Jak to się stało, że zaczęłam zwiedzać Gdańsk (i dlaczego akurat Gdańsk) ulicę po ulicy, możecie przeczytać tutaj. Dziś chciałabym Was zabrać do pierwszej z odwiedzonych dzielnic, a był to VII Dwór. Zastanawiająca nazwa, prawda?
Nie jest oczywiście przypadkowa. Jak udało mi się wyczytać, gdy realizowałam projekt, dawniej ulica Polanki stanowiła trakt między Wrzeszczem a Oliwą i znajdowało się tam siedem dworków. Nie wszystkie jednak przetrwały do dziś.

VII Dwór przeszłam podczas dwóch krótkich spacerów. Mieszkałam wówczas jeszcze w akademiku przy kampusie Uniwersytetu Gdańskiego, miałam więc bliziutko 🙂 Na początku wędrowałam iście praktycznie. Odnotowywałam sklepy, kościół, meczet. Nic dziwnego, że nie miałam poczucia bycia odkrywcą, dobrej zabawy, ale raczej spacerowałam z uporu, że „ja im pokażę!” (chociaż nie określiłam sobie ściśle komu), że „dokonam tego”!


I tak wędrowałam kolejnymi uliczkami. Notowałam, rysowałam na mapie (to była akurat fajna idea i została mi do dziś przy zwiedzaniu miast), a przede wszystkim fotografowałam. Te pierwsze spacery owocowały kilkudziesięcioma, czasem nieco ponad setką zdjęć. Nie przypuszczałam jednak, że rozkręcę się do tego stopnia, by po roku trwania projektu móc je liczyć w tysiącach…

Co zapamiętam i z czym będę kojarzyła VII Dwór? Z piątym rokiem studiów i wakacjami po nim, gdy mieszkałam w DS 4 i poznałam naprawdę fajnych ludzi. Z kościołem, do którego niejednokrotnie trafiałam na mszę dziecięcą i ksiądz wraz z dziećmi śpiewał piosenki z pokazywaniem. Z lasem, przez który kiedyś przypadkiem trafiłam na Niedźwiednik. Ze spacerów projektowych dodatkowo zapamiętam szpital i położony obok teren wojskowy, bo zastanawiałam się, czy wolno mi tam fotografować. Meczet. Ogródki działkowe. I widzianą z krańca ulicy Drożyny stację Strzyża PKM, a właściwie wówczas dopiero jej szkielet, bo było to jesienią 2014 roku.

A dokąd zabiorę Was następnym razem? Do dzielnicy położonej niedaleko, lecz budzącej we mnie skrajnie inne odczucia. Dlaczego? Śledźcie bloga, a na pewno się dowiecie 🙂

Ciekawe było zobaczyć Twój pierwszy wpis, Marta. I Tobie też polecam czasem zajrzeć, jak zmienił się styl, w którym pisałaś. Tak jak ja czytam np. opisy swoich starszych filmów na YouTube, sięgających 2010 r. 🙂
Ty dostrzegasz to na przestrzeni kilku miesięcy prowadzenia bloga. Ja jestem z sobą na co dzień, więc potrzebuję więcej czasu, by zauważyć różnice i wiem, jak pisałam inaczej na etapie projektu gdańskiego, sopockiego, gdyńskiego… itd., a jak piszę dziś 😉