Od ciekawości do znajomości – wywiad z artystą Patrykiem Łukaszukiem (Paka Art Studio)

Jeżeli oglądaliście już tę zajawkę, to nazwisko z tytułu nie jest dla Was obce 😉 Dziś będę miała ogromną przyjemność zaprezentować Wam wywiad, który przeprowadziłam z lęborskim artystą muralu – Patrykiem Łukaszukiem. Patryka znajdziecie na Facebooku jako Paka Art Studio.

Fot. Sławomir Łukaszuk (Chmura Studio)

Jak to się jednak stało, że doszło do tego spotkania?

Planując wyjazd do Lęborka z okazji Dnia Matki (taka niespodzianka dla rodzicielki 😉 ), a jednocześnie uwzględniając przedstawiany Wam już harmonogram (zdjęcie tutaj), postanowiłam niedzielną pogadankę nagrać w terenie. Z jednej strony szanuję swoją prywatność i zwracam uwagę na to, jakie prezentuję tło na filmach kręconych w prywatnej przestrzeni. Z drugiej strony uznałam pokazanie Wam fragmentu mojego rodzinnego miasta po prostu za bardziej atrakcyjne.

A skoro już o atrakcyjności mowa… Nie wiem jak Wy, ale osobiście czuję, że murale, czyli wielkoformatowe graffiti, które nie są bohomazami, ale formą sztuki, naprawdę chwytają mnie za serce. Nie powinien zatem dziwić fakt, że uznałam za całkiem intrygujący pomysł nagranie pogadanki na tle jednego z nich. Zależało mi na tym, żeby ów kadr był naprawdę profesjonalny i obraz nie był tylko tłem. Dlatego, mając podejrzenia co do autora dzieła, znalazłam go na Facebooku i zapytałam, czy rzeczywiście obraz wyszedł spod jego ręki, czy ma jakiś tytuł i z którego roku pochodzi.

Dalej akcja potoczyła się błyskawicznie. W odpowiedzi dostałam numer telefonu. Zadzwoniłam. Poznałam historię muralu, ale dało się odczuć, że serce artysty ciągnie bardziej do innej pracy. Od słowa do słowa padły sugestie, że lepiej byłoby taką pogadankę nakręcić właśnie tam, a jednocześnie przecież nie bez znaczenia jest też mural nawiązujący do obecnej sytuacji epidemiologicznej (który też mega mi się podoba!). W toku rozmowy padł pomysł, żeby artysta wziął w całym przedsięwzięciu czynny udział i ani się obejrzałam, a mieliśmy ustalony termin wywiadu 😀

Ale, ale… W toku dalszych ustaleń okazało się, że powinnam przygotować się bardziej technicznie 😉 Całe przedsięwzięcie skłoniło mnie do zakupu mikrofonu do telefonu z tzw. „kotem” (choć wolę mówić „futerkiem”), żeby zniwelować wpływ wiatru. Piątkowy wieczór spędziłam, fascynując się tym nowym nabytkiem, bo pozwalał na trzymanie telefonu podobnie jak selfie stick, tylko krótszy, a jednocześnie miał opcję rozłożenia rączki na trzy części, tworzące w ten sposób stojaczek. Uwierzcie mi, ten bajer bardzo ułatwi mi pracę także w przyszłości 🙂

Oczywiście trochę inaczej przygotowywałam się również do samych nagrań. Pogadanki w domu nagrywam dość spontanicznie, kiedy poczuję, że jestem gotowa i jakby coś nie wyszło, to zawsze mogę powtórzyć (choć dotąd wszystkie wyszły bez dubli), bo dysponuję tylko własnymi zasobami czasowymi. Tutaj sytuacja wyglądała inaczej. Ustaliliśmy konkretną godzinę (i nie zraził nas deszcz!), a poza tym nie byłam sama – towarzyszył mi artysta i jego brat, który dodatkowo robił zdjęcia i wspierał nas technicznie, o czym jeszcze poniżej. Panowie jednak totalnie mi zaufali, wierząc, że może z tego wyjść coś fajnego, a jednocześnie wykazali się cierpliwością podczas nagrań.

Przemieszczałam się, zamiast siedzieć w jednym miejscu i miałam określony punkt końcowy, musiałam zatem przejść się raz orientacyjnie, by wiedzieć, w którym miejscu zacząć. Pierwsza gadka wyszłaby całkiem nieźle, gdyby nie fakt, że obaj moi towarzysze byli w bluzach i pomyliłam ich, który jest który, podchodząc na koniec do Sławka, a nie do Patryka 😀 Za drugim razem byłam tak skupiona na zadaniu, że wydawało mi się, że pewien fragment przytoczyłam dwukrotnie i po prostu przerwałam w połowie. Za trzecim razem wyszło tak, jak widzieliście to na zajawce. Uff, odbyło się bez cięcia 🙂

Fot. Sławomir Łukaszuk (Chmura Studio)

Następnie, choć coraz mocniej padało, każdy z nas zabrał swoje gadżety i przeszliśmy, zgodnie z zapowiedzią kawałek dalej. Otrzymaliśmy klucz, po czym przekroczyliśmy „magiczną bramę” 😀 A tam…

Nie przedłużając – zapraszam do wysłuchania wywiadu i obejrzenia pracy Patryka Łukaszuka, w którą włożył naprawdę kawał serducha 😀 Możecie także przeczytać całość wywiadu poniżej. I koniecznie przeczytajcie wpis do końca i zajrzyjcie do opisu pod filmem 🙂


Marta Haraburda: Dzień dobry, ze mną Patryk Łukaszuk, znany jako Paka Art Studio. Gdzie się znajdujemy, co tutaj powstaje?

Patryk Łukaszuk: Jesteśmy w Lęborku przy ulicy Komuny Paryskiej. Tutaj powstaje jeden z największych murali w tematyce Michaela Jacksona. Dlaczego mówię, że największy? Dlatego, że jest to chyba jedyny mural w Polsce, który ukazuje życie i twórczość Michaela Jacksona. Będzie miał on około trzydziestu metrów kwadratowych powierzchni i tutaj właśnie w Lęborku będzie można go spotkać.

Skąd w ogóle pomysł, żeby właśnie taki mural powstał?

Pomysł, że tak powiem, nie zrodził się też znikąd. Od wielu lat jestem fanem Michaela Jacksona i jako artysta też obserwuję scenę graffiti. Wiem, co się dzieje, jeżeli chodzi o samo graffiti i murale na całym świecie. Kilka takich murali z Michaelem powstało, np. też w Los Angeles. Przede wszystkim w USA, ale także we Francji. Pomyślałem, że czas na Polskę i zrobiłem taki ruch tutaj, w Polsce. Jest to ruch ogólnoświatowy, dlatego, że sama tematyka nie dotyczy tylko Polski, ale również całego świata i możemy też się pokazać my, jako Polacy, że też potrafimy zrobić coś naprawdę dobrego.

A ile czasu w ogóle zajmuje praca nad takim muralem? Jak ona przebiega tak etapowo? Co trzeba zrobić, żeby w ogóle taki mural powstał?

Wszystko zależy od tego, jakiej wielkości się robi dany mural. Nad tym Michaelem akurat można powiedzieć pracowałem około tygodnia czasu. Dodam jeszcze, że rozłożyło się to trochę w czasie, ponieważ jako artysta jestem bardzo zajętym człowiekiem. Mam bardzo dużo zleceń i nie zawsze jest czas, żeby do takiego muralu wrócić. Jest to taka moja inicjatywa własna, więc tworzę go, że tak powiem, dla siebie, nie dla klienta. No i tutaj kwestia samej zabawy, rozszkicu. Twierdzę, że sam rozszkic, jeżeli zrobimy, jest to połowa sukcesu, a potem już jest tylko sama zabawa odcieniami i powoli, etapowo sobie taki mural powstaje. Ja w dobie tworzenia tego muralu po kolei dobierałem sobie etapy twórczości Michaela z różnych okresów jego życia i powoli nanosiłem i składałem sobie cały mural w tzw. całość. I wiedziałem, co gdzie będzie, żeby ułożyć tę całą układankę.

Mówi Pan też o sobie, że maluje Pan od ręki. Czy mógłby Pan słuchaczom tutaj wyjaśnić co to oznacza?

Tak. Malowanie od ręki jest to taka dość niespotykana wersja malarstwa, dlatego że sam obrazek o różnej objętości powstaje z ręki. Ja to mam tak u siebie, że patrzę na zdjęcie, które praktycznie mieści mi się w dłoni i przenoszę je na duży format. W ten sposób uzyskuję wielkopowierzchniowe malowidła, które być może z bliska mają jakby dużo pikseli, a z daleka oddają ten cały obraz. Wygląda to tak jak namalowane zdjęcie albo niektóre obrazy w ogóle wyglądają jak zdjęcie lub fototapeta. To jest właśnie ten kunszt malarstwa, który tutaj starałem się przez wiele lat osiągnąć. No i to jest tak, że ja też nie używam do tego rzutników ani kratek samopomocowych. Maluję tak, jak czuję, tak jak mi podpowiada intuicja, że dana kreska powinna być tutaj i składam to w jedną całość. Potem jakieś poprawki i odcięcia i wychodzi obraz – tak to wygląda.

A skąd w ogóle wzięła się u Pana ta pasja do malowania? Czy to jest tak, że już od dziecka wiedział Pan, że lubi Pan rysować, malować?

Tak. Gdzieś tam od dziecka zawsze musiałem nad tą kartką posiedzieć, przynajmniej tak zawsze opowiada mi moja mama, że musiałem przyjść z podwórka i przynajmniej dwie godziny posiedzieć nad kartką. Był to jakiś taki mój odczyn, żeby coś zrobić dziennie. Po prostu dało to w późniejszym czasie jakiś tam progres.

Praktyka czyni mistrza.

Tak. W późniejszych latach jakby rysowałem tylko ołówkami. Później poznałem chłopaków, którzy malowali graffiti i zacząłem jakby brylować w tym środowisku, obserwować ludzi, którzy zajmują się malowaniem w sprayu i tak jakoś się zaraziłem, że sam zacząłem malować i tak jest do dzisiaj.

A ile Pan się lat już zajmuje tym tak faktycznie zawodowo?

No, jeżeli chodzi o farby w sprayu, to dobiega już mi tak dwudziesty rok niedługo jak już będę malował samymi farbami. Oczywiście od samego początku nie byłem jakimś tutaj dobrym zawodnikiem, bo miałem swoje początki. Dzisiaj z chęcią bym się do nich nie przyznawał, ale jest to część mojej drogi artystycznej i z latami ten progres rósł do momentu tak, że najpierw malowałem tylko litery, a potem przerodziło się już to w ludzkie twarze, pejzaże i już praktycznie kolejnym etapem tego wszystkiego było, że byłem w stanie namalować wszystko, na co mogę patrzeć na zdjęciu. Także tematyka rozrosła się już do… praktycznie do wszystkiego.

A czy po tylu latach jest Pan w stanie w ogóle doliczyć się, ile prac wyszło spod Pana ręki?

Mniej więcej, jeżeli chodzi o samo malowanie farbą w sprayu, to zwykle robię rokrocznie około stu prac, także trzymam się tego. Są to prace… oczywiście nie wszystkie są tego samego formatu. Bo są prace mniejsze, takie jak widzieliśmy przy zapowiedzi, i są prace takie jak tutaj, gdzie ma ona trzydzieści metrów kwadratowych i jest to liczone jako jedna praca, a tak naprawdę w tym metrażu mieści się piętnaście mniejszych, także ilość też nie zależy od tego, czy zrobię więcej, czy zrobię mniej. Najważniejsza jest jakość. To, żeby dać miastu to piękno, które wywodzi się z samego malarstwa i robić dobrze, i oby mniej, a cały czas lepiej.

Zadam teraz może takie trochę trudne pytanie, bo to tak jakby zapytać rodzica, czy ma swoje ukochane dziecko, no ale czy spośród Pana prac potrafi Pan wskazać jakąś jedną, może kilka, z których jest Pan najbardziej dumny, które najbardziej Panu zapadły w serce?

Tu chyba nie mogę powiedzieć o jakiejś jednej, która gdzieś tam zapadła mi w serce, bo każda praca jest indywidualna. Przy każdej pracy pracuje mi się jakby lepiej. Każda nowa praca sprawia, że potrafię nie spać w nocy. Czuję się jak dziecko, które jedzie na wycieczkę.

Taka ekscytacja?

Taka jest ekscytacja, że powstanie coś nowego, a szczególnie takie coś występuje, kiedy właśnie wpadają do głowy przed snem takie pomysły jak właśnie z Michaelem. Nagle wyskakuję z łóżka i mówię „wow!”. Ja mówię: „chcę zrobić coś takiego” i to jest w tym piękne. Właśnie ten proces twórczy, który powstaje w człowieku, który zaprowadza mnie od pewnego pomysłu do celu i jego realizacji. I to jest najlepsza esencja tej twórczości, że praktycznie nie ma najlepszej pracy, bo przy każdej pracy oddaję też swoje uczucia, to jak się w danym czasie czuję i każda praca będzie miała coś w sobie. Gdzieniegdzie oko będzie ładnie przyciągać, a gdzieniegdzie cała praca będzie wpływała na kunszt artysty i jego kreskę i to jest warte właśnie tego obejrzenia, że ta praca, na którą będziemy patrzeć, ona będzie miała o tyle coś w sobie, że będzie przyciągać nas, jako widza, takiego typowo ulicznego…

No mnie przyciągają. <śmiech>

… żeby na to spojrzeć i na chwilę się zatrzymać i taka praca myślę, takie graffiti, też w pewnym sensie zapewnia pewną rozrywkę ludziom na ulicy, ponieważ mają z nią styczność i jest ona dla nich za darmo.

Mam jeszcze pytanie o książkę, którą planuje Pan wydać – „Historie ociekające farbą po ścianie”. Proszę powiedzieć, czego czytelnik będzie mógł się po takiej książce spodziewać, czym Pan tam może zaskoczy?

Jak sama nazwa mówi „Historie ociekające farbą po ścianie”. To będzie zlepek takich opowieści, które przydarzyły mi się na pewnych etapach życia, mojej twórczości, ponieważ ta książka też już powstaje od kilku lat, także różne etapy, wzloty i upadki, które ja przeżywałem w życiu, tam zawarłem, ale przede wszystkim ta książka będzie zawierała takiego przyszłościowego kopa. Czyli ona będzie mówiła o tym, w jaki sposób można w życiu do czegoś dojść. Praktycznie od opowieści, gdzie jestem małym chłopcem, do jakichś zamiarów w późniejszych latach życia, do konkretnych działań. I tutaj ona będzie po prostu zostawiała po sobie pewną dozę jakby takich wskazówek, że jednak warto walczyć o marzenia, warto mieć cele w życiu i nie patrzeć na to, czy się zrobi coś już dzisiaj albo jutro, tylko warto nad czymś pracować wiele lat na to, żeby przyszedł ten dzień takiego jakby sukcesu, że zrobiliśmy i spełniliśmy pewne marzenia, o których marzyliśmy za dzieciaka, a osiągnęliśmy je wiele lat później. I ona będzie właśnie niosła za sobą takie wartości typowo ukazujące, co można w życiu zrobić, jeżeli się bardzo chce.

Czy to jest taka rada, którą chciałby Pan dać tym młodym twórcom, którzy dopiero zaczynają?

Myślę, że sama książka, jak i w ogóle moja twórczość zawiera pewne innowatorskie rzeczy, jeżeli chodzi o malowanie graffiti, ponieważ jestem artystą, który też obrócił jakby to całe malowanie i ten talent dłoni w akcje charytatywne, w których bardzo się udzielam. Doszedłem do takiego pułapu, że moja dłoń i ten talent idzie w parze w pomaganiu ludziom potrzebującym…

I to jest piękne.

… i to jest myślę ważne w życiu, żeby jednak nie zamykać i nie szufladkować się tylko w jakiejś idei graffiti, tylko jednak z czasem pogłębiać i poszerzać horyzonty, które takie graffiti daje możliwości.


