Karczemki, Kiełpino Górne, Szadółki, Rębowo – okolice obwodnicy

Po dłuższej przerwie wracamy do gdańskich przestrzeni. Dziś zabieram Was na spacer w okolice obwodnicy na południu miasta. Zwiedzałam te dzielnice wiosną 2015 roku. Nie miałam okazji wrócić tam później… może czas najwyższy? Gdańsk cały czas rośnie i dynamicznie się rozwija, więc mogłabym pewnych jego fragmentów nie poznać po takim czasie 😉

A tak na serio, nieraz wracam gdzieś, gdzie nie było mnie od czasu tego pierwszego projektu i nagle okazuje się, że wciąż mam silnie wdrukowany obraz danej dzielnicy wtedy. Albo ktoś rzuca jakieś hasło i chociaż po kilku miejskich projektach część nazw ulic poszła w zapomnienie, co do swojego położenia, wystarczy rzut oka na mapę i „widzę tę przestrzeń”, jakbym realnie tam stała. Jakbym cofnęła się w czasie. Pamiętam, co się wówczas działo, kto mi towarzyszył, nawet większość anegdot.

Zauważam też, że zdecydowanie najsilniej wdrukowałam sobie obrazy towarzyszące mojemu pierwszemu projektowi. Może właśnie dlatego, że był pierwszy, że bardzo silnie na mnie oddziaływał, zmienił mnie jako osobę. Kolejne, jakkolwiek arcyciekawe, były konsekwencją tego pierwszego i uzależnienia od odkrywania, jakie wówczas we mnie powstało.

Wracając jednak do samego terenu, o którym dziś mowa, wykorzystałam fakt, że gościłam w okolicy i zaoszczędziłam nieco czasu na samym dojeździe. Dzięki temu zwiedziłam kilka małych dzielnic w przeciągu zaledwie dwóch spacerów, co znacząco podniosło mi morale po zimie i obszernym Górnym Wrzeszczu. Podbudowuje mnie, gdy widzę efekty swojej pracy i daje mi to dodatkową chęć do działania 🙂

Tereny, które tym razem znalazły się na celowniku, być może nie są szczególnie intrygujące, ale czasem człowiek potrzebuje też uciec od tego pędu centrum i zwyczajnie się wyciszyć. Tutaj było to możliwe.

Na początku odwiedziłam Karczemki. Przestrzeń była odgrodzona od hałasu głównej drogi ekranami. We wnętrzu czuło się sielankowość przedmieścia, ład wynikający z faktu, że część dzielnicy była ściśle rozplanowana w kontekście zabudowy. Znalazły się jednak także obszary, gdzie dominowały domki i tutaj bardziej wybijał się indywidualizm mieszkańców. Zaskoczyło mnie, że wędrując, przez długi czas nie natknęłam się na żaden sklep. Zapytałam o to przechodzącą kobietę, która stwierdziła, że poza jednym supermarketem nie ma nic, że „takiej dzielnicy to ona nigdzie nie widziała” i że to „obraz nędzy i rozpaczy”. Raz, że pani myliła się, o czym miałam przekonać się później, a dwa, że jej zdanie moim zdaniem nie przystawało do rzeczywistości. Karczemki nie budziły jak dla mnie żadnych pejoratywnych skojarzeń. Powiem więcej – same nazwy ulic prowokowały do uśmiechu, a widok beztroskich dzieci czy zdobnych ogródków nastrajał zdecydowanie pozytywnie. Wypatrzyłam nawet żółwia 😉 Niezmiernie mnie zaintrygowało, ilu minęłam mężczyzn piłujących drewno, jakby się zmówili na jedną porę. Sam fakt, dźwięk piły i zapach trocin skojarzył mi się z dzieciństwem.

Jako kolejne odwiedziłam Kiełpino Górne. Tutaj czułam się z kolei jak na przedmieściach mniejszego miasta, jak chociażby mój rodzinny Lębork. Zabudowa była luźniejsza, ale pomiędzy domami nie brakowało obiektów użyteczności publicznej, takich jak chociażby szkoła czy przedszkole. Znalazło się nawet ekskluzywne osiedle. Dotarłam jednak do granicy lasu i powolutku cofałam się w stronę przystanku. Aparat był na wyczerpaniu i szczerze powiedziawszy, po rekordowych (w tamtym okresie) pięciu godzinach w terenie, ja też czułam się już nieco zmęczona.

