Strzyża – dzielnica budząca we mnie mieszane uczucia

Ostatnio odwiedzaliśmy VII Dwór, gdzie miałam okazję mieszkać przez rok. Kolejna na celowniku znalazła się Strzyża, z racji bliskości mojego ówczesnego miejsca zamieszkania. Nie wiedziałam wówczas, że miesiąc później, opuszczając akademik, zamieszkam właśnie tutaj. A jednak nie polubiłyśmy się z tą dzielnicą ani podczas dwóch odbytych tu spacerów, ani gdy przez jakieś pół roku wynajmowałam tu pokój. Mieszkam w Gdańsku już od dziewięciu lat, mieszkałam w siedmiu dzielnicach (ośmiu, gdyby liczyć nocowanie u krewnych) i tutaj zdecydowanie nie było mi dobrze.

Pierwszy spacer był najkrótszym ze wszystkich projektowych. Zrobiłam 24 zdjęcia i wędrowałam niespełna godzinę. Idąc samotnie, mijałam głównie sklepy, a budynek uniwersytecki schowany między zabudową mieszkalną w okolicy ulicy Chopina zasłaniały remonty. Zdecydowanie nie czułam się usatysfakcjonowana i nie mając weny na ciąg dalszy, ruszyłam ku tramwajom.

Przezornie na drugi spacer zabrałam koleżankę, która mieszkała tu od lat. Zabrakło mi jednak przezorności, jeśli chodzi o spoglądanie na mapę. Oddałam ją w ręce mojej towarzyszki, zerkając tam co jakiś czas. Koleżanka nanosiła trasę i symbole, ja fotografowałam, obie oddawałyśmy się rozmowie. Pamiętam, jak po czasie wróciłam do pisania tego rozdziału na potrzeby książki (gdy już wiedziałam, że projekt się rozkręca i może być jednak z tego coś więcej), rozszyfrowywałam znaczki na mapie i naprawdę z trudem mogłam się odnaleźć. Żałuję, że nie byłam bardziej uważna. Dzięki Bogu za nieco obfitszy niż poprzednim razem materiał zdjęciowy. Po intensywniejszej niż zazwyczaj pracy wywalczyłam ten rozdział.

Pamiętam, że przez te kilka miesięcy, gdy mieszkałam na Strzyży, nie czułam się zawsze tak samo. Początkowo miałam nadzieję, że wpoję sobie rozkład ulic i polubię tę przestrzeń. Lokum i jego mieszkańcy też robili dobre wrażenie. Później to się zmieniło. Miałam poczucie, że za bardzo interesują się moim życiem, a ten sam fakt z dnia na dzień potrafili komentować skrajnie inaczej. Towarzyszyło mi tu poczucie zagubienia tak silne, że błądząc myślami, myliłam banalną wręcz drogę do kościoła, którą pokonywałam niejednokrotnie. Zresztą za tutejszymi kazaniami też nie nadążałam. Gdy wyprowadziłam się po tych kilku miesiącach do miejsca, gdzie mieszkam do dziś, poczułam niemałą ulgę.

I wiem, że oceniam dzielnicę na bazie własnych nieprzyjemnych doświadczeń, choć obiektywnie niczego jej nie brakuje, a nawet istnieje klub zrzeszający jej sympatyków. I naprawdę cieszy mnie, że są ludzie, którzy tę przestrzeń polubili tak, jak ja nie potrafiłam 😉 Przyznam jednak, że doceniałam ciszę, jaka panowała tam pomimo bliskości głównej drogi i torów tramwajowych. To zdecydowanie było atutem Strzyży 🙂 A Wy, czy macie wyrobioną opinię o tej dzielnicy?

Następnym razem zabiorę Was w zupełnie inną część Gdańska, również podzieloną w moim projekcie na dwa spacery, na dodatek o bardzo sympatycznej nazwie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *