Muralami Zaspa słynie – ten od razu pokochałam!

Myślę, że po dwóch poprzednich wpisach (patrz: pierwszy i drugi) nie macie już wątpliwości, że Zaspa jest warta odwiedzin, chociażby ze względu na walory estetyczne. Przedstawiłam Wam subiektywną listę 20 najciekawszych malunków i pokusiłam się czasem o interpretację, a czasem o podzielenie się z Wami uczuciami i myślami, jakie we mnie budzą.

Dziś jednak przyszła pora na mural wyjątkowy. Żaden inny nie chwycił mnie za serce od pierwszego wejrzenia. Żaden też nie sprowokował mnie do przyjrzenia mu się aż tak detalicznie. Jeżeli będziecie w pobliżu ul. Skarżyńskiego 10, przystańcie na moment i sprawdźcie, jakie emocje wzbudzi w Was obraz argentyńskiego twórcy Gualicho. Mural powstał w 2014 roku i otrzymał tytuł  Eternia. Na mapce całej kolekcji nadano mu nr 13, a na oficjalnej stronie kolekcji zaspiańskich murali opisano go następująco: Eternia pokazuje świat w świecie, mikro i makrokosmosu, odwieczny cykl dnia i nocy, narodzin i śmierci, powstania i upadku. Oddech, który daje życie, daje również śmierć. Szczęście jest drogą do osiągnięcia wewnętrznego stanu umysłu, w którym widzimy rzeczy, takimi, jakie są bez żadnych dodatków.”

Postanowiłam zestawić swoje obecne odczucia z tymi, które towarzyszyły mi podczas pierwszej wizyty w tym miejscu, właśnie w 2014 roku:

„(…) A ów mural przy Skarżyńskiego 10 był rzeczywiście inspirujący. Widziałam w nim Boga, kreowanego przez ludzkość od lat na siwego dziadka z brodą. Trzymał w ręku coś na kształt kuli. Było w niej słońce, a jednocześnie księżyc. Zastanowiło mnie jedynie, dlaczego z jego głowy wyrasta malutki ludek. Odpowiedź, choć rzecz jasna moja własna, przyszła do mnie momentalnie. Człowiek wyrasta jako twór wyobraźni Stwórcy. Ta dam!

Wszystko pięknie, ale gdy pisząc te słowa, oglądam mural jeszcze raz, widzę luki w mojej interpretacji. Starców jest dwóch. Drugi ma kołnierz jakby z rybich łusek, a w dłoni trzyma czarną kość. W jego głowie również pływa mały ludek. Obaj mężczyźni stoją nad miastem, o budynkach rodem z Aladyna (aczkolwiek autor jest Argentyńczykiem). I choć za nimi znajduje się mnóstwo pustynnego piachu, wygląda to tak, jakby zamknięto ich w pojemniku wypełnionym wodą. Ponad powierzchnią widnieje parę wolnych ludzików. Czy rzeczywiście? Pesymista uzna zapewne, że spadają i zaraz utoną. Optymista, że lecą ku znajdującemu się wyżej słońcu. Realista zauważy, że wyrastając w głowie pierwszego z kreatorów, przekraczają ognisty portal na nieboskłonie i wpadają głową w dół w świadomość drugiej postaci.

A jakie uczucia towarzyszą mi obecnie?

Gdyby przyjrzeć się górnej części muralu, rzeczywiście widzimy taflę wody, a w zbiorniku oraz ponad nim postaci, które poruszają się po okręgu. Z jednej strony wznoszą się w kierunku swoistego portalu, z drugiej ten portal opuszczają i jakby nurkują. Na ile jest to ruch zależny od nich?

Ponad górami i warstwą chmur znajduje się ogromne słońce. Z czysto naukowego punktu widzenia potrzebujemy jego energii do życia, a nawiązanie muralu do życia człowieka zdaje się raczej oczywiste. Owo słońce wypluwa z siebie kroplami nieokreśloną materię. Jaki ma ona wpływ na to, co dzieje się niżej? Czy spójność koloru tej materii i odrzwi portalu to celowy zabieg? Czym są zielonkawe elementy, które towarzyszą słońcu?

Nie mniej ciekawy jest dół obrazu. Mamy tu dwóch starców, zwróconych do siebie, a jednak w pewnym sensie ze sobą kontrastujących, jeden ma jasną szatę, drugi ciemną. Jeden trzyma czarną kość, która może być symbolem śmierci? Drugi dzierży w dłoni jasną kulę ze słońcem i księżycem. Zmiana dnia i nocy może odnosić się do upływu czasu i… życia.

Dopiero teraz, po latach, dostrzegłam także, że granicę całej scenki rozgrywającej się między nimi również stanowią dzień i noc. To niesamowite, że z każdym spojrzeniem na ten mural odkrywam coś nowego.

Starcy stoją ponad miastem, które kojarzy mi się baśniowo, z Aladynem. Czuję od razu to ciepło, podziwiam piękno i odrębność budowli. Jednak dopiero po latach dostrzegłam coś więcej…

Pomiędzy dachami jeden wybitnie się wyróżnia. Widnieje na nim… oko. Zastanawia fakt, czyje to oko może być i czy z takiego wycinka można już odczytać emocje i zamiary? Czy owo oko ma pilnować zgromadzonej w mieście ludności, by stojący ponad miastem starcy mogli otoczyć je opieką? A może wręcz przeciwnie, jest to bardziej forma inwigilacji z ich strony?

Najbardziej intryguje mnie jednak fragment ukazany w kadrze powyżej. Podtrzymałabym tu moje zdanie sprzed tych kilku lat. Człowiek jest w pewnym stopniu kreacją. Nasza rodzina i środowisko wykreowali metaforyczny szkielet, który obudowujemy każdym życiowym doświadczeniem. Wpojone nam wartości i nasze przeżycia sprawiają, że jesteśmy właśnie tacy, jacy jesteśmy.

Mural za każdym razem generuje we mnie nowe pytania. I, jak zawsze w kontekście sztuki, czym innym okazuje się „co autor miał na myśli” i „co dostrzega odbiorca”.  Sztuka powinna raczej pomagać nam zaglądać do wnętrza samych siebie, odnajdywać dotąd zakopane myśli i uświadamiać nas o ich istnieniu. Wydaje mi się, że najważniejsze, by sztuka poruszała serca i skłaniała do refleksji. Prezentowany dziś obraz wypełnia to zadanie w stu procentach!

1 thought on “Muralami Zaspa słynie – ten od razu pokochałam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *