Poniedziałek rozpoczęłyśmy od odwiedzin w Dyrekcji Parku. Choć znałyśmy tam jedną osobę, inni pracownicy też niesamowicie się zaangażowali, opowiadali nam o różnych szlakach, dostałam super mapę całego Parku i okolic z detalami, parę innych drobiazgów, co nieco też dokupiłam w sklepiku… Krótko mówiąc, wyszłam obłowiona. Poza tym jeden z panów oprowadził nas po sali z makietą, gdzie prowadzą zajęcia dla dzieci, a w korytarzu wypatrzyłam galerię gatunków chronionych w Polsce.


Później wybrałyśmy się busem do Michniowa, gdzie mieściło się Muzeum Martyrologii Wsi Polskich. Poza pietą, mauzoleum i nagrobkiem, rzeczywiście było tam muzeum z trzema wystawami do obejrzenia. Pierwsze dwie były czasowe – jedna dotyczyła Piłsudskiego, druga – dzieci podczas II wojny światowej i to ona zainteresowała mnie najbardziej. Ostatnia opowiadała o rzezi, jakiej w Michniowie dokonali hitlerowcy w dniach 12-13 lipca 1943 roku. Zamordowali wówczas 203 obywateli, przy czym jeden był przyjezdny. Najstarsi mieli 70 lat, ale wśród ofiar znalazł się też 9-dniowy chłopczyk, ponoć dokładnie tego dnia został ochrzczony. Pan z obsługi pokazał nam zdjęcia jego, jego rodziców (mieli po dwadzieścia parę lat!) i 2-letniej siostrzyczki – wszyscy wtedy zginęli. Wpisałyśmy się do księgi pamiątkowej, nim ruszyłyśmy dalej.


Pieszo udałyśmy się w stronę Góry Św. Barbary, gdzie znajdowała się kapliczka i skąd ponoć miała być ekstra panorama. Owszem była ładna, ale nie wybitna.



Następnie próbowałyśmy łapać stopa, ale zatrzymał się dopiero bus do Bodzentyna. Pan wysadził nas w okolicy Dyrekcji Parku, skąd ruszyłyśmy drogą na Psary, na szlak zielony. Początkowo szłyśmy asfaltem, mijając tylko domy i kościół, później wchodziło się w las. Podejście było strome i sprawiło mamie sporo trudności, ale dalej droga biegła dość równo. Popadywał deszcz, ale nieszczególnie mocny i padało ledwie parę minut.


Nie udało się nam jednak dotrzeć do celu – Bukowej Góry. W połowie szlaku nie mogłyśmy dostrzec dalszej drogi i zawróciłyśmy, by nie spóźnić się na obiad. Zeszłyśmy poprzeczną drogą do innej części Psar, skąd busem dojechałyśmy do Bodzentyna. Wieczór spędziłam na pisaniu pocztówek (w sumie moich, mamy, wspólnych i konkursowych było 20!).

