Jak zmienił mnie ostatni rok?

Urodziłam się 22 września. Rocznica urodzin to często okazja do podsumowań i refleksji nad samym sobą. Szczególnie, gdy ktoś jest taką refleksyjno-analityczną naturą jak ja. Zatem dziś przychodzę do Was z wpisem nie tylko podróżniczym 😉

Gdy przypomnę sobie, gdzie byłam dokładnie rok temu, najpierw odbieram to pytanie dosłownie. Zwiedzałam Tczew, bo marzył mi się wyjazd urodzinowy, a miałam do dyspozycji tylko weekend, nawet niecały. Wpis o Tczewie przeczytacie pewnie w najbliższych miesiącach, szukając w kategorii dotyczącej zwiedzania Pomorza. Zdradzę Wam już teraz, że towarzysząca mi koleżanka niezwykle imponowała mi swoją wiedzą o architekturze. Weszłyśmy do jednego z kościołów, opowiadała mi o gotyku i co o nim świadczy w tym miejscu. A ja próbowałam zrozumieć, myślałam, gdzie ona to widzi i skąd o tym wie, bo ja ze szkoły nie wiedziałam wiele, a i to, co wiedziałam, zdążyłam w znaczącej większości zapomnieć. Niedawna kolejna wspólna podróż pokazała mi jednak, że człowiek jest w stanie wiele się nauczyć. Dziś i ja szastam pojęciami architektonicznymi, o których istnieniu wcześniej naprawdę nie miałam pojęcia.

Jak to możliwe? To jedna z wielu rzeczy, których nauczył mnie kurs przewodnicki. Gdyby ktoś mnie zapytał, co robiłam przez ostatni rok, to pewnie z 90% czasu wypełniały mi praca, kurs i blog. Naprawdę było to dla mnie ogromne wyzwanie, przede wszystkim społeczne, bo wcześniej mnóstwo czasu spędzałam wśród ludzi, a jednak musiałam skupić się na nauce, nie zaniedbując przy tym obowiązków służbowych i wciąż chcąc realizować pasję, jaką jest tworzenie bloga. Jakkolwiek na samym kursie stanowiliśmy ciekawą, różnorodną, solidarną i zgraną drużynę, tak niestety musiałam mocno ograniczyć kontakty z innymi bliskimi mi ludźmi. Korzystałam z każdej okazji, by je nadrobić, ale niektóre osoby z mojego otoczenia musiały wykazać się sporą cierpliwością i naprawdę ogromnie im za to dziękuję!

Dawka wiedzy, jaką zaserwowano nam przez tych osiem miesięcy była jak dla mnie porównywalna z wiedzą nabytą w okresie licencjatu 😉 W dużej mierze stanowiła dla mnie nowość albo zmuszała do przypomnienia sobie rzeczy, z którymi nie miałam styczności od czasów liceum. I choć zmęczenie nierzadko dawało mi się we znaki, widziałam efekty. Czułam, jak wiedza się układa, jak pewne rzeczy zaczynają łączyć się w całość i odkryłam, ile jeszcze nie wiem! Gdańsk i ogólnie Trójmiasto mają mi jeszcze mnóstwo do zaoferowania. Już wcześniej czując, że to moje miejsce na Ziemi, utwierdziłam się dodatkowo w tym przekonaniu <3 Chcę poznawać te przestrzenie z kolejnych perspektyw i mam poczucie, że wciąż mnie zaskakują i nigdy się nie znudzą. Zainteresowałam się też kolejnymi zagadnieniami, o które bym się w życiu nie podejrzewała 🙂

Ukończenie kursu i prowadzenie bloga doprowadziło mnie także do zmian zawodowych. Co prawda nie jestem na ten moment aktywnym przewodnikiem, ale wciąż dowiaduję się czegoś nowego i cieszę się, że mam dodatkowy fach w ręku. Póki co ćwiczę na znajomych i chętnie dzielę się wiedzą 🙂 Natomiast zajmuję się teraz czymś innym w swoim dotychczasowym miejscu pracy. I choć może za wcześnie, by oceniać tę zmianę obiektywnie, pokazała mi już ona, że szybko się adaptuję i utwierdziła w przekonaniu, że jestem interdyscyplinarna i poradzę sobie w życiu 🙂

Zupełnie niespodziewanym skutkiem pójścia na kurs przewodnicki była zmiana moich nawyków konsumenckich. Odkąd pracuję, zatem od kilku lat, staram się wypracować w sobie zdrowe podejście do pieniędzy, obserwuję swoje wydatki i kategoryzuję je, by być bardziej świadoma. Zaczęłam też przedkładać jakość nad ilość i już wcześniej nie popierałam ślepego konsumpcjonizmu, choć oczywiście i ja mam swoje słabości. Natomiast ostatni rok ograniczył mój czas na tyle, że niekoniecznie chciałam pozostały spędzać na łażeniu po sklepach. W związku z tym wychodziłam raz czy dwa razy w tygodniu po konkretne, przemyślane zakupy. Co prawda częściej jadłam na mieście, ale mimo to bilans był na moją korzyść.

A skoro udało mi się nieco zaoszczędzić, zaczęłam się nosić z zamiarem założenia konta oszczędnościowego. To był strzał w dziesiątkę! Może to kwestia faktu, że lubię liczby jako takie, lubię liczyć, liczby do mnie przemawiają i budują skojarzenia, dzięki którym łatwiej różne rzeczy zapamiętuję. Drugą kwestią jest to, że aplikacja nalicza codziennie, ile potencjalnie zarobiłam. Widzę dzięki temu każdy malutki efekt, kiedykolwiek tam zajrzę i motywuje mnie to, by niemal co miesiąc coś dorzucić 🙂 Jestem osobą, która niezależnie od tego, co robi, lubi widzieć postęp krok po kroku, więc u mnie działa.

Oczywiście niejednokrotnie wchodząc w dany temat, poszukujemy dodatkowych inspiracji. Czasem są to książki, jednak o wiele łatwiej zbadać temat szerzej w sieci. I tak zaczęłam oglądać nagrania o oszczędzaniu, a stamtąd już krok do minimalizmu. Dodatkowo zafascynowała mnie idea zero waste, na którą jako biolog jestem szczególnie podatna 😉

Może od razu warto powiedzieć, że do obu nurtów wciąż mi daleko, ale też nie jestem fanką skrajności. Nie wierzę w minimalizm typu „posiadaj x rzeczy”, bardziej „zatrzymaj to, czego potrzebujesz i to, co kochasz” 😉 W pewien sierpniowy weekend zebrałam się i przekopałam przez swój stan posiadania (powinnam jeszcze powtórzyć ten proces w domu rodzinnym). Niemal każdą rzecz miałam w rękach i analizowałam sektor po sektorze, co chcę zatrzymać, co oddam, a co mogę już tylko wyrzucić. I chociaż wciąż mam przepełnioną szafę, mnóstwo papierów i innych drobiazgów, coraz większy procent stanowią te użytkowane regularnie. Myślę, że to dobry początek. Świadomość, co tak naprawdę mamy w domu, ogranicza też impulsywne zakupy.

A co ma do tego zero waste? Często obie idee fajnie się uzupełniają. Powiedziałabym też, że sprzyjają oszczędzaniu. Mając mniej rzeczy, bardziej z nich korzystam. Znajduję czasem dla nich nowe zastosowanie. Przede wszystkim staram się stawiać na użytkowanie przedmiotów wielokrotnie, gdy tylko to możliwe. Ale znów, nie ma co popadać w skrajności i kupować „zerowaste’owych” gadżetów, których pojawia się teraz masa, póki nie zużyjemy tego, co już mamy albo gdy mamy w domu coś, co doskonale sprawdzi się w tej roli lub co umiemy zrobić samemu. Przyznam się, że sama z „modnych produktów” kupiłam tylko butelkę z filtrem, co może jest bardziej „less” niż „zero waste”, ale tak naprawdę była dla mnie optymalna w podróży i o samym bezśmieciowym życiu mało jeszcze wtedy słyszałam.

Bo zero waste daje wymierne korzyści nie tylko środowisku. Nie muszę dźwigać mnóstwa butelek z napojami, co jest dobre dla mojego kręgosłupa. Ogromną radość i satysfakcję daje mi kupowanie warzyw czy owoców do własnoręcznie uszytych woreczków – jestem dumna, że zrobiłam je samodzielnie, ręcznie, nie dając się odwieść od tego pomysłu tylko dlatego, że maszyna do szycia postanowiła się zepsuć. A szampon w kostce już polecam zainteresowanym tematem koleżankom 🙂 Jeszcze do wielu rzeczy się nie przekonałam, wiele jest dla mnie nie do przeskoczenia, ale gdy czuję, że coś może zadziałać, próbuję. Nawet takie małe zmiany się liczą 🙂

Trochę tych zmian zmieściło się w 365 dniach. Z racji tego, że kurs był bardzo absorbujący, mniej podróżowałam, ale nie zrezygnowałam ze zwiedzenia kolejnych Parków Narodowych i kilka pomniejszych wycieczek też się trafiło. Mam nadzieję stopniowo to nadrabiać, choć wciąż mam czym się z Wami dzielić 😉 Chęć odkrywania absolutnie przez ten rok we mnie nie wygasła, a wręcz przeciwnie!

Dajcie koniecznie znać, czy coś Was zaskoczyło w tym wpisie, a może i Wam jest bliska któraś ze wspomnianych idei?

2 thoughts on “Jak zmienił mnie ostatni rok?

  1. Michał says:

    Ach ta karta! Monopoly Edycja Gdańsk mnie tak zachwyciło, że chyba zrobię fotomontaż planszy z innymi miastami. Lubię szczegółowo poznawać, nie jak typowy „Janusz z Grażyną” – zabytku „jak nie pokazali w telewizji, to nie ma”. Więc może nawet Tczew, Lębork czy… Stropkov. 😉 To ostatnie to wiadomo, kto musi zobaczyć…

    Fajny wpis z dystansem do siebie i świata. Dla mnie najbliższe jest zdanie „Gdańsk i ogólnie Trójmiasto mają mi jeszcze mnóstwo do zaoferowania”. 🙂

    Odpowiedz
    1. Palcem po mapie, stopą po ziemi says:

      Dziękuję za Twoją opinię! 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *