Oliwa – z cystersami w tle

Lipiec rozpoczęłam spacerami po Oliwie. Całość podzieliłam docelowo na trzy części, z czego podczas dwóch dopisywało mi towarzystwo, a ostatnią wędrówkę odbyłam już w pojedynkę.

Wraz z kolegą mieliśmy na celowniku okolice Parku Oliwskiego i Katedry Oliwskiej, a zatem chyba tę część Oliwy o najgłębiej sięgającej w przeszłość historii. Wysiedliśmy na stacji SKM Gdańsk Żabianka i wyszliśmy po tej oliwskiej stronie. Czujne oko Marty już na starcie dopatrzyło się skrytego częściowo za barowym parasolem malunku z herbem Gdańska w pełnej krasie, z trzymaczami w postaci lwów i dewizą wypisaną poniżej. Kolejny malunek ucieszył moje oko, gdy mijaliśmy zakład introligatorski, choć nie był niczym nowym. To chyba te zwoje pism zadziałały na moją wyobraźnię. Przeszliśmy przez ulicę Bitwy Oliwskiej, po czym, wychodząc na Grunwaldzką, dopatrzyliśmy się budowanego właśnie akademika Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu, z charakterystycznymi sylwetkami sportowców zdobiącymi okolice okien.

Z Grunwaldzkiej zajrzeliśmy w Nadwodną. Po tamtej stronie drogi zaintrygowały mnie też dwa całkowicie ceglane budynki, ale nie znalazłam ich potem w rejestrze zabytków, podobnie jak stojącego kawałek dalej budynku z ciekawym zwieńczeniem dachu. Odpuściłam przechodzenie specjalnie na światłach, by odwiedzić tylko ulicę Górskiego, bo byłam tam kilka tygodni wcześniej, a AWF od drugiej strony planowałam na inne wyjście.

Odbiliśmy zatem póki co w lewo i dotarliśmy w ten sposób do ulicy Dickmana. Cieszyło mnie, że ta postać dostała swoją ulicę w Gdańsku, a temat bitwy pod Oliwą wydawał mi się ciekawy, ilekroć o nim słyszałam. Jednocześnie podczas pisania zauważyłam, że jego nazwisko miało dwukrotnie literę „N” na końcu, a na mapach i tablicy z nazwą ulicy występowała pojedynczo, co mnie zastanowiło. W obrębie tej ulicy mieściła się fabryka Dr. Oetkera, co było o tyle ciekawe, że (z tego co słyszałam) budynek przez całe swoje istnienie związany był z tą samą branżą, co wydało mi się w sumie osobliwością. Ponadto zwyczajnie doceniałam zachowane detale architektoniczne, choć bryła była dość prosta. Próbowałam zamknąć gmach w kadrze w całości, ale z perspektywy drugiej strony ulicy, przy rozbudowanych także koronach drzew, nie stanowiło to prostego zadania.

Spacerując dalej, minęliśmy posesję z rzeźbą w ogrodzie, bramę z zajączkami i dom z cebulasto zwieńczonymi dachami wieżyczek. Architektonicznie Oliwa była bardzo bogatą dzielnicą. Gdy wyszliśmy ponownie na Grunwaldzkiej, z zabytków natrafiliśmy na opuszczony budynek dawnej zajezdni tramwajowej, wcześniej będącej także fabryką mydła. Specjalnie weszliśmy na Pomorską, by spróbować go sfotografować z różnych perspektyw i zmieścić w kadrze.

Wróciliśmy do ostatniego skrzyżowania i przez pasy przeszliśmy ku Opackiej. Teren wokół nieco zmienił się w ostatnich latach przez powstające budownictwo mieszkaniowe. Najpierw zwróciliśmy uwagę na dopiero powstającą inwestycję po prawej. Odgradzały ją blachy, na których pojawiły się hasła reklamowe takie jak: bezpieczeństwo, Park Oliwski, lasy oliwskie.

– Zalety osiedla: dobra komunikacja – odczytał kolega. – Ale do obu stacji SKM daleko.

Nieopodal przejechał autobus linii 122, więc mój kompan dodał:

– Ale można dojechać do portu lotniczego.

– Na pewno tu mieszkają bogaci ludzie. Może ktoś nie kursuje po Gdańsku, za to lata do Krakowa – zażartowałam.

Osobiście te odległości do kolejki nie wydawały mi się jakieś ogromne. Zza inwestycji wyłaniał się budynek TVP3, gdzie miałam okazję gościć kilka razy. Tymczasem jednak spojrzeliśmy w lewo, gdzie stały już zamieszkane apartamentowce. Kolega zauważył, że widać na przestrzał klatkę schodową. Stwierdził, że wielkie okna są symbolem nowego stylu w budownictwie. Dalej minęliśmy część Parku Oliwskiego będącą własnością firmy Doraco z dawnym domkiem ogrodnika Saltzmanna na czele.

Niedługo później weszliśmy na Cmentarz Oliwski. Zależało mi przede wszystkim na odnalezieniu widzianego podczas kursu przewodnickiego grobu Franciszka Mamuszki, patrona koła przewodników, krajoznawcy o bogatym dorobku pisarskim, którego książki miałam również na własnej półce. Z nekropolii wyszliśmy tą samą bramą tak, by wkrótce dotrzeć do kościoła Św. Jakuba. Tym razem był zamknięty, ale miałam okazję wizytować go wewnątrz już wcześniej.

Naprzeciwko mieściła się Szkoła Podstawowa nr 26, pochodząca z 1905 roku, co zaznaczono napisem na ścianie. Kolega zauważył:

– Po ponad stu latach ta szkoła by tak nie wyglądała. Mój tata i wujek tu chodzili. Zjednoczone Dzieci Polski.

– Dzieci Świata – poprawiłam go, odczytując z tablicy, czyje imię nosiła placówka.

– Tak, świata. Gdyby jej nie potraktowali chociaż karcherem, to by tak nie wyglądała. Jest za czysta jak na stuletnią szkołę.

Później miałam się jeszcze dowiedzieć, że jej nietypowy kształt wynikał z faktu, że jedno ze skrzydeł dobudowano później niż w 1905 roku. Boczne drzwi ozdobiono płaskorzeźbionymi postaciami zwierząt. Skojarzyły mi się z tymi z domów przy ulicy Ojcowskiej na Siedlcach.

Tymczasem podczas dalszej wędrówki po Opackiej mój kompan się przejęzyczył:

– Budowa mieszkanków wielorodzinnych.

Rzeczywiście po naszej lewej dopatrzyliśmy się jakiejś inwestycji budowlanej. Mnie osobiście zaintrygował bardziej samotny budynek po prawej, z laubzegami. Wkrótce wyszliśmy jednak na Spacerowej. Postanowiliśmy wykorzystać teren rekreacyjny po drugiej stronie, nad Stawem Młyńskim. Dopatrzyliśmy się tam łabędzi. Nieopodal powstał Gaj Ojców.

Zrobiliśmy nawrotkę ulicą Stary Rynek Oliwski, by skierować się ku Katedrze Oliwskiej. Minęliśmy przy tym dawny młyn i kilka ciekawych kamienic. Przez przejazd w obrębie Domu Bramnego zwanego Domem Zarazy przeszliśmy ku dawnym zabudowaniom cysterskim, zresztą ulicą Cystersów. W oddali widniała bryła prywatnej szkoły podstawowej, prawdopodobnie należąca do ulicy Kanapariusza. Niedaleko już rozciągały się zabudowania kurii. Tymczasem bliżej, po naszej lewej, w ciekawym ceglanym budynku mieściło się przedszkole, a kolejne zabudowania za nim urzekły mnie swoimi zdobieniami.

Wreszcie dotarliśmy pod samą Katedrę Oliwską. Przed wejściem zgromadziła się jakaś wycieczka. Miałam nadzieję, że i ja kiedyś będę miała przyjemność oprowadzać kogoś w tym miejscu, dlatego wnętrze świątyni obfotografowałam dość szczegółowo, a na półce czekały na swój moment stosowne lektury. W 2017 roku zespół pocysterski uznano za Pomnik Historii. Podziwiałam jego walory historyczne, uczyłam się jego architektury, ale mnie obiekt fascynował także pod kątem wyposażenia, w tym epitafiów i nastaw ołtarzowych, w obrębie których było mnóstwo figur z atrybutami wskazującymi na postaci konkretnych świętych. Nie da się ukryć, że nim zaczęłam interesować się Gdańskiem, średniowiecze traktowałam jako średnio interesującą epokę, aczkolwiek obecnie fascynowałam się, że istniała dynastia książąt pomorskich – Sobiesławiców. To oliwska Katedra pomagała upamiętnić postacie władców czy tutejszych opatów. Samo pojawienie się cystersów w tym miejscu też było dla mnie ciekawym akcentem. W świątyni mieściła się też Krypta Biskupów Gdańskich. Zdecydowanie moim ulubionym fragmentem kościoła było od zawsze prezbiterium i zdobienia imitujące niebo tuż pod sklepieniem, kontrastujące z ciemnym wyposażeniem poniżej.

Opuściliśmy Katedrę Oliwską jeszcze przed koncertem organowym. Miałam okazję wysłuchać go kilkukrotnie i jeśli komuś dotąd się to jeszcze nie udało, zachęcam 🙂 Tymczasem my wyszliśmy na ulicy Biskupa Nowickiego i natrafiliśmy na budkę z goframi. Skusiliśmy się 😉 Przy Muzeum Narodowym, a dokładnie jego Oddziale Etnografii, odbywał się piknik naukowy.

Chwilę później znaleźliśmy się na terenie Parku Oliwskiego. Przysiedliśmy przed Oddziałem Sztuki Współczesnej w Pałacu Opatów, by na spokojnie zjeść zakupione gofry. Później zrobiliśmy sobie spacer głównymi alejkami w parku. Obserwowaliśmy kaczki, nie dopatrując się tym razem słynnej mandarynki. Pokusiłam się o parę artystycznych kadrów, ale przede wszystkim chłonęłam otaczającą nas zieleń. Przyglądaliśmy się drzewom – pomnikom przyrody. Kolegę rozbawiło dziecko jadące rowerkiem po trawniku, bo dopatrzył się tabliczki „Szanuj zieleń”. Tymczasem po przeciwnej stronie drogi był już „trawnik rekreacyjny” i można by tam rozłożyć się z kocykiem. Mnie niezmiennie urzekały kaskady i fascynowały groty szeptów. Podeszliśmy pod pomnik Mickiewicza, ale również Świętopełka i Mściwoja II. Dzięki temu mogliśmy nacieszyć oko widokiem także drugiej fasady Pałacu Opatów.

Wyszliśmy na ulicę Kanapariusza, nieopodal wspomnianej szkoły. Skierowaliśmy się następnie w lewo, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć drzewa, które dostały ubranka z robótek ręcznych. Stamtąd wyszliśmy na ulicę Stary Rynek Oliwski, po lewej przechodzącą w ulicę Opata Rybińskiego. Szliśmy wzdłuż Parku Oliwskiego, odnotowując przy okazji obiekty po drugiej stronie, takie jak chociażby Oliwski Ratusz Kultury czy kawiarnie.

Weszliśmy ponownie do parku, by nie ominął nas tzw. Książęcy Widok. Później podreptaliśmy w stronę ogrodu w stylu japońskim. Ze względu na trwające prace poprowadzono alternatywny mostek, ale udało nam się tam dotrzeć. Niestety dalej nie można było przejść, bo mieszkańcy wygrodzili się ze względu na pandemię, jak głosiła stosowna kartka. Zawróciliśmy do głównej bramy i skierowaliśmy się ku pętli tramwajowej. Przy bramie parku najbliższej pętli przystanęliśmy, by podziwiać detale architektoniczne budynków po przeciwnej stronie alei Grunwaldzkiej, a dopiero potem przeszliśmy na światłach tak, by znaleźć się przy nich. Mieściła się tam również kapliczka. Podeszliśmy na północ do rejonu Piastowskiej i Stawu Młyńskiego.

Wówczas nieco się cofnęliśmy i weszliśmy w ulicę Ceynowy, gdzie stała Villa Martha 😉 Był to tzw. dom polski w okresie Wolnego Miasta Gdańska. Przeszliśmy się ulicą Hołdu Pruskiego i skręciliśmy w ulicę Poczty Gdańskiej. To w sumie przykre, że prawdopodobnie chcąc upamiętnić 1 września 1939 r. i obronę Poczty Polskiej w Gdańsku, użyto skrótu myślowego, który ma jednak zupełnie inny wydźwięk. Jeśli chodzi o współczesną ulicę, na rogu uwagę zwracał budynek z werandą. Pod numerem 7 z kolei przyciągały oko rzeźbione zdobienia, a sam budynek pochodził z 1902 roku.

Przez Grunwaldzką przeszliśmy ku ulicy Majkowskiego, która doprowadziła nas ponownie w okolice dworca w Oliwie. W tym miejscu rozdzieliliśmy się z moim kompanem, kończąc tym samym pierwszy spacer po Oliwie.

Więcej o tym projekcie poczytasz <tutaj> 🙂

Sprawdź także więcej kadrów z pierwszej, drugiej i trzeciej wycieczki po Oliwie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *