Czasem wybierałam się na zwiedzanie mniejszych dzielnic, możliwych do obejścia na raz, gdy miałam mniej czasu lub chciałam sobie poprawić morale dzięki widocznym postępom. Tym razem zapuściłam się dalej od swojego Przymorza i autobusem linii 227 skierowałam się ku Wzgórzu Mickiewicza. Przystanek autobusowy przy Łostowickiej mieścił się dalej niż na mojej mapie, więc zaczęłam tam, gdzie wcześniej planowałam zakończyć swój spacer. Choć jedna linia wprowadziła mi delikatne zamieszanie w moich planach, widok drugiej, lokalnej 195 bardzo mnie ucieszył. Pomyślałam, że zadbano o mieszkańców najmniejszej z gdańskich dzielnic.

Na Wzgórze Mickiewicza weszłam ulicą Wojskiego. Mieściła się tu tabliczka z nazwą dzielnicy oraz druga z informacją o objęciu całości monitoringiem. Postanowiłam najpierw odwiedzić północne odnogi Wojskiego. I tak zaczęłam od ulicy Księdza Robaka. Przed oczami stanęła mi momentalnie ekranizacja „Pana Tadeusza” i kreacja Bogusława Lindy. Przeszłam się między domami jednorodzinnymi. Zatrzymałam na moment wzrok na kwitnących różowych gladiolach. Budynki stały samodzielnie lub szeregowo, ale każdy miał swój indywidualny charakter ze względu na kolory lub zdobienia ścian. Następnie odwiedziłam ulicę Bartka i delikatnie się cofnęłam.


Ze zwiedzonymi północnymi uliczkami przeplotłam te na południe od Wojskiego. Ulica Stolnika doprowadziła mnie do ulicy Podkomorzego. Łukiem drogi dotarłam następnie do ulicy Asesora. Minęłam willę, nawiązującą nazwą do tego bohatera. Dalej moją uwagę zwróciły kwitnące maki i dom z azjatyckim (chińskim? japońskim?) symbolem na ścianie. Gdy ponownie znalazłam się na wysokości ulicy Stolnika, zobaczyłam rozstawione słupki ze względu na jakieś prace remontowe. Idąc dalej, dopatrzyłam się ładnych zdobień na ogrodzeniu – ptaszków i rzeźbionej kołatki.



Na wysokości ulicy Rejenta sporą część skrzyżowania rozkopano i odgrodzono. Za zwałami ziemi widziałam coś na kształt pasażu, a jeden z lokali zajmował się turystyką. Ulicą Rejenta wróciłam na Wojskiego i tym razem skierowałam się na północ w Dobrzyńskich, uprzednio rejestrując przystanek autobusowy wspominanej linii 195. Na końcu drogi pozwoliłam sobie spojrzeć jednak nieco dalej, na widoczne stąd blokowiska na Siedlcach. Minęłam także szereg szklarni stojących za murem.


Obejrzałam jeszcze ulicę Horeszków, która nie zgrywała mi się wcześniej z ulicami południowymi tak, bym przeszła się każdą. Tu też na skrzyżowaniu z Wojskiego trwał jakiś remont. Z powodu licznych działań naprawczych tę część spaceru mój mózg skojarzył z zapachem smoły.

Spacerując ze skupieniem na nazwach ulic, nie mogłabym nie zauważyć, że aż do tej pory wszystkie tabliczki były jednorodne. Moja pedantyczna natura miała ochotę pochwalić odpowiedzialnych za ów fakt, jednocześnie podpowiadając mi, że przy mniejszej dzielnicy łatwiej utrzymać taki stan rzeczy. Gdy jednak weszłam w ulicę Rusałki, poza standardową tabliczką wypatrzyłam także niebieską z białym napisem, na murze najbliższej posesji. Podczas dalszego etapu spaceru tej jednorodności mi zabrakło.

Niedługo później miałam okazję zobaczyć faktycznie przejeżdżający autobus lokalnej linii i przystanąć przy estetycznie zaaranżowanym skwerku, po czym weszłam w ulicę Jacka Soplicy, kierując się na południe. Wydało mi się to intrygujące, że ten bohater otrzymał aż dwie ulice, tak jak w naszej narodowej epopei przyjął dwie tożsamości. Tymczasem na trasie szczególnie zaintrygowały mnie opuszczony dom bez okien i skrzynka pocztowa z wzorem kojarzącym się z łąką.



Gdy dotarłam do ulicy Gerwazego i przeszłam się wzdłuż ekranów akustycznych, moją uwagę zwróciły obecne mimo to hałasy z drogi szybkiego ruchu. Zastanowiło mnie, że skoro dźwięki są słyszalne przy ustawionych ekranach, co działoby się bez nich i na ile mieszkańcom to przeszkadza, a na ile są przyzwyczajeni. Innym wątkiem, który podjęły moje swobodnie płynące myśli, był fakt, czy wszyscy patroni tutejszych ulic pochodzili z „Pana Tadeusza”, a może także z innych dzieł Mickiewicza. Znalazł się tu przecież także bohater historyczny – Domeyko, choć mickiewiczowską postać łączyło z nim raczej jedynie nazwisko. Ot, zagwozdka!
Na ulicy Gerwazego dopatrzyłam się tabliczki o „złym i głodnym psie”. Dotarłam najpierw do ulicy Jankiela, a dalej weszłam na wiadukt nad aleją Armii Krajowej. Spojrzałam jednak nie tylko na śmigające dołem auta, ale też wysoko w górę na przelatujący akurat samolot. Po paru minutach wróciłam do zwiedzania dzielnicy i najpierw skierowałam się ku ulicy Telimeny.






Odchodziła od niej ulica Filaretów, mająca po jednej stronie przestrzeń zarośniętą drzewami, a po drugiej domy. Przespacerowałam się dalej ulicą Świtezianki, która biegła dwoma prostopadłymi odcinkami, z czego przy jednym z nich mieściły się ogródki działkowe. Właściwie podczas całej wycieczki miałam kilka przystanków z powodu przyciągającej oko roślinności.



Kolejnej ulicy patronowali Filomaci, ale po obejrzeniu jej z tego końca ruszyłam do końca ulicy Świtezianki. W ten sposób dotarłam do ulicy Pana Tadeusza, gdzie mieściła się nawet willa pod jego patronatem. Sam budynek miał ciekawą, addytywną bryłę.
Na najbliższym zakręcie skierowałam się w prawo, by nie pominąć ulicy Maryli. Dopiero wtedy zdecydowałam się na nawrotkę aż do Nowogródzkiej. Między nią a ulicą Zosi, którą od pierwszej wizyty tutaj kilka lat temu zakodowałam jako ulicę jednokierunkową, gdy dopatrzyłam się łamiącego zakaz wjazdu kierowcy, biegła jeszcze ulica wspomnianego wcześniej Domeyki.




Kilka ostatnich ulic – Zosi, Protazego, Macieja i drugą część ulicy Soplicy, przebyłam metodą harmonijki, dreptając między dwiema głównymi drogami dzielnicy – Wojskiego i Pana Tadeusza. Przy tej okazji wypatrzyłam białą limuzynę, sklep i przydrożny krzyż oraz kilka przystanków autobusowych.



Skraj ulicy Pana Tadeusza biegł ostro w dół i niczym serpentyna. Stamtąd skierowałam się ku Emaus, skąd planowałam złapać powrotny autobus. Po tym krótkim spacerze Wzgórze Mickiewicza wydało mi się dość jednorodną, a przez to niezbyt odkrywczą dzielnicą, gdzie nie znalazłam wielu niesamowitych widoków. Należało jednak przyznać, że stanowiło ciekawą enklawę i miało parę punktów, które pozwalały obserwować dzielnice wokół. A to warto docenić!

Więcej o tym projekcie poczytasz <tutaj> 🙂
Sprawdź także więcej kadrów ze spaceru po Wzgórzu Mickiewicza!