Na kolejnym spacerze zaczęłam od okolic kościoła i już nie sama, ale w towarzystwie koleżanki. Po zwiedzeniu reszty Kiełpina Górnego skierowałyśmy się ku obwodnicy i dłuższy czas wędrowałyśmy wzdłuż niej. Według tablic część tego terenu znajdowała się poza Gdańskiem. Wskazywałyby na to także nazwy ulic, z którymi spotkałam się już w mieście, a z drugiej strony na niektórych przydomowych tabliczkach uwagę przykuwał właśnie napis „Gdańsk”.

Najzabawniejszym akcentem tego dnia była dla mnie przeprawa na drugą stronę obwodnicy. Nikt nie przewidział, że ktoś spróbuje się tędy przeprawiać pieszo, więc droga nie była przystosowana. Na autobus musiałybyśmy czekać około godziny, a zdecydowanie szkoda nam było czasu. I w ten sposób wpadłam na pomysł, by złapać pierwszego w swoim życiu stopa 😀 Pokonałyśmy w ten sposób jakieś… czterysta metrów. Zabrało nas miłe małżeństwo, które było jednak bardzo zdziwione, słysząc naszą historię. Tym bardziej, że terenów spacerowych dopatrywali się raczej po tej stronie, z której nas zabrali. A tu nagle nam zachciało się spacerować gdzieś po okolicy centrum handlowego na Szadółkach. No szaleństwo! Grałam jednak w otwarte karty i wyjaśniłam państwu pokrótce, że robię taki projekt, że chodzę po Gdańsku ulicę po ulicy (jeśli uznali mnie wtedy za jeszcze większą wariatkę, nie pokazali tego po sobie) i że nie jestem stąd, a chcę poznać miasto i zobaczyć, jak żyją ludzie w różnych jego częściach, bo chciałabym w Gdańsku pozostać.

Ostatecznie wysadzili nas po właściwej stronie obwodnicy i mogłyśmy spacerować dalej. Z powodu korzystania z różnych map część Szadółek miałam już za sobą (zwiedziłam je wraz z Jasieniem). Zatem szybko znalazłyśmy się na Rębowie, gdzie też trafiła się nie lada niespodzianka. W okolicy zbiornika retencyjnego Świętokrzyska I mapa sugerowała istnienie ulicy Flisykowskiego, ale zamiast tego znalazłyśmy piaskową ścieżkę. Pytałyśmy zatem przechodniów o tę drogę, ale (chociaż jedna ze spytanych osób przyznała się nawet, że mieszkała w okolicy od dekady) nikt nie kojarzył tego patrona. Na dzisiejszych mapach widzę ulicę Flisykowskiego przesuniętą nieco bardziej na północny-zachód.

Zakończyłyśmy nasz spacer w okolicy Kowali, po czym poszłyśmy na autobus. A w mojej głowie rodziło się pytanie, czy Kowale są administracyjnie częścią Gdańska czy nie. Niepewna odpowiedzi, nie chcąc ominąć żadnej części miasta, postanowiłam wybrać się i tam. O tym już następnym razem!

2 thoughts on “Karczemki, Kiełpino Górne, Szadółki, Rębowo – okolice obwodnicy

  1. Michał says:

    Jest w Gdańsku niewielki fragment wsi Kowale włączony w 1973 r. jak części innych wsi (Barniewice, Nowy Świat, Rębiechowo, a nawet polna część Rotmanki). Sama zabudowana miejscowość, główna część wsi, którą zapewne masz na myśli, to już powiat gdański i gmina Kolbudy. Dlatego niepoprawne jest spotykane czasem wśród gdańszczan określenie „na Kowalach” 🙂
    Obecnie w Gdańsku zatraciła się nazwa osiedla Kowale jako niewielkiego fragmentu dzielnicy Ujeścisko-Łostowice. Używa się nazwy większej osady – Zakoniczyn oraz nazw osiedli deweloperskich (na „gdańskich Kowalach” jest w końcu Osiedle Miłe i Osiedle Świętokrzyskie).
    Nieprzypadkowo są w Wikipedii po dwa artykuły na temat miejscowości i osiedli w miastach (dwa razy Barniewice, Nowy Świat, Rębiechowo i Rotmanka, a nawet Pogórze). 🙂

    Odpowiedz
    1. Palcem po mapie, stopą po ziemi says:

      Dziękuję za rozszerzenie mojej wiedzy w temacie. Wówczas tamta część Gdańska i okolic była dla mnie zupełną zagadką. Cały projekt przejścia miasta ulicę po ulicy miał na celu właśnie poukładanie sobie w głowie tego, co już znam i poznanie nieznanego. Dlatego na razie nie powiem, co przyniosła mi wizyta na szeroko rozumianych Kowalach w 2015 roku – o tym będzie kolejny wpis 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *