Szlak Wyspy Sobieszewskiej

W lipcowy niedzielny poranek spod Bramy Wyżynnej ruszyłam autobusem linii 186 na Górki Wschodnie. Przy końcowym przystanku biegła piaskowa droga w stronę Rezerwatu Ptasi Raj. Przy tablicach informacyjnych i szlabanie z numerem 84 skręciłam za szlaban i leśną ścieżką rozpoczęłam swój spacer.

Planowałam przejść cały zielony szlak, oszacowany na 14 km. Dodatkowo chciałam odbić ku wieży widokowej w ramach ścieżki przy rezerwacie. Zaskoczyło mnie, w porównaniu do wędrówek po parkach narodowych, jak mało było tu w lesie komarów. Fotografowałam tablice poświęcone tutejszym gatunkom drzew i ptaków. Moja uwagę zwróciły także motyle. Ciekawostkę stanowiły również namalowane na drzewach czerwone i żółte romby.

Wkrótce szlak skręcał w prawo, ale poszłam kawałek dalej do skrzyżowania z drogowskazem. Tu musiałam odbić w lewo, aby dotrzeć do wieży widokowej. Stanowiła ona element na ścieżce przyrodniczo-dydaktycznej, długości 6 km i pomyślałam sobie, że jak mnie natchnie na odwiedzenie po raz trzeci już każdej z dzielnic, żeby autentycznie stworzyć z nich przewodniki, nawet jeśli tylko na własne potrzeby, to nie mogłabym tej trasy ominąć. Tymczasem dotarłam do wieży, przy której nie spotkałam żywej duszy. Wspięłam się i spędziłam chwilę na podziwianiu widoków i chłonięciu tej pozornej ciszy natury nad Jeziorem Karaś.

Po zejściu uświadomiłam sobie, że raptem kilka minut drogi dzieli mnie od drugiej wieży, na której nigdy jeszcze nie byłam. Postanowiłam zatem odkryć kolejny kawałek Gdańska, ciesząc się jak zawsze, że jeszcze mam w tym mieście co odkrywać. Ścieżka momentami była dość wąska, a dodatkowo zestresowała mnie obecność upartej osy, więc chwilami podbiegałam, ale obyło się bezkontaktowo. Znalazłam się na rozwidleniu i odruchowo odbiłam w lewo, reflektując się jednak po chwili, że powinnam była wybrać prawą odnogę. Wróciłam zatem tam, gdzie ścieżki się łączyły i wypatrzyłam pochylone drzewo pośrodku:

– Będziesz mi drogowskazem – uznałam, wyznaczając je jako punkt orientacyjny na czas powrotu.

Już bez większych kłopotów trafiłam na nieco wyższą, dwukondygnacyjną wieżę obserwacyjną nad Jeziorem Ptasi Raj. I tu rzeczywiście tafla wody była bardziej widoczna i liczne ptactwo cieszyło oko. Mi udało się zarejestrować pozornie wypoczywające, a nagle płynące w synchronizacji stadko, może kaczek, ale bycie krótkowidzem czasami nieco ujmuje takim obserwacjom. Państwo stacjonujący na niższym piętrze przyjaźnie do mnie zagadali i powiedzieli, że widzieli bielika. Mieli sprzęt fotograficzny, lornetki i spory prowiant, więc chyba planowali zabawić tam dłużej.

Tymczasem ja po opuszczeniu wieży cofnęłam się ku pierwszej z nich i szłam dalej znaną już sobie ścieżką, aż wróciłam na zielony szlak i to nim kontynuowałam wędrówkę. Na kolejnym leśnym odcinku prowadziła mnie piaszczysta ścieżka. Nim zielony znak nakazał skręt w lewo, na pochylonym drzewie obserwowałam dzięcioła, co przywołało uśmiech na moją buzię.

Za wiatą zobaczyłam sporo samochodów. Prawdopodobnie byłam wtedy już na wysokości ulicy Sobieszewskiej, ale szlak ciągnął się dalej na wprost. Minęłam szlaban z numerem 89. Niedługo później skręcałam ponownie w las, tym razem w prawo, gdzie poczułam, że było mi całkiem miękko pod stopami, bo rosło tu dużo mchu. Dalej grunt był stabilniejszy, obsypany mnóstwem szyszek, pomiędzy którymi pracowicie krzątały się mrówki. Po niezbyt długim marszu zgodnie ze znakami znalazłam się na otwartym terenie między dwoma skupiskami drzew. Byłam na wysokości ulicy Księżycowej i skierowałam się ku Tęczowej. Wyszłam tam przy zabudowaniach, odbiłam lekko w prawo i przy bloku skręciłam w lewo. Podobny manewr wykonałam, gdy wyszłam na Nadwiślańskiej i chwilę później faktycznie znalazłam się nad Martwą Wisłą. Na ostatnim odcinku przed rzeką spodobał mi się ceglany dom z kwiecistym ogrodem.

Na wodą planowałam zrobić sobie przerwę regeneracyjną, ale okazało się, że zaaranżowano tu miejsce spacerowe, które cieszyło się dużą popularnością i wolną ławkę znalazłam niemal przy moście pontonowym czyli spory kawałek dalej. Tymczasem spacerowałam, obserwując nową zabudowę mieszkalną po drugiej stronie rzeki, odnowiony most, zacumowane łodzie, roślinność i ptactwo bliżej mnie. To miejsce świetnie prezentowało, jak ta część miasta ewoluowała w ostatnich latach, prawie na moich oczach. Pamiętałam przejazd przez most w czasach studenckich, a nawet konieczność wysiadania na czas przebycia mostu i wsiadania w autobus ponownie tuż za nim, już na wyspie. Obecnie według przewodnika, który zgarnęłam kawałek dalej w punkcie informacyjnym, Most 100-lecia Odzyskania Niepodległości był największym mostem zwodzonym w Polsce.

Na Rondzie Rybaków powiewały trzy flagi: gdańska, polska i europejska. Ludzie zmierzali na mszę w kościele Matki Bożej Saletyńskiej. Dlatego podeszłam tylko do stelli ewangelickich, a potem ruszyłam ulicą Turystyczną. Minęłam najpierw mozaikę z mapą wyspy, plan Przyjaciół Wyspy Sobieszewskiej, a następnie wspomnianą informację, za którą skręciłam w ulicę Radosną. Natrafiłam tam na mural z przedstawieniem ptaków, które można spotkać na Wyspie. Zaciekawiły mnie też rzeźby zwierząt przy jednym z punktów gastronomicznych oraz biegnąca nieopodal ulicy leśna ścieżka zdrowia.

Kolejny odcinek z pozoru był dość monotonny. Musiałam odbić ku Falowej, minąć parking, szlaban z numerem 87 i nagle miałam szeroką trasę między leśnymi połaciami, pokrytą ażurowymi płytami. Co pewien czas mijałam poprzeczne ścieżki wiodące ku morzu. Pojawiali się też nieliczni inni piechurzy. Przez chwilę mżawka urozmaicała spacer, ale na szczęście nie rozwinął się z niej większy deszcz. Zaintrygowały mnie dwie ciemne kopuły z kominami i zastanawiałam się, czy to zwieńczenia jakichś bunkrów, bo na Wyspie Sobieszewskiej bunkry były i nawet przynajmniej jeden widziałam już kiedyś.

Na jednej z takich krzyżówek dróg szlak nieco zbliżał się do Bałtyku, by niedługo później biec znów równolegle, ale po wąskiej, leśnej dróżce. A ta doprowadziła mnie ostatecznie do tablicy z mapą, prezentującą także inne szlaki na terenie Gdańska czyli nie lada gratkę dla mnie, skoro planowałam na ten rok przejść je wszystkie 🙂 Zgodnie z drogowskazem ruszyłam dalej, choć byłam na wysokości Wieżowego Zbiornika Wody Kazimierz i myślałam, że szlak biegnie także gdzieś przy nim. Nie nadkładałam drogi specjalnie, bo obiekt był już mi znany i ruszyłam w przeciwnym kierunku.

Na wysokości wejścia numer 11, mijając wydmową roślinność, przeszłam się ku plaży. Turystów było zatrzęsienie, ale slalomem dotarłam do wody, by choć zanurzyć stopy w morzu. Usatysfakcjonowana, mogłam po chwili odpoczynku ruszyć dalej. Leśny odcinek biegł dosyć blisko wody. Dopiero kawałek dalej odbijałam w prawo, by przy wiacie ruszyć jeszcze ciut dalej od linii brzegowej i w tamtym rejonie pokonać liczne górki i dołki.

Na wysokości ścieżki wiodącej do wejścia numer 9 szlak skręcał i powiódł mnie dalej szeroką drogą między drzewami, która musiała stanowić gratkę dla rowerzystów, bo minęło mnie ich trochę. Odliczałam wejścia do końca trasy i co krzyżówkę dróg widziałam wracających z plaży turystów. Starałam się też fotografować te przecięcia dróg, by mieć potem do innych zdjęć punkty orientacyjne. Podczas wykonywania jednej z fotografii, mała cyklistka rzuciła do mnie „dzień dobry”. A już na końcowym odcinku wyprzedzała mnie rodzinka z dwójką dzieci. Tata jechał z córką przodem, a mała miała już zdecydowanie dosyć, co wyrażała konsekwentnym marudzeniem, z którego tata jednak niewiele sobie robił. Za nimi jechała mama z młodszym chłopcem, który także rzucił mi „dzień dobry”, a mama posłała mi porozumiewawczy uśmiech.

Poza ludźmi, na trasie zaciekawiło mnie także skarłowaciałe drzewo i ścięte pnie, bo na jednym z nich ktoś namalował buźkę z wytkniętym językiem. Zgodnie z zielonymi znakami musiałam jeszcze ciutkę poskręcać, ale niedługo później znalazłam się ponownie nad jedną z odnóg Wisły, w pobliżu Rezerwatu Mewia Łacha. Ostatni fragment trasy, wiodący do autobusu, był trochę wyścigiem z czasem, ale udało mi się być tych kilka minut wcześniej na przystanku, by nie czekać 40 minut na kolejny. Zmachana, ale usatysfakcjonowana, udałam się w podróż powrotną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *