Mieszkałam na Brzeźnie przez rok. Mając do morza mniej niż 10 minut pieszo, odwiedzałam je dość regularnie, choć jak to zwykle bywa, im coś przychodzi nam łatwiej, tym mniej to doceniamy. Lubiłam tę przestrzeń, zatem przyjemnością był dla mnie również powrót do Brzeźna w ramach dwóch projektowych spacerów około półtora roku później.

Pierwszy z nich przebiegał w pobliżu plaży. Zaczęłyśmy w okolicy akademika Uniwersytetu Gdańskiego, który przez rok był moim gdańskim domem. Odwiedziłyśmy z koleżanką molo i spacerowałyśmy pobliskimi alejkami. Podziwiałam żywioł pod postacią spiętrzających się fal. Chłonęłam szum wiatru. Obecnie na molo gości jeden z gdańskich lwów, a w sezonie wiosenno – letnim tutaj robiłam nawrotkę podczas swojej trasy biegowej. Gdy jednak realizowałam swój projekt w 2014 roku, aura za oknem była (jak i teraz) iście jesienna, a do tego szybko zapadał zmierzch.

Udało nam się jednak przespacerować jeszcze drobnymi, nierzadko brukowanymi uliczkami, sąsiadującymi z morzem tak, aby skończyć znów w okolicy akademika. Minęłyśmy przy tym kościół św. Antoniego, do którego chodziłam przez ten rok i jedyne co pamiętam, to że zawsze było mi w nim zimno, choć chyba podobał mi się wizualnie i dobrze się w nim czułam. Z chęcią bym tam wróciła i zobaczyła, jakie emocje to we mnie wzbudzi.

Drugi spacer po Brzeźnie był zupełnie inny. Przebiegał bliżej trasy tramwaju i na pograniczu z Nowym Portem. Wraz z kolegą mijaliśmy rzędy domów, rzędy garaży, rzędy sklepów i rzędy drzew. Zaintrygował mnie widoczny na blokach skrót PCK na ulicy Polskiego Czerwonego Krzyża zamiast jej pełnej nazwy.

Natknęliśmy się na niejedno ciekawe graffiti, a nawet na auto, które całe było w drobnych malunkach. Szczególnie ciekawe były obrazkowe nawiązania do ikon kina na budynku Projektorni – oddziału Gdańskiego Archipelagu Kultury. Nie mogło też zabraknąć graffiti Lechii Gdańsk.

W terenie spotkaliśmy też moją koleżankę ze studiów. Ponownie spotkałam się ze zdziwieniem i reakcją pt. „masz za dużo wolnego czasu?” 😉 Nigdy, nawet na początku projektu, nie uważałam czasu poświęconego na wycieczki za stracony. Z każdą kolejną uliczką stawałam się coraz bardziej świadoma miasta, które wybrałam sobie na swoje miejsce zamieszkania. Nawet w dzielnicy, którą eksplorowałam wielokrotnie, natrafiłam na nieznane zakamarki.

Czego mogłam zatem oczekiwać po dzielnicy, w której jeszcze nigdy nie byłam? O tym poczytacie już następnym razem! 🙂

Bardzo ładne malunki 🙂 Brzeźno jest dla mnie dość szczególnie, ponieważ długo jeździłem tam na korepetycje z rosyjskiego z babką z Lwiego Zamku i z jeszcze jednego powodu: kiedyś po koncercie Jessie Ware w Sopocie umówiliśmy się z koleżanką z Sopotu, że odprowadzę ją na busa do Katowic…w bardzo dosłowny sposób, tzn. że przejdziemy plażą przez cały gdański brzeg do Brzeźna i dalej na dworzec. To był dobry pomysł, dopóki nie postanowiłem pokazać jej też stadionu, bo tam trochę pobłądziliśmy, ale udało się trafić na czas. Jak widać – niektórzy naprawdę lubią chodzić, a może dodatkowo wyzwala w nich energię. Koleżanka nazywa się Karolina Orzoł, więc chciałem jej pokazać, gdzie w Brzeźnie jest ulica Orla, ale nie miała siły już tam ze mną podejść.
PS. Według danych GUS, nie możemy się zdecydować jak honorować Czerwony Krzyż. Mamy około 40 ulic Polskiego Czerwonego Krzyża, około 50 ulic PCK i około 30 Czerwonego Krzyża (m.in. warszawskie Powiśle i centrum Elbląga).
Nie wiem, czy Cię to zaskoczyło, ale dla mnie to też ważna dzielnica, bo… mieszkałam tam przez rok. Tak, tam też 😉 Zresztą piszę o tym na samym początku.
Co do okolic stadionu, jak się nie orientujemy w całości, to rzeczywiście łatwo pobłądzić.
Z tego co rozumiem, koleżance energii ciut zabrakło, ale jak Ty tak lubisz chodzić, to serio warto kiedyś zrobić jakąś wspólną wędrówkę… 😉
Ooo, niezwykła ciekawostka w kwestii PCK! Dziękuję!
Żebyś wiedziała – Karolinie zabrakło energii, im bliżej alei Zwycięstwa (bo szliśmy Marynarki Polskiej, pierwotny plan zakładał Hallera) tym częściej domagała się drogi na skróty i nie dawała sobie wytłumaczyć, że najszybciej będzie bez wydziwiania 🙂 Szans na nadrobienie nie ma, bo jakiś czas temu zabroniła zwracać się do siebie per Orzoł, Orzeł, Orzołek itp. Jej nazwisko – jej prawo! (notabene kiedyś mieszkałem blisko Orlej w Warszawie)
stan nazewnictwa ulic można w każdej chwili sprawdzić pod tym adresem http://eteryt.stat.gov.pl/eTeryt/rejestr_teryt/udostepnianie_danych/baza_teryt/uzytkownicy_indywidualni/wyszukiwanie/wyszukiwanie.aspx?contrast=default Nazwy ulic to moje ulubione źródło ciekawych biografii po cmentarzach (jest jeszcze źrodło numer trzy – nadania orderów), ale nietypowych patronów szybciej znaleźć w dziennikach urzędowych województw, miast albo po prostu w Google.
Zapraszam na spacer po moich okolicach, ale podczas naszego doszedłem tez do wniosku, że miałbym mnóstwo do skomentowania, gdyby były tu też posty o dzielnicach Gdyni. To miasto jest już dla mnie nabrzmiałe wspomnieniami. Byłby w stanie w nim sporo ciekawego pokazać, nawet jeżeli tylko na zasadzie „tu było, tu stało”.