Muralami Zaspa słynie – odsłona pierwsza

Jakiś czas temu (we wrześniu) obchodziłam urodziny. Starałam się porozmawiać choć przez chwilę z każdym z gości. Z jednymi widywałam się bardzo często, z innymi rzadziej, więc cieszyłam się, mając okazję nieco nadrobić. Nie o wszystkim chcemy lub możemy jednak porozmawiać w większym gronie i tak było też tym razem. Kolega zauważył, że kiedy realizowałam projekty miejskie, a on aktywnie w nich uczestniczył, byliśmy na bieżąco z wydarzeniami z naszego życia. Momentalnie zaproponowałam mu, byśmy znów odbyli jakiś wspólny spacer, a że sporo obydwoje pracowaliśmy, uznaliśmy, że wybierzemy motyw gdański.

I tak padło na murale na Zaspie. Gdy szukałam gdańskich lwów, w punkcie informacji turystycznej dorwałam mapkę wszystkich malunków i właśnie wedle jej wskazówek postanowiłam się przespacerować. Znalezienie kompana do tego przedsięwzięcia dodatkowo mnie zmotywowało.

Podzieliliśmy całość na dwa spacery, bo mieliśmy jedynie popołudnia w tygodniu, a i tu dużym ograniczeniem był szybko zapadający zmrok. Linię podziału stanowiła aleja Jana Pawła II. Fotografowałam i odczytywałam numerki z mapy, a kolega wynotowywał je wraz z naszymi skojarzeniami z danym obrazem. W ten sposób zebraliśmy uporządkowany materiał, który pozwoliłby na odtworzenie dokładnie całej trasy. Jednak nie chciałabym Wam w najbliższych wpisach przedstawiać całości, bo murali jest ok. 60! Wybrałam 10 z każdego spaceru, a w trzecim wpisie znajdzie się jeszcze jeden, dla mnie wisienka na torcie <3

Mural nr 54 (ul. Dywizjonu 303 33)
Przedstawia dwóch Polaków, którzy na pewno są jednymi z najbardziej rozpoznawalnych w skali świata. Zaczynam od tego muralu, bo postać papieża Polaka idealnie pasuje do sąsiadującej z blokiem al. Jana Pawła II, przy której zaczął się ten spacer, a prezydent Lech Wałęsa pojawił się także w nieco bardziej pikselowym muralu, który podczas drugiego spaceru znaleźliśmy przy ulicy Pilotów.

Mural nr 29 (ul. Nagórskiego 11)
Ten malunek określiliśmy po prostu jako wojenny. Jakkolwiek wojna jest czymś absolutnie makabrycznym, niewątpliwie ten okres historii budzi moje największe zainteresowanie. Czytamy o II wojnie światowej z ciekawością, cieszymy się, że nie przeżywamy tego na własnej skórze, nierzadko podziwiamy tych, którzy mieli odwagę bronić narodowej tożsamości. Zastanawiamy się też, jak toczyły się losy zwykłych ludzi, poza frontem. I chyba te są dla mnie jeszcze bardziej przejmujące.


Mural nr 9 (ul. Nagórskiego 9)
To graffiti dało mi tak naprawdę do myślenia dopiero w domu. I przypomniało mi, jak ostatnio usłyszałam od jednego z przyjaciół, że lubi mnie za to, że jestem na przekór trendom (tak, ja też to w sobie lubię). Gdy patrzę na dorosłego, widzę, jak próbuje ułożyć to dziecko w pewien określony sposób. Dorosły wydaje się już poukładany i w ten sam sposób stara się modelować swoje dziecko. Pytanie, czy każdy powinien być ułożony tak samo, czy może warto mieć nieco odrębności? Gdyby skupić się na scence na pierwszym planie, widzimy dziecko, które ma swój sposób myślenia i w ten sposób kreuje świat wokół siebie (pod postacią kolejnej kostki). No właśnie, kreuje! Jest kreatywne, nie ulega schematom, ale tworzy coś własnego. Realizuje swój autorski pomysł. A tych ułożeń kostki może być naprawdę wiele. Każdy może mieć własny sposób postrzegania świata. Częściowo podobny do jakiejś grupy społeczeństwa, ale nieidentyczny, bo zawsze coś go wyróżni. Może warto znaleźć takie wyróżniki także w nas samych? 🙂

Mural nr 22 (ul. Bajana 5)
Tym razem nie pokuszę się o szeroką interpretację. Ten mural po prostu mi się podoba pod kątem estetyki. Jest prosty, nieprzeładowany. Teraz, kiedy już popłynęłam z interpretacją przy poprzednim obrazie, dostrzegam i tu pewien kontrast. Jednocześnie świat pędzi w stronę konsumpcjonizmu, ale gdzieś w nas jest jednak tęsknota za naturą, za harmonią z samym sobą. Ale może nadinterpretuję 😉

Mural nr 28 (ul. Bajana 11)
Ten mural wybrałam z powodu motyli i szkieletu dinozaura (?). Tak zwyczajnie, odezwała się we mnie natura biologa 🙂

Mural nr 7 (ul. Skarżyńskiego 12)
Zapisaliśmy sobie ten mural jako „mozaikę”. Kojarzy mi się z witrażami, gdzie każdy detal, każdy fragment musi być wykonany pieczołowicie i z najwyższą dokładnością, bo liczy się nie tylko ten detal jako on sam, ale przede wszystkim wyselekcjonowane detale składają się w piękną całość. Nie wiem, czy też macie takie odczucie, ale dla mnie wygląda to niezwykle realistycznie. Całkiem ciekawie wkomponowano motyw pociągu, ale w chaszczach czai się coś jeszcze! Widzicie? 😉

Mural nr 9 (ul. Dywizjonu 303 13)
To graffiti zwróciło moją uwagę już w 2015 roku, ale nie tylko moją, bo także mojej ówczesnej towarzyszki wycieczki. Skupiło na sobie naszą uwagę z jednej strony wyznaniem miłości osoby bez określonej twarzy, z drugiej zaś motywami patchworkowymi i brakiem ciągłości postaci.

Przedstawię jeszcze dwie klatki bloku przy ul. Dywizjonu 303 5. Chociaż tak naprawdę o każdej można by napisać z osobna. Przykuwają uwagę i jeśli będziecie kiedyś w okolicy, warto je obejrzeć 🙂 Zapadają też w pamięć, o czym niech zaświadczy fakt, że gdy zbliżaliśmy się do tego bloku, zapowiedziałam koledze, że pokażę mu coś genialnego i doskonale pamiętałam klatkę z motywem łąki. Cudownie było te pozostałe odkryć na nowo i nacieszyć nimi oczy po raz kolejny.

A na koniec…
Mural nr 52 (ul. Skarżyńskiego 14)
Pośród zaspiańskich murali podobają mi się też te patriotyczne. Ten na pewno do nich należy. Westerplatte to obszar wyjątkowy. Byłam tam kilka razy i z pewnością jeszcze nie raz i nie dwa wrócę. Poza odebraniem lekcji historii można się tam wyciszyć, a spacerowe tempo i specyfika miejsca skłaniają do życiowych refleksji. Z całą pewnością polecam!

Tyle ode mnie na dziś. Już w sobotę zapraszam Was po kolejną porcję murali, a za tydzień podzielę się z Wami malunkiem, który najbardziej lubię i spróbuję dociec, dlaczego właściwie padło na niego. Do zobaczenia! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *