Witajcie, rozpoczynamy nowy rok, tym razem 2019. Taki przełom w kalendarzu nierzadko sprawia, że stawiamy sobie jakieś cele. Postanawiamy, że w kolejnym roku już na pewno się za coś zabierzemy, że coś zrealizujemy. Wychodzi… różnie.
Wszystko zależy od tego, jakie cele sobie postawiliśmy i… jak wiele. Na niektórych motywująco działa podzielenie drogi do celu na mniejsze etapy, wtedy widzimy, jakie zrobiliśmy postępy. Ja rok temu wymyśliłam, że celów będzie dwanaście, statystycznie rzecz ujmując po jednym na miesiąc, choć niektóre wymagały ode mnie szybkich decyzji, a na inne pracowałam cały rok.
Udało mi się zrealizować ponad połowę, co uważam za całkiem niezły wynik. Zwykle wyobrażam sobie, że zrobię dużo więcej niż pozwolą mi na to realia czasowe, nieważne, czy mam na coś dzień czy rok 😉 Niemniej jednak papier (słowo?) ma dla mnie moc sprawczą i mobilizuje mnie do działania nawet wtedy, gdy wiem, że nie ze wszystkim zdążę. Jednak dzięki temu i tak jestem dalej niż byłabym, gdybym z założenia uznała, że to bez szans i nawet nie zaczęła 😉
W tym roku na pewno ponowię postanowienia czytelnicze czy „sportowe”, choć dla odmiany nadam im inną formę niż rok temu. Dopiszę rzeczy, które planowałam zrobić, a 2018 okazał się za krótki 😉 I chociaż rozpisałam sobie tych postanowień aż 14, w samej ich treści zdecydowanie stawiam na jakość, nie ilość.

Właśnie z tego powodu w kolejnym roku nie będzie dwóch wpisów tygodniowo. Jednocześnie pracuję i wracam do roli uczennicy, co nie jest łatwo pogodzić, a nie chcę mieć poczucia, że piszę dla Was, bo kalendarz mnie goni 😉 I oczywiście chcę mieć też czas żyć i odkrywać 🙂 Dlatego pozostanę przy wtorkowych wpisach, a raz lub dwa razy w miesiącu dostaniecie wpis bonus, spoza projektów miejskich (póki co chodzi za mną pomysł pierwszej lub ostatniej soboty miesiąca).
Oczywiście dalej zamierzam podróżować. Czekają kolejne Parki Narodowe, bo dotąd zwiedziłam ich pięć. Opisy też będą się tu pojawiały, bym wreszcie była na bieżąco z tym tematem na blogu 😉 Pewnie po Pomorzu też się pokręcę 😉 A jako, że jestem w trakcie kursu przewodnickiego, skupię się także na przestrzeniach, których tematykę on obejmuje.
A Wy, może postanowicie poznać swoje miasto lepiej? Jak zapewne zdążyliście się zorientować, nigdy nie byłam standardowym turystą, do czego i Was pragnę zachęcić. Jeśli chodzi o Gdańsk, na pewno pomogłaby Wam w tym moja książka, o której wydanie wciąż walczę. Czytanka sporych gabarytów, opatrzona wyselekcjonowaną z dwudziestu czterech tysięcy niemal dwusetką zdjęć. Publikowane tu materiały absolutnie nie były 1:1 kopią rozdziałów z książki, tam będzie można znaleźć dużo więcej detali, anegdot i ciekawostek 🙂 W kolejnym roku podejmę kolejne próby jej wydania. A może ktoś z Was ma pomysł, kto mógłby być zainteresowany wydaniem takiej książki? Zdecydowana większość z Was obraca się w gdańskich realiach i na pewno są miejsca, gdzie jeszcze nie próbowałam 😉

Na koniec chciałabym życzyć Wam, abyście w tym nowym roku spróbowali spojrzeć na pewne rzeczy świeżym okiem i poczynili odkrycia, których sami byście się nie spodziewali! 🙂