Patryk, bardzo dziękuję za poświęcony czas i myślę, że nie tylko ze swojej strony mogę śmiało powiedzieć, że czekamy, aż znowu coś zmalujesz 😀

Tak czy siak, warto zajrzeć do filmu, bo niebagatelną rolę w całym przedsięwzięciu odegrał też brat Patryka – Sławek Łukaszuk (Chmura Studio), któremu zawdzięczacie tak mistrzowski montaż tego wideo! Ze Sławkiem też udało mi się miło pogadać w kuluarach jeszcze w trakcie „nagrywek”, co zdecydowanie mnie rozluźniło i zmniejszyło dystans między naszą trójką, a dzięki temu dodało swobody samym nagraniom, choć wierzę, że bez utraty profesjonalizmu 🙂

Co do montażu, przede mną jeszcze daleka droga, ale z Patrykiem udało nam się spotkać jeszcze później i pokazał mi, jak on montuje, więc nie czuję się już tak totalnie zielona. Co ciekawe, lekcja przerodziła się w naprawdę sympatyczną pogadankę i okazało się, że w cyklu lęborskim (na blogu już od sierpnia!) znajdzie się trochę jego prac. To, co dla mnie najbardziej w tym wszystkim niesamowite, to fakt, że okazało się, że pośród swoich zdjęć mam kadr z muralem, którego już nie ma, a którego Patryk sam nie udokumentował, więc mogłam się z nim tym podzielić. To wszystko potwierdza jak dla mnie teorię, która przyświeca mi w życiu, że nic nie dzieje się bez przyczyny! I wierzę, że to nie był ostatni akcent naszej współpracy. Dzięki chłopaki! 🙂

Fot. Sławomir Łukaszuk (Chmura Studio)

3 thoughts on “Od ciekawości do znajomości – wywiad z artystą Patrykiem Łukaszukiem (Paka Art Studio)

  1. Michał says:

    To już pewne – na najbliższej wycieczce do Lęborka muszę zobaczyć choć kilka murali Patryka, w tym ten z Michaelem Jacksonem, jak tylko powstanie. Widzę i czuję tu człowieka z pasją, który też nie boi się takiego wyzwania, więc muszę zobaczyć te dzieła na żywo. 🙂

    Ale chwileczkę… „Lębork i murale?” Zaglądam do Wikimapii i… tak jest – widnieje moje zdjęcie garaży, a dokładnie ściany z muralem, ukazującym Jana Pawła II między Łebą a targowiskiem. Widziałem i sfotografowałem go w grudniu 2016 r. – a dziś poznaję bliżej twórcę. 👌

    Bliskie są dla mnie też te momenty, kiedy człowiek nie może spać, mając pomysł dzieła. Tak jest z moją twórczością dla Koła Przewodników PTTK albo słowackich piosenkarek (zresztą prowadzę nieoficjalną stronę Ivony Novotnej). 😉

    Zresztą nawet w temacie murali, to marzę o powstaniu takiego z Beátą Dubasovą – w Bratysławie (np. blok na Petržalce – mieszkała tam na początku kariery) albo w jej rodzinnym Stropkovie. Zresztą moje marzenia i działania nie mają bariery językowej, więc kto wie – pomysłodawcy takich dzieł to różni ludzie. Cieszę się też, że Patryk nie narzeka na brak zleceń – może i na zagraniczne przyjdzie czas. 🙂

    Odpowiedz
    1. Palcem po mapie, stopą po ziemi says:

      Zdecydowanie ma pasję i niejedno już w Lęborku wyszło spod jego ręki. Także zdecydowanie polecam, myślę, że cykl lęborski podrzuci Ci jeszcze parę pomysłów, co zobaczyć jego autorstwa albo właśnie mieć porównanie, co istniało w 2017 r.

      Myślę, że po prostu takie momenty, gdy pomysł nawet spędza sen z powiek, są u ludzi kreatywnych naturalne, mi też się zdarza niejednokrotnie, dlatego byłam w stanie sobie wyobrazić, o czym mówił mój rozmówca.

      Odpowiedz
    2. Paka Art Studio says:

      Były oczywiscie np.w Berlinie Pani polskiego pochodzenia proponowała wykonanie muralu w biurowcu za jedyne 200 Euro papieru 😀 na 30 metrach kwadratowych gdzie w niemczech 200 Euro bierze sie za metr.Zdziwiona ze gardze wykonaniem 🙂 Malowałem równiez we włoskiej Florencji 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *