawką i studnią. Mijaliśmy warsztaty samochodowe i żłobek. Ścieżką z czerwonej kostki skierowaliśmy się w lewo.

W ten sposób dotarliśmy do mostu, za którym rozciągał się miejski park. Chwilę przyglądaliśmy się pływającym i przelatującym kaczkom. W samym parku dostrzegliśmy całe rzędy ławeczek, stolików szachowych, zielonych śmietników i oczywiście drzew. Nie zabrakło także fontanny, placu zabaw i dwóch drewnianych rzeźb – postacie kobieca i męska były ubrane prawdopodobnie w ludowe stroje. Wypatrzyłam także wypisane  na chodniku jedno słowo rodzeństwo, które opatrzono serduszkiem. Od razu pomyślałam o moim młodszym bracie i jego żarciku, gdy kiedyś razem gotowaliśmy. Przeczytał na torebce z przyprawą, że to opakowanie rodzinne i rzucił niby od niechcenia:

– Uf, jak dobrze, że jesteśmy rodzeństwem.

Tymczasem drogą biegnącą wzdłuż parku dotarliśmy z kolegą do prostopadłej ulicy między blokami. Znaleźliśmy tam przedszkole, którego budynek był zwyczajnie szary. Kolorami kusił z kolei przyległy plac zabaw.

Odbiliśmy przy pierwszej okazji w lewo. Minęliśmy sklepy spożywczy i odzieżowy, psiego fryzjera oraz jubilera.

– Wiesz, że niedługo będziemy przy MDK-u i stadionie? – zagadnęłam kolegę, spoglądając na mapę.

– Wiem – odparł bez wahania.

– O, ciekawe skąd. Marta ci powiedziała? – podjęłam zabawę.

– Tak, przed chwilą.

 Rzeczywiście dotarliśmy do obu obiektów, chociaż z tej perspektywy stadion był niezbyt widoczny. Skręciliśmy w Tenisową.

– Wiesz, że byłeś ze mną na Tenisowej w Gdańsku? Na Łostowicach – przypomniałam koledze.

– Przypadek?

– Nie sądzę – dokończyłam znany cytat, po czym dodałam – Coś mi kapnęło.

Na szczęście na kilku kroplach się skończyło, więc gdańska historia się nie powtórzyła. Z Tenisowej przeszliśmy na Sportową. Na kolejnym skrzyżowaniu biało-czerwone tablice wskazujące kierunek jazdy opatrzono grafficiarskim napisem west. Odbiliśmy w prawo, by podjąć drugą próbę sfotografowania stadionu. Następnie kontynuowaliśmy spacer w przeciwną stronę. Gdy dotarliśmy do Olimpijskiej, zwróciłam uwagę na zupełnie inną zabudowę. Tutejsze niewielkie bloki były wszystkie identyczne, ale miały swój urok. Spodobała mi się prosta i estetycznie dopełniona bryła oraz niewyszukane balkony. Ciekawa byłam, jak wewnątrz wyglądają te mieszkania, chociaż i tak nie zamieszkałabym w tym miejscu ze względu na lokalizację. Pomiędzy blokami znaleźliśmy gabinet stomatologiczny, salon urody, punkt opieki nad dziećmi, sklep spożywczy i serwis komputerowy.

Gdy wyszliśmy na Obwodowej, zajrzeliśmy w Rolniczą, ale ostatecznie ruszyliśmy w prawo ku Łąkowej. Mieściło się tu ledwie kilka firm budowlanych, warsztat samochodowy i myjnia. Przytłaczała nas ta pustka.

Skręciliśmy w Łąkową. Tam sprzedawano wspominane na początku wycieczki węże hydrauliczne. Minęliśmy komisariat policji, sklep meblowy i ulicę Cichą, po czym dotarliśmy do Gimnazjum Nr 1(?), a także do Liceum Mundurowego i Technikum. Po drodze natrafiliśmy na kilku małoletnich piłkarzy, prawdopodobnie szli na trening.

– W końcu mam zdjęcie stadionu, na którym widać stadion – ucieszyłam się po podjęciu trzeciej próby.

Dalej mieścił się hotel, a naprzeciwko niego pasaż, na który składały się: sklepy z klockami, z pokrowcami i odzieżowy, a także serwis komputerowy. Chwilę później moją uwagę zwróciło graffiti poświęcone lotnikom z czasów II wojny światowej. Za sklepem spożywczym, kwiaciarnią i jubilerem dostrzegliśmy także komiks reklamowy, namalowany na całej ścianie. Chociaż promował piwo, zaciekawił nas próbą nawiązania do kultury regionu. Naprzeciw mieściły się z kolei Pepco, Żabka i piekarnia.

Przy kolejnym skrzyżowaniu znaleźliśmy salon urody, rzeźnika, szewca, magiel i piekarnię. Zajrzeliśmy w ulicę 1 Maja, po czym skierowaliśmy się w przeciwną stronę. Wkrótce kroczyliśmy już ulicą Bielawy. Dotarliśmy do kolejnej krzyżówki dróg, przy której mieściło się centrum handlowe z Biedronką. My jednak skręciliśmy w prawo, gdzie dostrzegliśmy więcej lokali handlowo-usługowych. Wśród nich wypatrzyliśmy fryzjera, pasmanterię, sklepy odzieżowe, z AGD, pizzerię, piekarnię, księgarnię, aptekę, salon fryzjersko-kosmetyczny, a nawet dwa przedszkola.

Przy budynku biblioteki wyszliśmy na ulicę Derdowskiego, z której przeszliśmy ku głównej drodze. Znanym nam już odcinkiem Gdańskiej podążyliśmy ku stacji kolejowej, kończąc tym samym nasz spacer.

Więcej o wycieczkach realizowanych w ramach tego projektu możesz poczytać <tutaj> 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *