Z okna tramwaju #1

Dawno, dawno temu… Myślę, że ze trzy lata wstecz, gdy tramwaj linii 12 miał zacząć kursować dalej niż do Migowa, w głowie mojej i kolegi ze studiów zrodził się pomysł, aby przejechać się trasą całej tej linii. Ba! Może byśmy przejechali się wszystkimi trasami tramwajów? Planowałam z nim zwiedzić część Jasienia, by zrealizować pierwszy pomysł, ale się nie udało, a potem pomysł tramwajowej eskapady przykrył kurz. Aż do majówki 2023, gdy nagle okazało się, że mam więcej wolnego w pracy niż przewidywałam, a jednocześnie ogromne parcie na wyjście w teren po przedłużającym się sezonie zimowym.

Usiadłam nad mapę linii tramwajowych i sprawdziłam, co się w międzyczasie pozmieniało. Nie chciałam ominąć żadnego odcinka, nawet jeśli znajdowały się tam ledwie ze dwa przystanki. Gdy próbowałam taki przejazd złożyć w całość, okazało się to zadaniem dużo bardziej skomplikowanym niż zakładałam. Z tego względu podzieliłam projekt na dwa przejazdy – w części północnej i części południowej miasta – dziś zabieram Was właśnie na północ.

Wystartowałam i planowałam zakończyć na pętli na Zaspie. Konsekwentnie chciałam siadać / stawać po prawej stronie tramwaju, żeby mieć stale zbliżoną perspektywę. Jednocześnie po przejściu Gdańska dwa razy w całości, wiedziałam, czego mniej więcej się spodziewam i kiedy „nacisnę migawkę”. Planowałam przesiadki i rozejrzenie się po okolicy każdej pętli i punktu przesiadkowego. Przy okazji z niemałą ekscytacją uświadomiłam sobie, ile różnych pojazdów, a zatem i różnych patronów tramwajów, dziś wypatrzę 🙂

Pierwszy fragment przejechałam tramwajem linii numer 2 pod patronatem Abrahama van den Blocke. Na tym odcinku, wiodącym aż do pętli w Jelitkowie, częściej warto było spoglądać w prawo. Tak charakterystyczne dla Przymorza falowce wyróżniały się na tle pozostałej zabudowy, a ja postanowiłam zamknąć w kadrze ten najdłuższy, przy ulicy Obrońców Wybrzeża. Jednocześnie zarówno przy tej okazji, jak i fotografując mural ze znaczkiem pocztowym upamiętniający obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku z września 1939 roku, zorientowałam się, że między tramwajem, w którym siedzę, a fotografowanymi obiektami jest jeszcze ruchliwa ulica, a zatem będę miała nieco aut w kadrze. Drugi mural nawiązywał do pomnika na Westerplatte i przedstawiał kamiennego lwa – najbardziej gdańskie ze zwierząt. Kawałek przed zakrętem w stronę Jelitkowa mieściła się szkoła podstawowa, jedna z tzw. „tysiąclatek”. Za skrzyżowaniem fotografowałam mniej, aczkolwiek za szerokimi pasami jezdni, ścieżek i zieleni, majaczył Park Przymorze. ostatecznie wysiadłam na pętli tramwajowej w Jelitkowie. Kilka tramwajów ustawionych równolegle do siebie, robiło niezwykłe wrażenie.

Uświadomiłam sobie, że naprawdę przez dłuższy czas mnie tu nie było i pomyślałam, że pod kątem odwiedzenia miejsc niewidzianych przez wiele miesięcy ten przejazd to był naprawdę ciekawy pomysł. Najpierw podeszłam nad zbiornik retencyjny Jelitkowska na Potoku Oliwskim. Obserwowałam sunące po tafli ptaki, z czego moją szczególną uwagę zwrócił łabędź. Następnie przeszłam przez ulicę do Parku Jelitkowskiego. Szłam ścieżką niemal na wprost ku morzu, ale zawróciłam z plaży dość szybko, bo docelowo planowałam odbić w stronę ujścia Potoku Oliwskiego. Stamtąd zawróciłam ku pętli tramwajowej i natrafiłam na martwe drzewo oznaczone szczególną tabliczką.

Aby pokonać dalszy odcinek, wsiadłam w tramwaj linii numer 6, którego patronem był Lesser Giełdziński. Tym razem jechałam w kierunku pętli w Oliwie. Jadąc przez Żabiankę, obserwowałam głównie blokowiska, aczkolwiek bliżej pętli znajdował się zabytkowy, ale opuszczony budynek dawnej zajezdni tramwajów konnych. Pojazd zatrzymał się akurat na czerwonym świetle, więc wstałam i podeszłam do okna naprzeciwko, wykorzystując fakt, że tramwaj był niemal pusty. Tymczasem po prawej stronie w oddali było sporo nowej zabudowy mieszkalnej, a następnie rozciągały się te w obrębie Parku Oliwskiego. Zwieńczenie trasy stanowiła parkowa brama. Po drodze szczególnie urzekł mnie domek z okiennicami z wyciętymi serduszkami.

Gdy wysiadłam na pętli tramwajowej w Oliwie, na początek sfotografowałam mural nawiązujący do klasztornej historii Oliwy. Uwieczniłam także samą pętlę, zwracając m.in. uwagę na widoczny w oddali wieżowiec Olivia Star. Na parę minut weszłam też do samego Parku Oliwskiego przez wspomnianą już bramę i przystanęłam kilkanaście metrów dalej, gdzie chłonęłam oczami jego wiosenną odsłonę.

Dalszy odcinek planowanej trasy pokonałam tramwajem linii numer 5, który jednak nie miał swojego patrona. Na trasie do Strzyży PKM pojazdem mocno trzęsło, więc i ze zdjęć byłam średnio zadowolona. Udało mi się usiąść w dobrym miejscu i jechać niemal pustym tramwajem, dla którego był to początkowy odcinek. Zamknęłam w kadrze ujmującą mnie uliczkę Obrońców Westerplatte, ale już z architekturą pojedynczych domów czy mijanym skwerem im. Ireny Jarockiej było dużo trudniej. Próbowałam też sfotografować kampus uniwersytecki i skoro miałam zamiar na następnym przystanku wysiadać, po prostu podniosłam się i stanęłam z przodu przy oknie. Chwilę później znajdowałam się już na przystanku Strzyża PKM.

Przeszłam ku PKM-ce i sfotografowałam umieszczone na jej filarach murale poświęcone kobietom związanym z Solidarnością. Gdy jednak podeszłam na pętlę tramwajową, sytuacja okazała się po raz pierwszy tego dnia niesprzyjająca. Po pierwsze na rozkładzie widniały linie 9 i 12, nie zaś 9 i 11, o czym informowała mapka linii tramwajowych z innego przystanku. Po drugie, tak czy inaczej, musiałabym dość długo oczekiwać na tramwaj, więc uznałam, że skupię swoją uwagę na zajezdni tramwajowej (tzw. Zajezdnia Wrzeszcz) i idąc chodnikiem cały czas naprzeciw niej, znalazłam się na tyle blisko przystanku tramwajowego Zajezdnia, że uznałam, że tam poczekam, co podjedzie.

A podjechała Elżbieta Koopmann Heweliusz, reprezentując tym razem linię numer 12. W pojeździe było dosyć ciasno, więc po prostu stanęłam przy drzwiach, żeby mieć dostęp do szyby. W miarę udało mi się złapać pomnik upamiętniający generała Maczka, ale już z Piłsudskim mi się nie udało. Przed Garnizonem i Galerią Bałtycką na widoku miałam murale na bocznych ścianach kilku sąsiadujących ze sobą bloków, a w okolicy Klonowej skwer z fontanną z rzeźbą ptaków wodnych. Niedługo później cieszyłam oko architektonicznymi perełkami Wrzeszcza, mijając m.in. Teatr Miniatura i otaczające go budynki. Tymczasem na ostatnim przystanku przed przesiadką tramwaj zatrzymał się idealnie tak, że drzwi przy których stałam były naprzeciw wiodącej ku Politechnice Gdańskiej ulicy Narutowicza.

Wysiadłam tym razem przy Operze Bałtyckiej, planując zmienić tor i odbić w stronę Brzeźna. Jednak musiałabym dość długo czekać na tramwaj linii numer 3, co uznałam za zbyt nieopłacalne. Wykorzystałam więc podjeżdżający tramwaj numer 2, by znaleźć się na Wyspiańskiego i zobaczyć, czy prędzej podjedzie trójka czy piątka. Czekając tak czy inaczej na tę drugą, zrobiłam sobie przerwę regeneracyjną.

Tramwajem bez patrona, linii numer 5, dojechałam do brzeźnieńskiej pętli. Po drodze próbowałam sfotografować parę rzeczy, takich jak Wydział Farmacji GUMed, ogródki działkowe i przedszkole Gedanii, jednak mocne światło i ruch tramwaju rozmywało kadry. Nieco lepiej, choć z oddali, wyszły zdjęcia zajezdni autobusowej. Także odcinek biegnący za łukiem drogi przebiegał dość spokojnie. Największą atrakcją był dla mnie zabytkowy dom przy Sterniczej. W samym Brzeźnie też postanowiłam spędzić chwilę nad morzem. Nie mogłabym również nie docenić Parku im. Haffnera. Walorów tej przestrzeni dodawał jeszcze odrestaurowany Dom Zdrojowy oraz kwitnące, nasadzone kwiaty.

Aby niczego nie ominąć, przejechałam spod Domu Zdrojowego, ponownie linią numer 3, do Grudziądzkiej, mijając przy tym chociażby kościół Św. Antoniego. Po przejechaniu całej pętli w obie strony pojazdami tej samej linii, znów znalazłam się przy brzeźnieńskiej pętli, oczekując już konkretnie na tramwaj linii numer 5.

Podjechał pojazd pod patronatem Leopolda von Wintera. Z jednej strony widziałam kilka samotnych, ale ciekawych budynków, na koniec taki należący do Straży Granicznej, ale historycznie związany z koszarami z końca XIX wieku, a następnie obozem przejściowym dla Polaków, z których część trafiła potem do Stutthofu. Tymczasem po lewej mijaliśmy dawny przystanek SKM Gdańsk Brzeźno, a w oddali majaczyła latarnia morska.

Tramwaj skręcił i kończył swoją trasę w Zajezdni Nowy Port, dlatego musiałam wysiąść szybciej. Biorąc pod uwagę częstotliwość kursów i zapętlenie tutejszych torów, postanowiłam przedreptać przez dzielnicę ich śladem. Uwieczniłam kilka budynków ceglanych bądź z ciekawymi zdobieniami. Z oddali, stojąc niemal przy torach, sfotografowałam tzw. Kościół Morski. Pokonałam też odcinek dzielący mnie od Nabrzeża Zbożowego, gdzie poza spichlerzami nacieszyłam oko stojącym tam jachtem sopockiego oddziału PAN oraz widniejącą po drugiej stronie Martwej Wisły Twierdzą Wisłoujście.

Zameldowałam się następnie na przystanku Marynarki Polskiej, gdzie wsiadłam w tramwaj linii numer 10, poświęcony Grassowi. Przy moim siedzeniu znajdowała się nalepka z fragmentem jakiejś jego powieści. Charakterystycznym obiektem, mijanym na tym odcinku był stadion, aktualnie ze względu na patrona noszący nazwę Polsat Plus Arena. Również sam przystanek miał innego rodzaju wiatę, komponującą się ze stylem stadionu oraz był większych gabarytów. Za węzłem Kliniczna tramwaj jechał wzdłuż stoczni, ale byłam zwrócona do niej tyłem, zaś przodem do torów SKM. Wiedziałam jednak, że nic straconego, co tym odcinkiem planowałam jeszcze wracać.

Za Zieleniakiem tramwaj stawał na Dworcu Głównym, gdzie przeszłam w kierunku przystanku dla tramwajów jadących w drugą stronę i czekałam już na docelowy czyli linii numer 8, którą zamierzałam dotrzeć aż do pętli na Zaspie. I wreszcie przyjechał, do tego pod patronatem tak lubianej przeze mnie Johanny Schopenhauer. Ze względu na duże obłożenie pasażerami, znów zostałam przy drzwiach.

Jadąc ósemką, część trasy powielałam, ale nabierałam też innej perspektywy, pokonując np. pierwszy odcinek w drugą stronę. Z okna tramwaju widoczne były: fragment muru berlińskiego, Liceum Ogólnokształcące nr 1, Europejskie Centrum Solidarności i budynki stoczniowe. Niestety nie zdołałam w ruchu uchwycić upamiętnienia pożaru w hali stoczni z 1994 roku. Dalej mieścił się dawny szpital przy Klinicznej i zauważyłam, że aktualnie budynek remontowano i w międzyczasie zmieniono nazwę przystanku na Politechnika SKM.

Choć kolejny odcinek powielałam jeden do jednego, to światło już było inne i Wydział Farmacji wyszedł na zdjęciu dużo lepiej. Przy ulicy Mickiewicza żałowałam, że nie mam opcji sfotografować kościoła, ale i na placu Komorowskiego trudno było zrobić dobre zdjęcie pomnika błogosławionego z tramwajowej perspektywy. Za to uwieczniłam budynek dawnego obserwatorium przy Legionów, który kiedyś był jedną z siedzib mojego wydziału – Wydziału Biologii Uniwersytetu Gdańskiego. Ostatni odcinek wiódł przez Zaspę i wieńczyła go właśnie zaspiańska pętla tramwajowa.

Muszę przyznać, że wycieczka szacowana na 3,5 godziny zajęła mi 5 godzin, co pewnie po części było spowodowane moimi przystankami w miejscach przesiadek spowodowanymi czasem moją chęcią zatrzymania się gdzieś chwilę dłużej, a czasem nie sprzyjał mi fakt, iż 2 maja obowiązywał sobotni rozkład jazdy. Tym niemniej miałam sporą satysfakcję z pierwszego etapu tej wycieczki i niemal od razu po powrocie zabrałam się za pisanie. I planowanie kontynuacji 😉

2 thoughts on “Z okna tramwaju #1

  1. Xyz says:

    Spodziewałem się opisu tras od pętli do pętli każdego tramwaju a tu misz masz. Twoja koncepcja jednak okazuje się być udana i w pigułce pokazujesz cześć miasta. Jak zawsze ciekawy punkt widzenia. 😀👍

    Odpowiedz
    1. Palcem po mapie, stopą po ziemi says:

      Dzięki za komentarz! 🙂

      Koncepcja mimo pozornego chaosu była celowa – nie powiela się odcinków, gdzie jeżdżą różne linie, ale też oszczędza sporo czasu, a zobaczy się tyle samo 🙂

      Choć muszę przyznać, że koncept przejazdu trasą każdej linii z osobna też mi chodził po głowie (:

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *