Suchanino – okiem mieszkańca

Po kursie przewodnickim udało mi się namówić kilkoro znajomych na wspólne wędrówki. Tak było i tym razem, gdy towarzyszył mi poznany właśnie tam Michał Harasim (prowadzący na Facebooku stronę Gvidanto). Oprowadził mnie po swojej dzielnicy – Suchaninie. Najwygodniej z punktu widzenia ułożonej trasy było się nam spotkać przy Pomorskich Szkołach Rzemiosł. Po sfotografowaniu placówki ruszyliśmy w kierunku ulicy Schuberta, mijając jednak po drodze także budynki z adresem należącym wciąż do wrzeszczańskiej ulicy Sobieskiego. Na bazie adresów wnioskowałabym, że dopiero za skrzyżowaniem z Wagnera mieliśmy do czynienia z ulicą Schuberta.

Odbiliśmy w ulicę Wagnera, ale dopiero skręcając w ulicę Bacha, sfotografowałam pierwszą tabliczkę z nazwą ulicy, jakby w myśl piosenki Wodeckiego „Zacznij od Bacha” 😉 Największą uwagę poświęciłam tam budynkowi przedszkola z ładnym terenem zielonym i placem zabaw. Michał podzielił się ze mną ciekawostką: ulica Bacha była młodsza od innych w tej części Suchanina i pod tą nazwą funkcjonowała ponoć od 1988 roku. Można by się zastanawiać, jakie miałoby to znaczenie dla współczesnych, ale niebagatelne, bo dawniej nieliczne istniejące tu budynki miały adres z ulicą Mozarta, a wspomniane przedszkole ma taki adres do dziś.

Jak łatwo się domyślić, następną na naszej trasie była ulica Mozarta, przez którą skierowaliśmy się ponownie na Schuberta, najpierw jednak spoglądając w kierunku południowym, przy okazji dostrzegając za zabudową mieszkalną szczyt lokalnego kościoła. Po chwili ja skupiłam się na czarnym kociaku o zielonych oczach, tymczasem uwagę Michała zwrócił dom z 1963 roku, a że rocznik ten miał dla niego szczególne znaczenie, postanowił też zrobić zdjęcie budynku.

Przy ulicy Schuberta zrobiło się bardziej zielono, droga była mniej zabudowana, a raczej wyglądała na przelotową. Zauważyłam chociażby budki dla ptaków zawieszone na drzewach. Weszliśmy następnie w ulicę Schuman(n)a i nieprzypadkowo w tak specyficzny sposób zapisałam tę nazwę. Nazwisko patrona zapisuje się z podwójnym „n”, aczkolwiek na moim wykazie zobaczyłam tylko jedno „n”. Jednocześnie w terenie dopatrzyliśmy się tabliczek dwóch rodzajów. Mocno mnie to zaciekawiło.

Na skrzyżowaniu z ulicą Małcużyńskiego stał sklep znanej sieciówki. Dowiedziałam się od Michała, że sklep samoobsługowy istniał tutaj wcześniej niż bloki, a mianowicie od 1967 roku. Był pierwszym tego typu obiektem w okolicy. Tymczasem wędrując po Małcużyńskiego, zauważyłam, że na posesji, którą zapamiętałam z powodu jej czworonożnych mieszkanek, już nie ma kóz. Szkoda. Wędrując po zaułkach ulicy Małcużyńskiego, dopatrzyłam się m.in. dziwnie ściętych brzóz. Zawsze zastanawiała mnie celowość ścinania drzew w taki sposób i jak długo są w stanie zdrowo funkcjonować pozbawione pełnych koron.

Wyszliśmy ścieżką ku głównym arteriom i znaleźliśmy się na ulicy Schuberta, po czym skierowaliśmy się ku Gdańskiemu Parkowi Naukowo-Technologicznemu. Przy tej okazji Michał wskazał mi warsztaty samochodowe, za którymi znajdowały się źródła Potoku Królewskiego. Potok ów wpada do Strzyży w obrębie Parku Nad Strzyżą we Wrzeszczu Dolnym. Michał uświadomił mi, że został po drodze skanalizowany i płynie chociażby przez teren Politechniki Gdańskiej. Nazwy Królewska Dolina oraz Potok Królewski miały nawiązywać do władcy, który był patronem nieodległej ulicy – Sobieskiego. Według informacji od Michała król odwiedził Zachariasza Zappio w jego Dworku Królewskiej Doliny we Wrzeszczu Górnym.

Tymczasem skierowaliśmy się ku centrum handlowemu. Po drodze natrafiliśmy m.in. na śmietniki, które zostały opatrzone napisem o zakazie palenia. Paradoksalnie jednak zobaczyliśmy pozostawione na nim pety. Nie wchodziliśmy do żadnego ze sklepów, ale kilka z nich miało osobne wejścia. Sklep zoologiczny przykuwał wzrok ładną dekoracją, dlatego przystanęłam, by go sfotografować.

– Jest kot fajny – przystanął również Michał.

– I ptaszek.

– Jak Ptaszek Staszek (ze strony na Facebooku).

– O, chomiczek! – ucieszyłam się, dopatrując się kolejnego szczegółu.

Następnie zawróciliśmy i weszliśmy w ulicę Beethovena, a z niej w Kurpińskiego. Odbiliśmy na początek w jej pierwszą odnogę po lewej, by podejść pod transformator, w okolicy którego powstawał nowy budynek, o którym opowiadał mi akurat Michał. Dostrzegliśmy tam również bramę wjazdową do posesji z krzyżami i koroną jak w herbie Gdańska. Niemal naprzeciwko pani z okna na piętrze podglądała, co robimy i w pewnym momencie zapytała wprost:

– Co Was interesuje? Co tu się dzieje?

– Wędrujemy ulicę po ulicy – odpowiedziałam, pokazując jej trzymaną w rękach mapę, ale nie wyglądała na przekonaną.

Chwilę później i tak zawracaliśmy i weszliśmy w ulicę Tylewskiego. Rozmowa zeszła na tematy bardziej techniczne, Michał opowiadał o procesie cebertyzacji i skojarzyłam tę nazwę z patronem jednej z chełmskich ulic – Cebertowiczem. Tymczasem w terenie dopatrzyłam się więcej zieleni i wypatrzyłam bardzo kolorową skrzynkę pocztową. Doszliśmy do końca drogi, a podczas nawrotki skusiliśmy się na krótką sesję zdjęciową, bo letnie słońce, sukienka i okoliczna roślinność wydały mi się atrakcyjnym połączeniem.

Wówczas odwiedziliśmy Otwartą. Na skrzyżowaniu przywitał nas widok kota z lekką nadwagą. Spacerując dalej, zajrzeliśmy na moment w ulicę Bacewicz. Raz w przeszłości zastanawiając się, czy aby patronką nie była kobieta, sprawiłam, że zapamiętałam ten sprawdzony wtedy fakt na dłużej.

Z Otwartej zeszliśmy na dalszy odcinek Kurpińskiego, który tworzył kształt pętli na mapie. Wędrowaliśmy przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Na początek Michał uraczył mnie ciekawostką, że bloki o numerach 8 i 10 były tu najstarsze i pochodziły z 1974 roku. Przeszliśmy zresztą koło nich, przy tym drugim oglądając przyblokowe ławeczki. Idąc dalej, dotarliśmy do zakrętu, za którym znalazł się fajny punkt widokowy. Przy tej okazji zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie. Następnie przeszliśmy resztę pętli oraz ulicę Otwartą aż do ulicy Czajkowskiego. Podeszliśmy w okolice Szkoły Podstawowej nr 42 oraz pasażu handlowego. Następnie przespacerowaliśmy się pośród bloków przy ulicach Paderewskiego oraz Liszta.

Dopatrzyłam się m.in. placu zabaw pośród zieleni, a okolica oferowała także miejsca z fajnymi widokami z góry. Zrobiliśmy sobie przerwę, po czym kontynuowaliśmy wędrówkę. Okazało się, że zbudowano i opatrzono barierką nowe schodki (najdłuższe w Gdańsku – 270 m) w kierunku Starodworskiej na Siedlcach. Dowiedziałam się od Michała, że jakoś przy numerach 5, 6, 7 mieści się geometryczny środek Gdańska i nawet powstanie Ergo Areny i związana z tym korekta miejskich granic tego nie zmieniły.

W dalszą trasę udaliśmy się najpierw starym przebiegiem ulicy Powstańców Warszawskich przy Biedronce i stacji. Dopatrzyliśmy się tam fajnego widoku na Siedlce. Michał zrobił mi zdjęcie, gdy sama skupiłam się na fotografowaniu. Skierowaliśmy się aktualnym przebiegiem wspomnianej ulicy ku Beethovena. Dotarliśmy nią do skrzyżowania z Wyczółkowskiego. Zaintrygował nas jeden z budynków, częściowo schowany za drzewami. Wykonano go w sposób nawiązujący do konstrukcji szachulcowych.

Przeszliśmy na pasach ku zbiornikowi wodnemu o nazwie Staw Cyganka w obrębie skweru Cygańska Góra. Spędziliśmy tam dłuższą chwilę, m.in. fotografując przestrzeń wokół – taką oazę zieleni w miejskiej przestrzeni. Z drugiej strony zafascynował mnie stojący nieopodal ceglany budynek.

Dalszy odcinek pokonaliśmy ulicą Cygańska Góra. Część tamtejszej zabudowy tworzyła pętelkę ulic, przy których stały bloki, część na mapie bardziej przypominała łamaną. Mieliśmy okazję zobaczyć przejeżdżający akurat autobus i przebyliśmy kawałek jego trasy ku ulicy Powstańców Warszawskich. Z niej zeszliśmy na Taborową. Przy tamtejszym hotelu odkryłam dzięki Michałowi bardzo fajne graffiti z Neptunem. Trudno mnie było od niego oderwać! Szukałam odpowiedniego kadru, jednocześnie bawiąc się światłem. Przy hotelu był też baner ze zdjęciem prezentującym Neptuna, Dwór Artusa i Ratusz Głównego Miasta, a zatem tu załapał się ten śródmiejski, a nie malowany bóg mórz.

Przespacerowaliśmy się dalej wzdłuż bloków i ogródków działkowych przy Taborowej. Następnie przeszliśmy fragmentem Wyczółkowskiego ponownie na Beethovena. Tam przystanęliśmy naprzeciw Szkoły Podstawowej nr 43. Michał zwrócił uwagę na baner „Gdańsku będzie dobrze”, tymczasem ja robiłam zdjęcia, w których mieścił się także wspomniany baner. Czekałam, aż auta będą miały zielone światło i wyjadą mi z kadru. Jeden z kierowców specjalnie nie podjechał do przodu, gdy inni już ruszyli, by dać mi zrobić zdjęcie i przy tej okazji tak serdecznie się do mnie uśmiechnął, że mimowolnie i ja się uśmiechnęłam do niego.

Zostało nam już tylko kilka ulic. Pierwszą z nich była Noskowskiego. Spodobały mi się przyblokowe ogródki. Idąc dalej, zauważyliśmy bloki przynależące już do Kamieńskiego, ale według mapki część ulicy stanowił także deptak. Przeszliśmy jego część, przy okazji mijając boisko oraz ujęcie wody Cyganka – Michał podkreślał, że jest to stary obiekt i byłoby ciekawie, gdyby udostępniono go kiedyś do zwiedzania. Odwiedziliśmy jeszcze ulicę Paganiniego, niemalże kończąc tym samym wycieczkę po pełnym kompozytorskich nazwisk Suchaninie. Przeszliśmy jeszcze spory fragment ulicy Beethovena, schodząc z niej na moment, bo ostatnim obiektem, już w drodze na autobus, był kościół św. Maksymiliana Kolbego. Kolejną dzielnicę udało się pokonać w całości 🙂

Więcej o tym projekcie poczytasz <tutaj> 🙂

Sprawdź także więcej kadrów ze spaceru po Suchaninie!

6 thoughts on “Suchanino – okiem mieszkańca

  1. Sungrazer says:

    Miło zobaczyć tu swoje osiedle :v Ten intrygujący dom za drzewami przy Wyczółkowskiego to jeden z najstarszych budynków na Suchaninie. Z kolei tego ceglanego przy stawku już nie ma, został po nim tylko krater.

    Odpowiedz
    1. Palcem po mapie, stopą po ziemi says:

      Śpieszmy się kochać budynki, tak szybko odchodzą… Tym bardziej cieszę się, że go uwieczniłam na swoich zdjęciach!

      O, czy wiadomo Panu coś więcej o tym starszym budynku? Z którego roku/okresu pochodzi? Jakieś źródła na jego temat?

      Odpowiedz
  2. Sungrazer says:

    O szczegóły pewnie trzeba by pytać właścicieli, o ile w ogóle interesują się historią. Ja niestety wiem tylko tyle że, dom stoi w miejscu, gdzie znajdowała się wioska Zigankenberg, czyli pierwsze zabudowania w tym rejonie. Na pewno widać go na tym zdjęciu z okresu międzywojennego (drugi prostokąt od prawej): http://forum.dawnygdansk.pl/files/dsc07655c600_210.jpg
    Pozostałe z zaznaczonych też ciągle stoją, za wyjątkiem tego po lewej. Setkę mają na pewno, ale nie podam żadnego dokładnego roku, bo nie umiem nawet znaleźć konkretnej daty tego zdjęcia :v
    A i tak na marginesie, bez tego „Pan” proszę, jesteśmy w podobnym wieku 🙂

    Odpowiedz
    1. Palcem po mapie, stopą po ziemi says:

      Bardzo dziękuję za dodatkowe informacje! 🙂

      Zatem cieszę się, że i moi rówieśnicy czytują mojego bloga 🙂 Jeśli mogę spytać, tak z ciekawości, jak na niego trafiłeś?

      Odpowiedz
      1. Sungrazer says:

        Nie przypomnę sobie dokładnie, bo już co najmniej ze dwa lata tu zaglądam, ale prawie na pewno dzięki wzmiance Twojego kolegi po fachu, czyli Kamila z „7 zdjęć z Gdańska”. Oboje robicie świetną robotę jeśli chodzi o zachęcanie do odkrywania Gdańska 🙂

        Odpowiedz
        1. Palcem po mapie, stopą po ziemi says:

          Bardzo dziękuję, robię co w mojej mocy 😉 W takim razie mam nadzieję, że na kolejnych dwóch się nie skończy i niezmiennie zapraszam 🙂

          Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *