Młyniska – „Uwaga, kontrola!”

Wiecie, zastanawiałam się, jak przygotować ten wpis. Bo właściwie Młyniska realizowałam do spółki z Górnym Wrzeszczem. Ale przecież to spory obszar i zwiedzenie go zajęło mi aż siedem spacerów! Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie zmieścić tego w jednym tekście. Zwłaszcza, że każda z tych przestrzeni kojarzyła mi się indywidualnie, z czymś zupełnie innym. A do tego zdjęcia, z których naprawdę ciężko byłoby wyłuskać tylko kilkanaście.

Dziś zaczniemy od Młynisk, która to dzielnica obejmuje między innymi tereny stoczniowe. Zanim jednak tam dotarłam, przeszłyśmy się z koleżanką po Zielonym Trójkącie i okolicy. Całkiem ciekawa nazwa ulicy i tak po prawdzie, w życiu bym się nie spodziewała, że w kolejnych latach wielokrotnie przyda mi się wiedza o takiej drodze, a rzeczywiście w różnym kontekście pomocna okazała się ta orientacja w nazewnictwie ulic. W tej części Młynisk znajdziemy chociażby szkołę i kościół, takie podstawowe punkty odniesienia. Jest trochę zabudowy mieszkalnej, trochę zakładów przemysłowych.

Opowiem Wam jednak pewną historię, która doskonale oddaje mój stan podczas zwiedzania. W okolicy supermarketu zorientowałyśmy się, że prowadzą tam jakąś akcję specjalną. Przez megafon dało się usłyszeć różne informacje, a w pobliżu spacerował pracownik w stroju Kłapouchego. Stwierdziłam, że taki ewenement warto uwiecznić i z przyjemnością stanęłam do wspólnego zdjęcia. Natomiast moja towarzyszka miała nietęgą minę. Chyba liczyła na to, że pójdziemy sobie, nim maskotka sklepu do nas podejdzie, a dla mnie taka przygoda była dodatkową atrakcją 😉 Ów bohater ponoć nawet coś mówił, zmierzając ku nam, ale byłam totalnie zaabsorbowana robieniem zdjęć przestrzeni wokół i nie wyłapałam tego. Gdy Kłapouchy po wspólnym zdjęciu zawrócił w stronę supermarketu, koleżanka przytoczyła mi tę sytuację ze swojej perspektywy. Jakże była odmienna od mojej. Dodatkowo uświadomiła mnie, że dziewczynki z balonikami komentowały, kiedy robiłam im zdjęcie. Pomyślałam: jakie dziewczynki? Koleżanka opowiedziała, który to był moment. Kilkanaście minut wcześniej fotografowałam jedynie krótką uliczkę z blokami w pobliżu szkoły, by udokumentować, że nic więcej tam nie było. W kadrze znalazły się przypadkiem dwie dziewczynki w wieku szkolnym, które rzeczywiście niosły baloniki! I były szczerze przekonane, że robiłam im zdjęcie właśnie ze względu na baloniki w ich dłoniach 🙂

Inną rolę przypisali nam także sami stoczniowcy. Gdy znalazłyśmy się przed jednym z wjazdów, postanowiłam zrobić kilka szybkich, orientacyjnych ujęć, po czym nanieść na mapę pokonany już odcinek trasy. Musiałyśmy przy tym wyglądać z koleżanką na jakąś kontrolę, bo panowie zaczęli się nam bacznie przyglądać i znacząco przyspieszyli swoje działania 😉 Troszkę nas to rozbawiło i próbowałyśmy wejść w rolę. Przechodząc dalej, zaczęłyśmy rozmawiać ze sobą po angielsku. Niedługo jednak, bo nie mogłyśmy powstrzymać śmiechu z samych siebie 🙂

Dalszy odcinek drogi doprowadził nas do kolejnych szlabanów i tym razem pani w firmowym polarze (nie wiem, czemu pamiętam, że nosiła polar, a nie jej twarz) poinformowała nas, że dalej znajdują się wewnętrzne drogi, które nie nadają się do zwiedzania. Potulnie zawróciłyśmy 🙂

Tereny stoczni są niezwykle ciekawe, niezależnie od tego, jaką przyjmiemy perspektywę. Stawałam pod stoczniowym dźwigiem, stając się maleńka na jego tle, a z drugiej strony wystarczyło, że wdrapałam się na wiadukt, by to stocznia wydawała się wcale nie taka ogromna 🙂 Rozciągał się stamtąd także widok na centrum Gdańska.

W okolicy Twardej mamy z kolei wiadukty, których filary pokryte są graffiti. Wiele razy obiecywałam sobie, że kiedyś przespaceruję się tam i je obfotografuję, ale póki co jakoś mi nie po drodze.

Sztuka może jednak wyrażać różne rzeczy i przyjmować wiele form. Radosne kolorowe graffiti wzbudzi inne emocje niż kawałek zapisanej kredą tablicy, który widzicie poniżej.

Nie da się też przejść bez emocji obok pomnika, który upamiętnia pożar z 24 listopada 1994 roku. Pewnie niejedno z Was słyszało też cytowaną tam piosenkę Golden Life.

O kwestie bezpieczeństwa można się otrzeć, spoglądając na ścianę budynku niemal naprzeciw Sali BHP oraz wewnątrz niej. Gdy zwiedzałam ją w 2015 roku, sporo materiałów dotyczyło Inki, bo był to temat bardzo na czasie. Ale nie mniej intrygujące były tablice określające zachowanie się w pracy i dbałość o bezpieczeństwo swoje i innych.

Zwieńczeniem tego wpisu niech będzie Plac Solidarności. Znajduje się tam Europejskie Centrum Solidarności, Pomnik Poległych Stoczniowców 1970 oraz coś na kształt ściany pamięci. I chyba ta ostatnia zostanie mi w pamięci najdłużej, zresztą sami zobaczcie:

Młyniska to z pozoru dzielnica, która nie skusi turysty. A jednak zaskoczyła mnie, bo naprawdę ma co pokazać!

2 thoughts on “Młyniska – „Uwaga, kontrola!”

    1. Palcem po mapie, stopą po ziemi says:

      Michale, bardzo dziękuję za dodatkowe informacje! 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *