Po pierwszej wycieczce przez Chełm w towarzystwie przyszła pora na drugą wyprawę – ostatecznie okazało się jednak, że w pojedynkę. Wysiadłam z tramwaju na alei Sikorskiego na przystanku o tej samej nazwie. Skierowałam się na północ, by na początek wejść w ulicę Dragana. Ulica wiła się najpierw równolegle do Sikorskiego, po czym wzdłuż alei Armii Krajowej. Z ciekawszych rzeczy na trasie sfotografowałam graffiti na Szkole Podstawowej nr 8, prezentujące grupkę uczniów.







Przeszłam krótki odcinek ulicy Witosa, kierując się ku również niedługiej ulicy Milskiego. Minęłam przy tej okazji pomalowane kontenery z rudym kotem i hasłem „Będzie dobrze”, które wybrzmiewało wszędzie w pierwszej fazie pandemii, gdy zmagaliśmy się z powszechnym lockdownem.



Niedługo później znalazłam się u zbiegu ulic Cieszyńskiego i Cebertowicza, co było widać po adresach wręcz „sklejonych” ze sobą bloków. Przespacerowałam się pośród blokowisk. Tutejsze uliczki, poza ulicą Cieszyńskiego, miały za patronów osoby o wykształceniu z zakresu techniki, np. elektryki czy mechaniki. Przy nazwiski Szpora zaznaczono nawet, że był profesorem. Ponadto odwiedziłam jeszcze ulice Więckowskiego i Kopeckiego. Podobała mi się estetyka oznaczenia adresów na Chełmie. Nazwisko patrona ulicy było widoczne, bo biegło z góry na dół i ciemna czcionka się odznaczała, a dodatkowo numery budynków zapisano na kratkach, co wyglądało bardziej jak zapis na jakimś urządzeniu. Ponadto, jeśli chodzi o kwestie estetyczne, moją uwagę na tym odcinku zwróciły wyróżniające się bloki o opływowych elementach bryły, jak również fajne ułożenie chmur na niebie.







Gdzieniegdzie na blokach widniały dodatkowe malunki, czy to jako nieformalne graffiti, czy to planowe dodatki raka, żaglówki i inne. Wyszłam w okolicy pasażu handlowego przy Witosa i ruszyłam w kierunku kościoła Św. Urszuli Ledóchowskiej. Naprzeciwko, w tunelu pod torami, też dopatrzyłam się graffiti w czerni i czerwieni.





Na moment podeszłam bliżej pętli tramwajowej, by ją sfotografować, po czym skupiłam się na samej świątyni. Wewnątrz wydała mi się słabo oświetlona, ale i tak spodobały mi się witraże, nietypowa kolorystyka (niebieski sufit), a najbardziej płaskorzeźbiona droga krzyżowa. Nie brakowało też tablic informacyjnych na temat patronki kościoła. Zaciekawiła mnie data jej śmierci – 1939 rok, ale nie miał nic wspólnego z wojną, bo święta zmarła wcześniej. Nieopodal wyjścia ze świątyni ustawiono też krzyż, mający jednocześnie upamiętniać chrzest Polski i odzyskanie przez nią niepodległości.







Ruszyłam dalej ulicą Cieszyńskiego na południe. Rozbawiła mnie tabliczka z uśmiechniętym autkiem, użyta dla oznaczenia wyjazdu z garażu. Wkrótce dotarłam do ulic Lipowicza oraz Ptasiej. Zabudowa tutaj nie była bardzo gęsta. Nie kierowałam się aż do Małomiejskiej, ale zawróciłam i poszłam w przeciwnym kierunku.



Niemałą zagwozdką okazała się dla mnie ulica Tilgnera. Chciałam zajrzeć w różne jej odnogi, ale cały system dróg, wzbogacony gdzieniegdzie prywatnymi furtkami, zmusił mnie do kombinowania, jak tu wyjść ku ulicy Madalińskiego. Ta z kolei częściowo miała ukończoną zabudowę, a częściowo przypominała plac budowy. Droga też coraz mniej przypominała ulicę, aż (nomen omen) płynnie przeszła w ścieżkę pieszą prowadzącą nad zbiornik retencyjny Madalińskiego.




Tam pozwoliłam sobie na chwilę odpoczynku. Powspominałam też spacer z koleżanką w tych okolicach, który odbyłam niedługo wcześniej. Miejsce wydało mi się atrakcyjne dla ludzi w każdym wieku, czy mieliby ochotę na spacer, czy na grę w piłkę. Nieopodal zbiornika mieściło się bowiem również boisko, co było lepiej widoczne, gdy wspięłam się ku Wilanowskiej, bo okolica zbiornika leżała w niecce.



Wyżej mieściła się znów głównie zabudowa wielorodzinna. Wilanowska powiodła mnie ku Łańcuckiej. Gdy wyszłam ku Nieborowskiej, ruszyłam zgodnie z zawijasami, które tworzyła, aż dotarłam do ronda. Tam pierwszy moją uwagę zwrócił kościół Św. Teresy Benedykty od Krzyża. Miał bryłę kojarzącą mi się z kształtem rakiety i był śnieżnobiały. Zajrzałam na chwilę również do środka.




Następnie przespacerowałam się Wawelską. Odcinek, który mnie teraz czekał, kojarzyć mi się już zawsze będzie z nauką przed egzaminem na prawo jazdy. Instruktor na zastępstwie zabrał mnie w gąszcz uliczek pełnych zakazów wjazdu, bo większość była jednokierunkowa. Przejazd tędy zapewne niewprawionemu kierowcy dawał jeszcze więcej do myślenia niż temu z większym doświadczeniem. Nie zmienia to jednak faktu, że na ulicy Dąbrówki chwilę później zauważyłam, jak mężczyzna przejechał autem pod prąd w górę, tak jak ja szłam.



Niedługo później zaciekawiło mnie wielopoziomowe zabudowanie, które sprawiało, że linia garaży i linia domów powyżej tworzyły spójną kompozycję. Odwiedziłam ulice Królowej Jadwigi, Marii Ludwiki, Anny Jagiellonki i Królowej Bony, zauważając, że to osiedle miało same kobiece patronki dopiero w momencie pisania. Przy czym te dwie ostatnie miały już inną zabudowę, nie szeregową, ale wielorodzinną.









Została mi jeszcze jedna ulica do pokonania, a mianowicie Rogalińska. Przy rondzie im. Stanisława Kowalskiego weszłam ponownie na Wilanowską, skąd mogłam skręcić w docelową drogę. W nagrodę pod koniec wędrówki poszłam jeszcze na lody. Ostatnim odkryciem tego dnia była, z adresem należącym do Rogalińskiej, ale położona już wzdłuż alei Havla, Morska Szkoła Podstawowa. Jej patronem został podróżnik, Aleksander Doba, zmarły w ostatnich latach.





Po wykonaniu założonego planu udałam się na najbliższy przystanek tramwajowy. Kolejne dzielnice zamierzałam odwiedzić po przerwie na Bieszczadzki Park Narodowy.


Więcej o tym projekcie poczytasz <tutaj> 🙂
Sprawdź także więcej kadrów z pierwszego i drugiego spaceru po Chełmie!
